Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

doping 2013




JWS

Doping 2013

Poranny Blask, Mahari,
Amor Amor i ...


Artykuł "Poza prawem" opublikowany na stronie tower-racing.pl odbił się szerokim echem w służewieckim środowisku wyścigowym, wywołując ożywioną dyskusję, w tym także na forach internetowych, dotyczącą ogólnie rzecz ujmując "menażowania koni". Mnie jednak zainteresował temat poruszony niejako przy okazji, czyli sprawa zawieszenia licencji trenerowi K. Rogowskiemu za "niezabezpieczenie konia Poranny Blask przed podaniem niedozwolonych środków dopingujących", a mówiąc bardziej precyzyjnie: postępowanie Polskiego Klubu Wyścigów Konnych w tej i podobnych sprawach.
Komisje Techniczne dla poszczególnych torów wyścigowych zaleciły pobranie prób dopingowych od kilkudziesięciu koni z czego trzy okazały się pozytywne - kl. Mehari, og. Poranny Blask i wał. Amor Amor. Co było dalej? Przyjrzyjmy się jak wyglądała walka z dopingiem w 2013 roku.


Sprawa trenera Kazimierza Rogowskiego

Wg orzeczenia Komisji Technicznej:

W dniu 25 sierpnia 2013 r., po gonitwie nr 6 (H.H. Sheikha Fatima Bint Mubarak Ladies Cup) u og. Poranny Blask przeprowadzona została kontrola antydopingowa. Na początku października 2013 r. z laboratorium w Paryżu otrzymano wynik informujący o wykryciu w badanej próbce substancji niedozwolonych. Właściciel i trener konia zostali poinformowani o wyniku badania i o przysługującym im prawie złożenia wniosku o przeprowadzenia badania tzw. Próbki B. Z ww. prawa skorzystał właściciel konia i złożył odpowiedni wniosek, wskazując na laboratorium w Australii jako to, które ma przeprowadzić badanie drugiej próbki.
W styczniu 2014 r. PKWK otrzymał wynik badania "Próbki B", który niezwłocznie przekazał Przewodniczącemu KT dla Toru Warszawa - Służewiec w roku 2013.
Przewodniczący KT zwołał posiedzenie KT na 24 stycznia - w tym dniu stawiło się 4 sędziów, którzy wydali Orzeczenie Nr 135/2013 (?) z dnia 24.01.2014 r
http://torsluzewiec.pl/?p=20985
Trener K. Rogowski skorzystał z przysługującego mu prawa do odwołania, KO rozpatrywała sprawę na dwóch posiedzeniach i podjęła (w 4 osobowym składzie) Orzeczenie Nr1/2014 z dnia 12 lutego 2014 r
http://torsluzewiec.pl/?p=22617

Licencja trenera K. Rogowskiego została zawieszona do 25 lipca 2014 roku, jednak już ponad dwa miesiące wcześniej do wyścigów zgłaszano konie i konie te brały udział w gonitwach. Jako ich trenera podawano K. Rogowskiego. Dlaczego tak się działo? Oficjalne źródła milczą. PKWK nie wydał żadnego komunikatu w tej sprawie! Jedyne informacje jakie środowisko wyścigowe otrzymało są informacjami uzyskanymi od znajomych z PKWK lub tzw. "osob dobrze poinformowanych". Przypuszcza się, że tr. K. Rogowski odwołał się od Orzeczenia KO do Sądu, a ten wydał rozstrzygnięcie zalecające ponowne rozpatrzenie sprawy przez KT lub KO.
Co zatem mogło być niewłaściwego w postępowaniu KT lub KO ? Czyżby Komisje popełniły jakieś błędy proceduralne, a może ww. komisje zostały powołane nielegalnie ? Czy można powołać sędziego na członka KT i KO, który nie ma rekomendacji Rady PKWK? ? Tak czy siak upublicznienie tych informacji na przełomie maja i czerwca 2014, kiedy to obecny Prezes cały czas dość naiwnie wierzył, że możliwa jest jego reelekcja na kolejną kadencję na pewno nie ułatwiłoby mu prowadzenia "kampanii wyborczej". Pół biedy dla niego gdyby okazało się, że KT lub KO popełniły błąd, wtedy byłoby na kogo zwalić winę. Gorzej jeśli jednak potwierdziłby się zarzut o nielegalnym powołaniu ww. Komisji, który obciążałby jednoznacznie Prezesa PKWK.

Sprawa trener Justyny Domańskiej

Wg orzeczenia Komisji Technicznej:
W dniu 29 września 2013 r., po gonitwie 7 u wał. Amor Amor przeprowadzona została kontrola antydopingowa. 21 października 2013 r. z laboratorium w Paryżu otrzymano wynik informujący o wykryciu w badanej próbce substancji niedozwolonych. Zarówno trener jak i właściciel konia nie skorzystali z możliwości przebadania tzw. "Próbki B", tym samym KT dla toru Warszawa-Służewiec mogła podjąć decyzję w sprawie ukarania trener J. Domańskiej jeszcze w 2013 roku.
W orzeczeniu KT Nr 126/2013 z dnia 9 listopada 2013 r. rzuca się w oczy stosunkowo łagodna wysokość kary orzeczonej wobec pani trener. KT zapewne uznała, że argumentacja pani Domańskiej jest prawdziwa i orzekła zaledwie 3-miesięczny okres zawieszenia licencji.

Sprawy tr. Domańskiej i tr. Rogowskiego mają wiele podobieństw. Otóż zabronioną substancję wykryto u koni biegających w gonitwach najniższej grupy, w których fundowano nagrody dodatkowe znacznie przewyższające nagrody podstawowe. Oboje trenerzy obrali podobną ścieżkę obrony, tzn. twierdzili, że nie podali środków dopingujących koniom, zrobił to ktoś inny, a oni nie byli w stanie zabezpieczyć koni przed ich podaniem.
Są też znaczące różnice: tr. Rogowski samodzielnie dysponuje stajnią, w której trzymany jest og. Poranny Blask, tr. Domańska trzyma konie w stajni "przechodniej", w której są też konie innych trenerów. Poranny Blask był średnio grany w totalizatorze, a wał. Amor Amor był pierwszym faworytem i było niemal pewne - dla tych którzy znają metodologię typowania koni do prób dopingowych - że Amor Amor ma 99% na taką próbę, podczas gdy Poranny Blask został wybrany na zasadzie przypadku (podobnie jak wcześniej kl. Mehari). Prawdopodobnie te różnice zadecydowały o łagodniejszym potraktowaniu trener J. Domańskiej przez KT.

Sprawa trenera Jodłowskiego

W dniu 24 sierpnia 2013 r., po gonitwie 1 u kl. Mahari przeprowadzona została kontrola antydopingowa. 18 września 2013 r. z laboratorium w Paryżu otrzymano wynik informujący o wykryciu w badanej próbce substancji niedozwolonych. 21 września 2013 r. trener Maciej Jodłowski został poinformowany o pozytywnym wyniku pierwszej próbki.
Zarówno trener jak i właściciel konia nie skorzystali z możliwości przebadania tzw. "Próbki B", tym samym KT dla toru Warszawa-Służewiec mogła podjąć decyzję w sprawie ukarania trenera M. Jodłowskiego jeszcze w 2013 roku.
W przeciwieństwie do poprzednio opisanych przypadków trener Jodłowski przyznał się do podania kl. Mehari zabronionej substancji i został ukarany przez KT (KO zmniejszyła wysokość kary) za podanie koniowi przed gonitwą środka dopingującego. Trener przyznając się do winny próbował bagatelizować sprawę twierdząc, że substancja, która została podana klaczy, to lekarstwo, choć wiedział, że jest to środek niedozwolony, ale "liczył że zostanie wydalony z organizmu konia przed wyścigiem". No cóż, tym razem się nie udało.
Orzeczenie KT Nr 104/2013 z dnia 29 września 2013 opublikowano na stronie 10 Biuletynu PKWK Nr 4/2013, a Orzeczenie KO - które zawiera cały wywód trenera Jodłowskiego opublikowane jest w tym samym Biuletynie na stronie 23 (stąd można pobrać ww. Biuletyn w formie pdf -
http://www.pkwk.pl/biuletyn.php).
Dla ścisłości podam, że Mahari zaaplikowano środek phenybutanazol (ten sam środek wykryto w organizmie og. Poranny Blask), który jest środkiem przeciwbólowym i przeciwzapalnym. Jego działanie polega nie na tym, że zwiększają się zdolności wyścigowe zdrowego konia, ale na tym, że koń chory jest znieczulony do tego stopnia, że biegnie jakby nic mu nie dolegało. Po prostu ww. środek "wyłącza" receptory bólowe. To tak jakby ktoś celowo wyjął bezpieczniki z instalacji elektrycznej (np. podczas niewielkiej burzy) - jak się nic nie stanie (tzn. burza się nie nasili) to prąd będzie działał, jak nastąpi eskalacja burzy może dojść do wypadku np. pożaru.
Historia wyścigowa zna wiele przypadków, gdy dochodziło do wypadków (w tym śmiertelnych) podczas wyścigów konnych, po zastosowaniu tego typu "lekarstw". Najbardziej znana jest historia australijskiego jockeya Jasona Oliviera (jego wypadek i zwycięstwo brata Damiena kilka dni w Melbourne Cup stały się osnową scenariusza filmu "The Cup"). Jeśli chcecie Państwo sobie poczytać o śmiertelnym wypadku Jasona Olivera jest na ten temat pełno artykułów w sieci, poniżej podaję link do jednego z nich:
http://www.theage.com.au/articles/2002/12/05/1038950151113.html
Co ciekawe Mahari biegła kolejny wyścig po tym jak próba była pobrana, ale przed "przybyciem" jej wyniku. Nikt (może oprócz jej trenera) nie wie czy klacz była wtedy czysta ...
Mahari dokonała wówczas niezwykłego wyczynu, gdy będąc wyczerpana podniosła się „z klęczek” po źle skoczonym ostatnim płocie.
Film z tego wyścigu dostępny jest na You Tube:
http://racehorses.pl/wyscig-668-tor-s%C5%82u%C5%BCewiec-kastora.php (proszę ogladać szczególnie uważnie od 3.00 min.)
Trener Jodłowski zeznając przed KT (zresztą powtórzył to tłumaczenie przed kamerą red. W. Zielińskiego) - obydwa materiały są do znalezienie w sieci - stwierdził, że podał klaczy phenylbutanol i myślał, że nie zostanie on wykryty, bo karencja na ten środek trwa od 3 do 5 dni, a wyścig był po 4 dniach od dnia podania środka"! Dodał też, że następnym razem będzie ostrożniejszy! KT - wbrew sugestiom, dość powszechnie rozgłaszanym na Służewcu ukarała tr. Jodłowskiego karą zawieszenia licencji, a nie karą finansową. Mimo to trener Jodłowski, przekonany o swojej bezkarności, na które być może wpływały dobre lub nawet można powiedzieć koleżeńskie stosunki jakie panują miedzy nim a Prezesem PKWK, a także otwarcie udzielane mu popracie "legendy wyścigów konnych na Służewców" (dadam, że nie chodzi mi tu o nikogo z trenerów), lekceważył werdykt KT i przychodził na wyścigi, wchodził z jeźdźcami na padok, którym wydawał dyspozycje, brał udział w zapisach koni mając zawsze stosowne upoważnienia. KT ( i całe środowisko wyścigowe lub jego zdecydowana większość) była oburzona i bezradna. Gdy jeden z sędziów zaproponował rozwiązanie tej sytuacji, to został od razu skontrowany przez innego sędziego, o którym fama służewiecka (zapewne nieprawdziwa, bo opierająca się tylko na fakcie, że ów członek KT był sędzią nowo powołanym w 2013 roku przez Prezesa PKWK) głosi, że był "człowiekiem Klimczaka w KT" i przy aprobacie przewodniczącego Komisji pomysł został utrącony. Na czym ten pomysł polegał?

Maciej Jodłowski był pozbawiony licencji trenerskiej, mimo to trenował konie dalej, co więcej te konie brały udział w gonitwach.
Co się dzieje w takiej sytuacji? Regulamin Wyścigów Konnych, który jest aktem prawnym niedoskonałym (można wręcz powiedzieć o nim, że jest to wadliwy akt prawny) na taką sytuację ma wyjątkowo jasną i prostą odpowiedź:
§ 67. 1. Konia, który brał udział w gonitwie, należy zdyskwalifikować, jeżeli:
1) był trenowany lub dosiadany przez osobę nie posiadającą licencji lub dosiadany przez osobę nie spełniającą wymagań określonych w § 18 ust. 1 lub 3.
Należało tylko to udowodnić. Jak to zrobić? Odpowiedź jest banalnie prosta, trzeba było wysłać - podczas normalnego dnia pracy - wyznaczonych członków KT na inspekcję do stajni tr. Jodlowskiego, przesłuchać pracowników i trenera koni (w tym przypadku pana T. Metzę). Jeśli pracownicy potwierdzą, że konie trenuje pan Metza sprawa jest zakończona i oznacza, że wszystko jest OK. Jeśli jednak stwierdzą, że ww pan nigdy nie był w stajni (takie zeznania można skonfrontować z zeznaniami innych trenerów czy np. "widzieli" tego pana na tzw. "budzie" lub w ogóle na terenie Służewca) zdyskwalifikować konie z cytowanego wcześniej § 67.
Sprawa prosta i oczywista, ale sędzia, który chciał storpedować ten pomysł, trzymał rękę na pulsie i zaproponował, by zamiast w normalnym dniu pracy czyli np. we wtorek o 7 rano, zrobić inspekcję w sobotę lub niedzielę dwie godziny przed rozpoczęciem gonitw!
Każdy, kto zna tryb pracy stajni na Służewcu wie, że w tym czasie większość trenerów ze Służewca jest nieobecnych w stajni i taką nieobecność każdy z nich może łatwo wytłumaczyć.
Ta drobna poprawka do planu działania KT w sprawie Jodłowskiego prawdopodobnie miała na celu ochronę procederu prowadzonego przez panów Jodłowskiego i Metzę, co więcej - próbowała ośmieszyć działalność KT, bo kto normalny przychodzi kontrolować stajnię, przesłuchiwać trenera i pracowników w czasie gdy wie na 100%, że w stajni może co najwyżej zastać jedną osobę pełniącą dyżur.
Po upływie około miesiąca trener Metza zaczął regularnie bywać na wyścigach konnych na Służewcu, a trener Jodłowski nie przychodził na zapis, a i na padoku rzadziej się pojawiał. Sprawa przyschła, a w międzyczasie KO wydała orzeczenie, które dla ludzi znających relacje międzyludzkie na Służewcu nie było zaskoczeniem.
I tyle sprawa Mehari. Warto dodać, że zanim przyłapano trenera Jodłowskiego na dopingowaniu klaczy śp. Zenona Duplickiego, dwa miesiace wcześniej we Wrocławiu wał. Invisible Dubai wygrał Nagrodę Prezydenta Wrocławia (kat. A) i - co było wielkim zaskoczeniem dla trenera M. Jodłowskiego - tamtejsza KT zleciła pobranie próby dopingowej od zwycięskiego konia.
Próbę pobrano i wysłano do laboratorium we Francji. Cztery tygodnie później z Francji przyszedł do PKWK faks z pytaniem co robić z tą próbą, gdyż saszetka z krwią (próba B) jest uszkodzona.
Zasady obowiązujące przy badaniu prób dopingowych są następujące: lekarz weterynarii pobiera na wniosek KT próbę dopingową od wskazanego konia, przy czym pobiera się od konia mocz lub/i krew i dzieli na dwie proby A i B. Po napisaniu protokołu z przeprowadzenia pobrania próby dopingowej, pakuje się je do specjalnego pudełka i przekazuje organizatorowi celem wysłania do laboratorium.
Regulamin Wyścigów:
§ 73. 1. Przeprowadzenie kontroli antydopingowej zarządza komisja techniczna z własnej inicjatywy lub na wniosek:
1) sędziego technicznego,(...)
2. Pobierania krwi, wydaliny lub wydzieliny dokonuje odpowiednio dyżurny lekarz medycyny albo dyżurny lekarz weterynarii w obecności specjalnie do tego celu wyznaczonego przez komisję techniczną sędziego oraz trenera, w wyznaczonym do tego celu pomieszczeniu.
§ 74. 1. Z pobranej krwi, wydaliny lub wydzieliny sporządza się próbę, którą dzieli się na dwie próbki, zabezpieczając je w sposób uniemożliwiający ich naruszenie.
2. Próbki przesyła się niezwłocznie do laboratorium, o którym mowa w § 72 ust. 2, które przeprowadza badania jednej z nich, a drugą przechowuje w odpowiednich warunkach.

Wrocławski lekarz specjalista od kontroli dopingowej od wał. Invisible Dubai pobrał zarówno krew jak i mocz. W wysłanym do Paryża pudełku zniszczona była tylko Próbka B krwi, mocz zarówno próba A jak i B, były nietknięte!
Jak zareagował na pytanie francuskiego laboratorium PKWK? Czy poprosił o np. dokumentacje fotograficzną zniszczonej próby? Czy poprosił o opis na czym polegało zniszczenie próby i czy mogło zostać dokonane przed zapakowaniem do pudełka? Czy są ślady wskazujące na to, że pudełko uległo zniszczeniu w transporcie?
PKWK nic takiego nie zrobił, polecił tylko zniszczenie próbek wał. Invisible Dubai. Głupota, niechlujstwo czy … zmowa?
Co więcej mimo wielokrotnych monitów ze strony wrocławskiego organizatora wyścigów konnych o odpowiedź na piśmie jaki jest wynik próby wał. Invisible Dubai Prezes PKWK odpowiedzi udzielał, ale słownie. Odpowiedź na piśmie wysłano dopiero pod koniec września 2013 roku. I tak wrocławska KT stosowny komunikat o "wyniku" próby wał. Invisible Dubai wydała
6 października 2013 roku, mimo, że ww koń wygrał nagrodę na początku czerwca ! (patrz biuletyn PKWK 5/2013 strona 17).
Orzeczenie warszawskiej KT o dyskwalifikacji klaczy Mehari i zawieszeniu licencji trenera Jodłowskiego wydano 24 września 2013 roku (patrz biuletyn PKWK 4/2013 strona 11). Czyżby PKWK czekał z wysłaniem do Wrocławia dokumentów dotyczących próby wał. Invisible Dubai do czasu jak warszawska KT wyda swoje orzeczenie? Licząc na to, że jedna sprawa to może być przypadek, ale przy dwóch sprawach prawdopodobieństwo, że jest to zbieg okoliczności, drastycznie maleje. Tak Prezes Klimczak walczy z dopingiem.


Podsumowanie

Każdy, kto zna Regulamin Wyścigów Konnych oraz procedury dotyczące pobierania prób dopingowych (a zgodnie z prawem każdy trener powinien to znać) wie, co należy robić by nie zostać złapanym na stosowaniu "niedozwolonego wspomagania", wie o tym, że w Polsce nie wykonuje się testów dopingowych przed wyścigiem, więc można podawać substancje, które matabolizują się w trakcie wyścigu. Wie, że w Polsce nie można badać koni w czasie treningu, wie że nie ma obowiązku prowadzenia wykazu środków farmakologicznych podawanych koniom, wie, że podważenie procedur formalnych lub uszkodzenie próby unieważnia wynik badania dopingowego, itd. Czy zatem walka z dopingiem skazana jest na porażkę?

Wnioski

Żeby skutecznie walczyć z dopingiem należy uściślić i doprecyzować przepisy wyścigowe tak, żeby były one jasne i jednoznaczne.
Kary za stosowanie środków dopingujących muszą być realne, a nie teoretyczne. Kara zawieszenia licencji dla trenera - dopóki PKWK toleruje tzw. "trenowanie na słupy" - jest żadną karą, bo zawieszony trener w każdej chwili może wynająć sobie słupa (lub "wyhodować" go w rodzinie).
Trzeba zlikwidować nieformalne pojęcie "przedawnienia" za czyny niezgodne z Regulaminem Wyścigów Konnych popełniane pod koniec sezonu wyścigowego, za które grozi kara zawieszenia licencji.

Przy obecnych przepisach i - co gorsza - nieudolnym sposobie ich egzekwowania funkcjonuje w najlepsze poczucie, że osoby dopingujące konie (jeśli takie są) mogą pozostawać tak długo bezkarne, jak długo będą w stanie zachowywać należytą ostrożność.



Powrót do treści | Wróć do menu głównego