Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Marek Rostocki_MITYNG



[na luzie]




Marek Rostocki

M I T Y N G

Tor Wyścigów Konnych gdzieś w Europie. Trybuna.

- Fajnie się tak spotkać, nie? - zapytał zdyszany Adaś chuchając w zgrabiałe dłonie.
- Fajnie.. Pewnie ... - odpowiedział mu chór cichych głosów.
- Wyścigi to dobra rzecz! - wykrzyknął jak zwykle z entuzjazmem Marek.
- Oj tak, oj tak - odrzekła smutno reszta.
- I koniki są w porzo! - dorzucił.
Wszyscy spojrzeli na niego pytająco.
- No ... te, co biegają tam ... w kółko ... - dorzucił niepewnie.
Twarze rozjaśniły się. Panowie pokiwali radośnie głowami.
- Koniki. Pewnie, są w porzo.
Zapadła chwila milczenia.
- A ten - co? Siedzi i ślęczy nad programem - Andrzej wskazał samotnego, pochylonego nad broszurką brodacza. Wszyscy odwrócili się.
- Jacek, chodź do nas. Pogadamy o koniach! - krzyknął Wiesiek.
- I trenerach - dorzucił Wojtek.
Brodacz gniewnie łypnął znad lektury i zdecydowanie pokręcił głową.
- Dajcie mu spokój - Adaś jak zwykle był najlepiej zorientowany. - On się nie integruje. Skupia się na grze.
- To znaczy co? - chciał wiedzieć Andrzej.
- No wiesz, przychodzi tu, żeby obstawiać. Towarzysko wypala się na forum.
- To ciekawe. Może i ja bym coś obstawił?
Spojrzeli na niego przeciągle. Andrzej poruszył sie niespokojnie.
- No co wy? Ja tylko tak żartowałem ...
W głośnikach zabrzmiało charakterystyczne "cium-cium".
- Ojej, to pewnie będzie jakaś gonitwa - zafrasował się Wiesiek. Wszyscy pokiwali ponuro głowami.
- Daliby spokój z tymi głupotami - oburzył się Andrzej. - Nie można spokojnie pomityngować.
- Może odwołają? - powiedział z nadzieją w głosie Adaś. - Patrzcie jak śnieg sypie ...
Panowie ucieszyli się.
- Na pewno odwołają!
Za chwilę zachrypiały głośniki.
- Odwołali! - zakrzyknął Wojtek, który miał najlepszy słuch. Wszyscy odetchnęli z ulgą.
- Można wreszcie spokojnie pogadać o wyścigach - ucieszył się się Wojtek. - Jacek, chodź do nas, już po wwszystkim - krzyknął w stronę brodacza. Tamten zerwał się na równe nogi, przedarł swój program i złorzecząc pod nosem wypadł na zewnątrz.
Andrzej wzruszył ramionami.
- Co on tam mruczał?
- Że szkoda mu zmarnowanego czasu i organizator go nie szanuje - zaraportował Adaś.
Panowie pokręcili z niesmakiem głowami.
- Tak to jest z tymi, co przyłażą tu nie wiadomo po co na nasze wyścigi, przepychają się do kas, zajmują miejsce na widowni - pokiwał smutno głową Wojtek. - Dzicz i tyle! Nie rozumieją, że gonitwy to nie wszystko.
Wszyscy zamyślili się z dezparobatą.
- To co, po piwku? - rzucił ktoś nieśmiało.
Na twarzach pojawiły się uśmiechy.
- Pewnie.
- Lepiej się będzie gadało!
- O konikach zresztą!

Jakiś czas później Jacek-brodacz zasiadł do komputera i napisał:

Kioto napisała: (cytat) "Oszczędziliby przybycia na tor kibicom". Cóż za idiotyzm! Osoba, która to pisze nie zna tradycji. Mówi się przecież - miting wyścigowy. Meeting, czyli spotkanie. Wyścigi to nie impreza. Właśnie MEETING! Chodzi się na wyścigi również i po to, żeby się spotkać, zamienić nawet kilka słów, choćby zobaczyć, być razem. Gonitwy są tylko częścią mityngów wyścigowych. Jestem szczęśliwy, że mogłem dziś przyjechać na meeting wyścigowy w Warszawie. Kocham wyścigi, nawet te, które się nie odbyły!

Przeczytał, poprawił literówki i z pierwszym w tym nieudanym dniu uśmiechem wcisnął enter.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego