Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Holy Roller - OLBRZYM



HOLY ROLLER

OLBRZYM

Miał 185 centymetrów w kłębie, o ponad 25 więcej od przeciętnego folbluta. Jego waga wynosiła około 800 kg, 300 więcej od "zwykłego" konia (był za duży, żeby wejść na normalną wagę!). Jego kolosalna głowa ważyła 50 kg, więcej niż niektórzy dżokeje dosiadający tego konia. Wymagał specjalnych podków robionych na zamówienie, o trzy rozmiary większych od standardowych. A co jest najlepsze z tego wszystkiego? Koń ten był nie tylko wielki. Był także zwycięzcą, mijając celownik na pierwszej pozycji 12 razy spośród swoich 25 startów!
Oto historia Holy Rollera, niewątpliwie jednego z najbardziej gigantycznych folblutów kiedykolwiek ścigających się na torze. Mimo kastracji we wczesnym okresie życia, koń nie przestawał rosnąć. Kiedy wrócił do stadniny Johna Hawkesa, był dużo większy niż w momencie jej opuszczania. Kontuzja przekreśliła jego dalszą karierę w 1999 roku. Mierzył wtedy dokładnie 185 cm w kłębie. Generalnie przeciętny koń wyścigowy mierzy 160 cm. Nawet potężny Phar Lap, który uchodził za giganta ze swoimi 175 cm w kłębie, mógłby poczuć się karłem, gdyby stanął obok Holy Rollera. Obecny czempion Frankel jest znacznie mniejszy od Phar Lapa ze swoimi 165 centymetrami, podczas gdy amerykański super-koń lat 30tych - Seabiscuit, wyglądałby jak kucyk stajenny przy australijskim Holy Rollerze. Jeśli dodać do tego nieprzeciętną karierę wałacha na torze, stanowiącą efekt niesamowitej mieszanki wielkości i szybkości, niewątpliwie można dojść do wniosku, że zasłużył on na miano wyścigowego czempiona wagi ciężkiej.


Młodość

Konie pełnej krwi angielskiej z założenia powinny być szlachetnymi, delikatnymi stworzeniami. Hodowla tej rasy przez całe pokolenia kultywowała tradycje tworzenia koni z wrodzonymi zdolnościami do szybkiego biegania. Lecz kiedy Holy Roller zjawił się na świecie późną, nocną porą w Woodlands Stud Farm w 1992 roku, był zaprzeczeniem szlachetnego folbluta, do którego powstawania zmierzały pokolenia hodowców.
Jego matka, Secret Blessing, bardzo się starała, ale mimo to poród zajął jej ponad godzinę. Kiedy źrebak wreszcie się pojawił, stało się jasne, czemu wyczerpana klacz tak musiała się napracować. "Olbrzymi" - tak opisał go weterynarz, oceniając źrebaka po porodzie (analogicznie, pół-siostra Holy Rollera, urodzona dwa lata wcześniej, została oficjalne nazwana "Olbrzymia"). Źrebaki zazwyczaj wstają po około 15 minutach, ale ku zaniepokojeniu wszystkich, ten nie mógł zebrać sił, by unieść na cienkich nóżkach swoje wielkie ciało. Zajęło mu to ponad godzinę. Kiedy Holy Roller wreszcie się podniósł, zebrani wokół niego byli po prostu zszokowani tym, jak wielki się okazał - sięgał do klatki piersiowej jednego z mężczyzn, mierzącego 182 cm! I kiedy znów niepokojąco dużo czasu zajęło mu napicie się mleka matki (ponad pół godziny), szybko stało się jasne dla wszystkich zebranych, że ten gigantyczny maluch prawdopodobnie nie przeżyje.


Lecz wbrew przepowiedniom Holy Roller rozpoczął rok później wstępny trening na farmie, razem ze swoimi rówieśnikami, pod okiem szanowanego szkoleniowca Johna Hawkesa.
"Lepiej by wyglądał ciągnąc wóz", stwierdził koniuszy, gdy go ujrzał. Jeden ze stajennych był zszokowany. "Mój Boże, co my tu mamy?, wydusił, kiedy pierwszy raz zobaczył młodziaka w 1993 roku. Profesjonalna ocena fachowca, który wydawał opinie o każdym nowoprzybyłym młodziaku, również nie była usłana komplementami: "Bardzo duży koń. Nie wysili się bez ekstremalnego zmuszania go do tego. Najszybszy jego chód to wolny kenter (i to na bacie). Charczy. Zdecydowanie nie atletycznie zbudowany. Bez przyszłości na torze."
Mimo postrzegania z początku konia jako beznadziejnie wielkiego i bezużytecznego, człowiek który zajmował się zajeżdżaniem Holy Rollera nie mówił w tak lekceważący sposób o jego potencjale. "Ta olbrzymia bryła wie, gdzie stawiać kopyta i ma niesamowity balans" - zapisał w miejscu, gdzie odnotowywał swoje spostrzeżenia na temat zajeżdżanych przez siebie koni.
Kiedy Holy zrobił się starszy (i jeszcze większy!), inni również zaczęli w nim dostrzegać nie tylko "wielkiego "bydlaka", ale także konia o doskonałych proporcjach i ruchu.
Ta niesamowicie duża bestia zmierzała do odciśnięcia swojego olbrzymiego kopyta na murawie prawdziwego toru wyścigowego.



Kariera wyścigowa


To nie był najbardziej udany początek kariery dla Holy Rollera, który zadebiutował w wyścigu maiden na 1200 metrów na torze Canterbury w 1995 roku.
Z początku jego notowania wynosiły 33-1. Szybko jednak bukmacherzy wycenili szanse australijskiego olbrzyma jeszcze niżej, na 100-1. Zarówno "buki", jak i gracze zdawali się zgadzać w jednej kwestii: ten kolosalny wałach nie był wcześnie dojrzewającym dwulatkiem, gotowym wygrać z debiutu, a tor Canterbury, ze swoimi wąskimi zakrętami, zdecydowanie nie będzie mu odpowiadał. Wielki syn Sanctiona utwierdził wszystkich w przekonaniu, co do prawdziwości ich opinii - ukończył bieg na przedostatniej pozycji.
Ale - jak na konia, który z początku nie wiedział, o co tak naprawdę chodzi w tym całym ściganiu się - Holy Roller pokazał się z lepszej strony niespodziewanie szybko. Przykuł uwagę drzemiącymi w nim możliwościami już w czwartym starcie w Kemla Grange, gdzie wygrał w przekonującym stylu wyścig typu maiden na dystansie mili.
Holy Roller wykazał, że jest koniem przyszłościowym, którego może czekać udana kariera wyścigowa. Wygrał w czterech startach z rzędu, po czym przytrafiła mu się wpadka - w Warwick Farm ukończył bieg na ostatniej, piętnastej pozycji. Dr. Rod Hoare - który był tak zakochany w Holy Rollerze, że zaproponował Inghams zapewnienie mu domu na własnej farmie po ukończeniu kariery wyścigowej - relacjonował później, że takie wpadki nie były niezwykłe dla konia, którego czule nazywał "Roleyem".

"Poza swoim wzrostem, Roley nie był zbyt waleczny, a jeśli cokolwiek mu przeszkadzało, nie chciał lecieć. Jeśli zajrzysz w jego papiery weterynaryjne i odniesiesz je do jego wyników na torze, zobaczysz, że gdy był zdrowy i w formie - wygrywał. Jeśli opinia lekarza w danym dniu mówiła o 'lekkiej opuchliźnie w pęcinie', następny bieg kończył jako ostatni."

"Jeśli miał obolałą nogę, potrafił stanąć w miejscu z kopytem uniesionym nad ziemią i nosem wskazać miejsce, w którym go bolało. Jeśli miał za luźną podkowę, nie zrobiłby z nią kroku. W życiu nie widziałem takiego konia!"



Mimo trapiących go drobnych dolegliwości, Holy Roller kontynuował owocną karierę. Jako czterolatek wygrał pięć z ośmiu wyścigów, w których brał udział.
Nie zajęło dużo czasu, by koń, przez niektórych nazywany "Wielbłądem", zrodził wokół siebie swoisty kult, gromadząc rzesze wielbicieli koczujących pod jego boksem w dniu wyścigu tylko po to, by zobaczyć tego niezwykłego folbluta. Jego podkowy szybko stały się jedną z najbardziej rozchwytywanych pamiątek.



Raz pozostawione na dłuższy czas bez opieki kowala kopyta olbrzyma urosły do swojego naturalnego rozmiaru, rozmiaru ósmego (standardowy rozmiar u konia wyścigowego to rozmiar piąty). Podkowy wykonywanie na zamówienie nie były jedynymi specjalnymi gadżetami, tworzonymi dla tego giganta. W Rosehill w maszynie startowej musiano wprowadzić zmiany konstrukcyjne, by obsługa miała pewność, że zmieści się w niej olbrzymi korpus i zad wałacha.
W czasie, gdy kariera Holy Rollera trwała i rozwijała się, stało się jasne, że ci, którzy nie dawali mu na początku żadnych szans, zdecydowanie się mylili. Kiedy ten wielki "parowiec" znajdował się pod ciśnieniem, czyli w formie, istniało tylko kilka koni zdolnych do zmierzenia się z nim. Najlepiej było to widać w 1997 roku, kiedy wałach już jako pięciolatek wystartował w Bill Ritchie Handicap w Randwick. Wykorzystał potężne ciało, by utorować sobie drogę i na 80 metrów przed metą wcisnąć się w lukę, dzięki czemu odniósł zwycięstwo. Przyspieszenie zademonstrowane wtedy przez tego wielkiego konia po dziś dzień żyje w pamięci tych, który byli świadkami tego biegu.
Jednak decydujący moment dla Holy Rollera miał nadejść w wyścigu drugiej grupy - Waterford Crystal Mile w Moonee Valley w 1997 roku. Miał on pierwszy raz wystartować na dystansie jednej mili, na którym nie biegał od kiedy zajął jedenaste miejsce w wyścigu pierwszej grupy - Epsom Handicap w Randwick.
Holy Roller, nazywany przez spikera "końskim słoniem", cały wyścig trzymał się z tyłu, ze stratą kilku długości do przedostatniego konia. Wałach jednak już na zakręcie wysforował się na prowadzenie i zwyciężył pewnie o jakieś cztery długości. Bieg ten był kolejnym dowodem na to, co potrafi ten wielki koń, gdy złapie swój właściwy rytm i wejdzie na pełne obroty.

zobacz film z gonitwy >>

Ten charczący, niezgrabny młodziak, pozbawiony sportowej sylwetki gigant "bez przyszłości" był teraz zwycięzcą G2!
Holy Roller zaprezentował się publiczności już dwa tygodnie później w wyścigu pierwszej grupy - Chlysler Stakes w Flemington. Przybiegł na dobrej, szóstej pozycji, udowadniając tym samym, że zwycięstwo w G1 nie jest w przyszłości poza jego zasięgiem.
Lecz kiedy właśnie miał dojść do swojej życiowej formy wyścigowej, niewielkie naderwanie więzadła w nodze, znalezione po wyścigu trzeciej grupy - Clissold Stakes w lutym 1998, stało się początkiem końca.



Po roku przerwy, jaki został mu dany na regenerację, ten olbrzymi koń (pamiętajmy, że w tamtym czasie wciąż rósł!) powrócił na początku 1999 roku i zwyciężył w próbnej gonitwie, bijąc triumfatorów wyścigów G1 - Tie The Knot, Dodge i Arenę.
Ultrasonograf wykazał jednak nawrót kontuzji. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, Holy Roller udał się na emeryturę do Dr. Hoaresa. Ten potężny wałach zakończył karierę dwunastoma zwycięstwami oraz ponad 320 tysiącami zarobionych dolarów.



Po wyścigach

Dr Hoare wziął do siebie Holy Rollera z myślą o wykorzystaniu go jako konia do dresażu i WKKW. Nagle z wyścigowca stał się zwierzęciem spędzającym czas na świeżym powietrzu, rozkoszującym się pięknem wiejskich krajobrazów, przeskakującym przez kłody na polanach i w lesie. Warto podkreślić, że wałach podejmował się nowych wyzwań w typowy dla siebie, szczery i poczciwy sposób.



Ale ten łagodny olbrzym szybko odnalazł powołanie również w innych dziedzinach. Szczególnie przypadła mu do gustu pomoc w zajmowaniu się młodziakami, służąc im za wzór do naśladowania, a ułatwiając przy tym pracę personelowi, który musiał zmagać się z niedoświadczonymi, płochliwymi i nieraz krnąbrnymi "dzieciakami".
"Używaliśmy go jako 'wujka' dla źrebaków i odsadków. Uczył ich dobrych manier, nigdy przy tym nie kopnąwszy i nie ugryzłszy żadnego z nich. Nie zdarzyło mu się w żaden sposób zastraszać jakiegokolwiek konia czy człowieka."
Dr Hoare chętnie opowiada o zdarzeniu, które miało miejsce, gdy zabrał wałacha na zawody w dresażu. Jedna z sędzin spytała go o imię konia. "Holy Roller? Nazwany po tym koniu wyścigowym?"
"Nie, proszę pani, to JEST koń wyścigowy". Kobieta nie uwierzyła mu, póki nie zobaczyła identyfikującego go piętna na skórze.

Holy Roller wiódł szczęśliwe życie na posiadłości doktora Hoare'a, gdzie był ceniony i podziwiany za swoją imponującą posturę i cudowny, łagodny charakter. Niestety, wałach musiał zostać uśpiony kilka lat temu, kiedy pojawiły się u niego poważne problemy z zębami, przez które nie mógł praktycznie jeść.

Doktor czule wspomina swojego wyjątkowego konia, który przyciągał uwagę gości z całego kraju.
"Podczas gdy Roley był znany ze swojej fizycznej wielkości, nie jest ona naszym najistotniejszym wspomnieniem o nim. Miał przede wszystkim niesamowity charakter, usposobienie i naturę, które wyróżniały go spośród innych koni. Zawsze cieszył się z wizytujących go fanów, przychodząc do nich na padok z nadzieją na przysmak lub pieszczoty. Potrafił podejść prosto do ciebie, przyłożyć ci głowę do kolana i prosić w ten sposób o głaskanie po szyi. Miał w zwyczaju chodzić tak od osoby do osoby, niczym labrador pragnący zwrócenia na siebie uwagi każdego gościa. Jego wzrost budził podziw i respekt, ale zawsze był on dżentelmenem w pełnym tego słowa znaczeniu. Ci, którzy znają konie, wiedzą, że opuszczanie głowy jest sygnałem podporządkowania się i zaufania. Taka relacja konia z człowiekiem należy do rzadkości i jest bardzo pożądana. Roley był wspaniałym przyjacielem, który na zawsze pozostanie w naszych sercach. Nigdy o nim nie zapomnimy."

Wypowiedzi o Holy Rollerze:

"Nie ma szans" - weterynarz, który widział jego narodziny
"Mój Boże, co my tu mamy?" - Peter Snowden
"Sama jego głowa może ważyć 50 kg. To taki łagodny olbrzym" - Wayne Hawkes.
"Jest tak duży, że nie mogę zobaczyć innych koni. Muszę praktycznie całkowicie wyprostować się w strzemionach i spojrzeć znad jego wielkiej głowy, by wiedzieć, jaka jest sytuacja w wyścigu i czy nikogo nie tratuje." - dżokej Larry Cassidy
"Jesteś tak wysoko na górze, że kiedy spojrzysz w dół, inne konie wyglądają jak kucyki." - dżokej Darren Gauci
"Nie sadzajcie na niego dużego dżokeja, uderzy się w głowę o dach boksu startowego." - dżokej Kevin Moses



Powrót do treści | Wróć do menu głównego