Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

kali


Kazimierz Molenda
KALI Z ROSŁOŃCÓW

Pamiętacie "W pustyni i w puszczy"? Któż nie pamięta! Ze stronic tej epokowej powieści wzięło się obiegowe określenie "moralność Kalego" na przejaw specyficznego rozumienia sprawiedliwościi: jeżeli Kali komuś kraść krowy - to dobry uczynek, jesli ktoś kradnie je Kalemu - zły.
Jak postać Murzynka Kalego ma się do służewieckiego życia ilustruje poniższa przypowiastka.
Pewnego razu pewien dżokej przywiózł z dalekiego kraju podkowy inne, niż powszechnie stosowane, w celu zaopatrzenia w nie stajnię, w której pracuje. Wieść, jak to na Służewcu, szybko się rozniosła i wzbudziła spore zainteresowanie. Za naszym dżokejem zaczęli chodzić niektórzy i prosili: "Daj mi trochę, daj choćby potrzymać". Nasz bohater nie był z kamienia, więc odsprzedał kilka sztuk swoim przyjaciołom. Wówczas na scenie pojawia się nasz Kali. On też chciał dostać podkowy i to dużo. Niestety, spotkał się z odmową - dżokej miał już mało towaru i nie mógł spełnić tego żądania. Kali poczuł się urażony, a nawet - jak to on - pokrzywdzony. Z przyzwyczajenia, którego nabył jeszcze w przedszkolu, pobiegł poskarżyć się pani. Oczywiście, Kali jest już człowiekiem dorosłym, więc nie wygłupił się i nie powiedział: "Proszę pani, a on nie chce mi sprzedać zabawek", bo doskonale wie, że pani nie jest PIH-em, a ponadto od pewnego czasu mamy wolny rynek. Jego doniesienie przybrało formę szerszą i - jakby to określił polityk - problemową: "W naszym przedszkolu dzieci bawią się nowymi zabawkami, które są niebezpieczne i toksyczne".
Pamiętacie wpadkę Kalego sprzed trzech sezonów? Pani ukarała go za palenie trawki w przedszkolnej toalecie. Ileż to było płaczu i narzekań! Kali był przecież niewinny - to inni nadmuchali dymu do kibla, a pani jest stronnicza, bo tamtych bardziej lubi.
Podobnie stało sie obecnie: Kali nie mówi o tym, że sam chciał bawić się nowymi zabawkami, nie precyzuje kto jest w ich posiadaniu, bo tego nawet dokładnie nie wie. Atakuje dyrektorkę, że ta przepuściła przez furtkę niebezpieczne przedmioty. W ten sposób Kali staje się wrażliwym na dobro społeczne przedszkolakiem, a nie zawistnym donosicielem, mszczącym się na Bogu ducha winnym dżokeju i jego przyjaciołach.
Mógłbym dalej trzymać się tej konwencji i napisać: "Pani obejrzała inkryminowane zabawki i orzekła: >>Kalusiu, można się nimi bawić do woli w naszej placówce. Idź do sklepiku z mamą i niech ci kupi takie same.<< Wtedy Kali rozpłakał się: >>Ale oni bawili się i bawili, a ja stałem w kąciku i było mi bardzo smutno!<<".
Porzucę jednak te przedszkolne klimaty, na rzecz szarej rzeczywistości. Trener Adam Wyrzyk złożył doniesienie o stosowaniu niezgodnych z przepisami podków. Z tego co wiemy, nie uściślił swojej skargi, nie wskazał "sprawców". Jego enuncjacja miała na celu wskazanie innego winnego - sędziów obserwatorów, których wyraźnie nie lubi.
Akcji trenera wiernie sekundowali jego sprawdzeni towarzysze: Elwira Krakowiak i Tadeusz Porębski, ludzie związani z okołowy- ścigowymi mediami. Nie przeszkadzało im orzeczenie Komisji Technicznej o dopuszczalności stosowania podków, by w miarę posiadanych możliwości sprawę nagłośnić i próbować nadać jej szerszego wydźwięku.
W swoim artykule w lokalnej gazetce pan Porębski opisuje w sposób wyrywkowy zdarzenie, wskazując jako jego źródło patologie w łonie PKWK, którymi winien zająć się odpowiedni wiceminister nasyłając stosowną kontrolę. Oburza się również na niezawisłość Komisji Technicznej: "W przypadku Służewca członkowie KT mają status świętych krów, co samo w sobie jest skandalem".

Nie chce mi się opisywać tego "artykułu", ani go omawiać. Powyższy cytat świadczy o mentalności jego autora, który nie wyzbył się sposobu myślenia nabytego w poprzednim ustroju. Nie wszystko da się skontrolować, spacyfikować i podporządkować. Istnieją ciała samorządowe, niezależne, wolne od administracyjnych nacisków. Ten skandal ma miejsce na całym świecie - komisje stewardów są "świętymi krowami" i tak właśnie ma być, bez względu na uczucia miotające autorem.
Pan Porębski pisze o zgrzytaniu zębami przez organizatora wyścigów, który nie ma wpływu na decyzje sędziów i wyraża z tego powodu swoje ubolewanie. Wnioskować można, że najlepszym rozwiązaniem byłoby pogłębienie istniejącego już niezdrowego monopolu poprzez dorzucenie Totalizatorowi do organizowania wyścigów i prowadzenia zakładów również kontrolę nad PKWK i Komisją Techniczną.
Takie rewolucyjne poglądy głosi obecnie dziennikarz zatrudniony przez firmę, na której jeszcze niedawno nie pozostawiał suchej nitki. Poczekamy i zobaczymy co będzie, gdy straci tę fuchę.
Druga sojuszniczka trenera w jego boju o czystość wyścigów na prowadzonym przez siebie forum w sposób zdecydowany poparła stanowisko pana Porębskiego, przy okazji wykazując żenującą nieznajomość tematu. Rzucanie gromów na niezawisłą organizację i sędziów, po dogłębnym zapoznaniu się ze sprawą, okazuje się nie być (choć na pierwszy rzut oka na to wygląda) przejawem babskiej głupoty. Pani Elwira wykazała w ten sposób swoją uczciwość i odrazę do modnego ostatnio w polityce nepotyzmu: w szlachetnym porywie serca odkłada na bok rodzinne sentymenty i krytykuje organ, którego jednym ze sprawczych elementów jest jej własny małżonek! Jestem pod wrażeniem, jeszcze nigdy nie byłem świadkiem aż tak wielkiego przywiązania właściciela do trenera swoich koni.
A sprawa jest dość prosta: kiepsko zredagowane, mało konkretne przepisy. Uważam, że jak najbardziej podkowy winne być sprawdzane przed wejściem każdego konia na padok. Tego samego zdania jest autor regulaminu, który nawet dokładnie opisuje ich cechy. Zabrakło tylko stwierdzenia kto konkretnie ma egzekwować ten wymóg. W taki oto sposób powstają prawnicze buble, a zapis w regulaminie staje się jedynie pobożnym życzeniem.
Przepisy dotyczące wyścigów mają sporo takich dziur. Przypomnijmy sobie, że z jednej z nich (brak określenia terminu ujawniania wylosowanych numerów startowych) wykorzy- stał Totalizator w pierwszej połowie sezonu.
W wspomnianych przypadkach jest jednak zasadnicza różnica: w pierwszym nieprecy- zyjność przepisów wyszła na jaw niejako przy okazji skargi pokrzywdzonego brakiem podków trenera, w drugim - lukę wykorzystano planowo i z rozmysłem, chcąc - opierając się na swej monopolistycznej pozycji i łamiąc obowiązujące prawo - wykończyć konkurenta na rynku. Obecnych żarliwych przeciwników PKWK, w którym sam również coś-niecoś bym chętnie zmienił, zachęcam do zastanowienia się, czy przypadkiem nie zostali zmanipulowani.
Trener Wyrzyk jest programowo prześladowany i krzywdzony na Służewcu prawdopodobnie dlatego, jak stwierdził to kilkakrotnie w swych artykułach Tadeusz Porębski, że jest człowiekiem z zewnątrz. Nie jest jedynym trenerem posiadającym bazę szkoleniową poza murami toru, ale to jego właśnie karze się za stosowanie niedozwolonych substancji, jego dżokejów spiesza się karnie i jemu wreszcie zabrania się wywoływania awantur w pomie- szczeniach służbowych toru. W Rosłońcach nikt mu nie podskoczy, a na Służewcu Komisja Techniczna rzuca mu kłody pod nogi, a ci przeklęci sędziowie patrzą wciąż na ręce!
Przeczytałem wszystko, co napisałem dotychczas i postanowiłem zakończyć temat. Ostrzegam innych przed zmanipulowaniem, a sam dałem się ponieść. Bo tak naprawdę chodzi w tym wszystkim tylko o to, że Kali chcieć podkowy, ale ich nie dostać. I to by było na tyle ...


Powrót do treści | Wróć do menu głównego