Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

bye-bye sluki



Kazimierz Molenda
WARSZAWSKI CIEMNOGRÓD I ELITARNE CHAMSTWO
CZYLI
BYE-BYE, SULKI

Odpoczniemy od sulek, można będzie spokojnie obstawiać kwinty bez obawy, że jakiś koń zagalopuje, czy ktoś komuś podmieni wózek. Galopować będą wszystkie rumaki, a wózków ci nam do tej zabawy nie potrzeba.
Z ciekawoscią przeczytałem w "Passie" wywiad pana Porębskiego z Romanem Mateusiakiem, prezesem Stowarzyszenia Hodowców i Użytkowników Kłusaków w Polsce. Przyczepić się nie mogę, chociaż ogromnie lubię trochę spostponować redaktora Tadeusza, bo dobrzre mi to robi na krążenie. Tym razem jednak nie dał mi okazji - był nader małomówny. Odzywał się głównie pan Prezes tłumacząc dlaczego kłusaki nie są faworytami widzów na Służewcu.

Niedołężni umysłowo starcy


Uogólniając, przyczyny Prezes widzi dwie: podeszły wiek graczy i ich niewiedza. Tak jest w Warszawie, bo we Wrocławiu króluje ponoć na trybunach oświecona młodzież, która w dni kłusacze oblega bramy parynickiego obiektu i strasznie się tymi wyścigami pasjonuje.
Byłem niejednokrotnie na Partynicach, słyszałem opinie o wózkach z ust dolnośląskich kibiców (niekoniecznie sędziwych) i śpieszę uspokoić fanów Służewca: nie jest z nami tak źle - tam też mówią na sulki "siewniki", a przed gonitwami wózków w okolicach kas robi się pustawo.
Nie jestem "antykłusaczystą", także witryna tower-racing.pl podchodzi do tej dyscypliny sportu w sposób otwarty. A w zasadzie podchodziła, miała dobre chęci, gdyby nie dziwna reakcja jednego z kłusaczych działaczy, który postraszył redakcję wizją wielomilionowych odszkodowań za przetłumaczenie artykułu ze szwedzkiej prasy na temat pewnego idola wózkarzy oskarżonego o pomysłowy przekręt. Sprawa trafiła do tamtejszych organów ścigania, wreszcie do sądu, gdzie straciła rozpęd z powodów proceduralnych.
Redakcja Tower Racing jest uboga, przeraziła się wizją utraty ostatnich oszczędności przeznaczonych na zakup opału, więc dała spokój tematowi sulek.
Wcale się nie dziwię.
Ja, stary i ciemny fan sportów jeździeckich, któremu niewiele już życia zostało, nie dam się jednak tak łatwo zniechęcić i zadam panu Prezesowi Mateusiakowi dwa pytania.


Pytania do Prezesa
Pytanie pierwsze:

Co ubolewające nad niewiedzą kibiców kłusacze stowarzyszenie robi, by poziom oświaty na trybunach podnieść, a tym samym zapewnić sobie - jak to w mediach mówią - wiekszą oglądalność? Nigdy o żadnych inicjatywach nie słyszałem. Taki stan rzeczy nasuwa podejrzenie, że tak naprawdę sulkarzom nie zależy na rozgłosie i być może kilka lat temu jeden koleś skrzynął kilku innych kolesi (również koleżanki), którym nie szło w jeździectwie i rzekł: "Słuchajta, ludkowie. Nad Loarą prawie darmo rozdają koniki do ciągania wózków. Słabiutki to materiał, ale u nas się nikt na tym nie zna. Ponadto można utargować od tamtych niezłe nagrody... Wchodzicie w to?".
Weszli.
Drugie pytanie:


Jak można oceniać pozytywnie sulkarzy, zaskarbiać sobie życzliwość i zrozumienie kibi- ców, skoro niektórzy podo- pieczni pana Prezesa sami wystawiają o swoim środowisku niepochlebną opinię? Wczoraj trenerka i powożąca, z mier- nymi zresztą wynikami, pani Paula Żakowska (nie Paulina - Paula, bo się za takie spol- szczenie obraża!), w przestrzeni publicznej wygłosiła do byłego jeźdźca, obecnie osoby niepeł- nosprawnej swoją mądrość: "
... inwalidy z głupoty własnej to powinno się tylko współ- czuć. Trzeba było jeździć na 3 kołowym rowerku a nie na konie siadać." (pisownia oryginalna).
Ta sama pani nie tak dawno jeszcze w tym miejscu wirtualnego obszaru przekonywała, że sulki to sport elitarny, tylko dla wybranych.
Niech nas Bóg chroni przed elitarnością pani Żakowskiej! Nie jest istotne, czy pani Paulina miała zły dzień, czy też straciła panowanie wskutek specyficznej argumentacji Romka Śmigielskiego. Jak wygłosił kiedyś w swoim orędziu gen. W. Jaruzelski: są granice, których przekraczać nie wolno. Pan generał nie był i nie jest dla mnie autorytetem moralnym, lecz do tego przypadku cytowane zdanie pasuje jak ulał.
Nie pasuje natomiast arystokratce z południowych rubieży naszej ojczyzny ordynarne chamstwo tym bardziej, że spacerując ulicami również narażona jest na utratę zdrowia, chociażby za sprawą spadającej z drugiego piętra doniczki (zakładając, że w jej miejscowości znajduje się tak wysoka zabudowa). Może wtedy od kogoś usłyszeć: "Nie trzeba było głupio łazić po chodniku. Od czego są kanały?"
Nie oczekuję odpowiedzi od pana Prezesa na zadane wyżej pytania. Jeżeli jednak pochyli sie Pan nad tym tekstem, będzie miło.

Kazimierz Molenda

Koniec pytań
Pani Paulinie Żakowskiej życzę dobrego samopoczucia podczas następnego pobytu na Służewcu.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego