Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Miasto dobrych ludzi

a

MIASTO DOBRYCH LUDZI

Z przyjemnością odnotowaliśmy kolejny zwrot w poglą- dach na końskie sprawy znanego publicysty z tygodnika "Passa". Pan redaktor, dotychczas lobbujący zdecydowanie na rzecz Toru Partynice, zmienił całkowicie front.
Nieczęsto zgadzamy się z red. Porębskim. Dlatego zachęcamy naszych gości do kliknięcia w poniższy link w celu zapoznania się z bardzo interesującym artykułem.


(KLIKNIJ)

Jako uzupełnienie faktów podanych na łamach "Passy", kierując się naszą pasją do statystyki, która ostatnio nas ogarnęła, dokonaliśmy zestawienia aktywności wyścigowej koni przebywających w 2014 w partynickich stajniach.

(KLIKNIJ)

Średnio ponad 37% koni nie wyszło do startu lub zrobiło to tylko raz. Liczba ta specjalnie nie szokuje. Dla porów- nania dokonaliśmy podobnych obliczeń w odniesieniu do koni w treningu kilku losowo wybranych służewieckich trenerów. Współczynnik ten wyniósł 24%.
Nasze zdziwienie wywołały natomiast efekty pracy trener- skiej dwojga wrocławskich trenerów, których ponad połowa podopiecznych nie pobiegała zbytnio po party- nickiej murawie. Można wszystko tłumaczyć kontuzjami i chorobami, ale mielibyśmy wtedy do czynienia z tajem- niczą epidemią.

Dalecy jesteśmy od tłumaczenia tego zjawiska przy pomocy komunistycznego porzekadła: "Czy się stoi, czy się leży, nam wypłata się należy", chociaż wiemy, że osiagnięcie takiego wyniku przez któregokolwiek z trenerów w stolicy równałoby się pewnie jego ekonomicznemu upadkowi i potrzebie zmiany zawodu.
Wbrew wojowniczemu tonowi redaktora Porębskiego jesteśmy przyjaźnie nastawieni do prężnie rozwijających się Partynic, hipodromu Wrocławia - miasta dobrych ludzi.
Dobrych, bo miast wylać na bruk fuszerów, dobrotliwie dają im apanaże z miejskiej kasy. Dobrych, bo właściciele ospałych rumaków nie buntują się i nie robią awantur o stracone pieniądze. Dobrych, bo niektórym trenerom zapewnili dopłaty do wszystkich trenowanych przez nich koni, by bez stresu nauczyli się zasad gospodarki rynkowej. I nie muszą się z tą nauką spieszyć, gdyż dostali na nią więcej czasu niż student na zrobienie magisterki - całych 5 lat! Dobrych wreszcie, bo wyciągają pomocną dłoń do kilku początkujących kolegów, oferując im taką samą pomoc dla ... (w sumie) dziesięciu koni.
A może jesteśmy naiwni z tą oceną i rację ma jednak pan Porębski? Może mamy do czynienia z prywatą i cwa- niactwem, czym powinny się zająć odpowiednie instytucje?
No bo niby dlaczego mamy ufać ludziom, których szef zapowiedział kradzież naszej stołecznej syrenki?


Powrót do treści | Wróć do menu głównego