Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Rzuc pan palenie ...


Marek Rostocki

RZUĆ PAN PALENIE,
PANIE KLIMCZAK!

Dla nikogo nie jest tajemnicą czyje interesy reprezentuje na łamach "Passy" Tadeusz Porębski. Jak przystało na człowieka uczciwego pan redaktor jest lojalny do bólu wobec swego chlebodawcy. Nawet kosztem swobodnego interpretowania faktów i robienia z siebie człowieka niezbyt rozgarniętego. Bo jak nie brakiem takiego rozgarnięcia nazwać fakt, że dzień po pobycie w biurze TS dziennikarz ten publikuje list otwarty z peanami na cześć organizatora wyścigów i jednocześnie informuje ministra o nieprawidłowościach na torze, wskazując bez ogródek bezpośredniego sprawcę tego stanu rzeczy - prezesa Feliksa Klimczaka. Gdyby Porębski przejawiał choć trochę sprytu odczekałby dwa-trzy tygodnie po swojej rozmowie z przedstawicielami TS na posiedzenie IFAHR w Paryżu. Przynajmniej dalibyśmy się oszukać, że list do ministra pisany jest z potrzeby serca, a nie na czyjeś zlecenie.
Dla Porębskiego sprawcą wszelkiego zła jest Klimczak razem z Komisją Techniczną i KO. Dla mnie gremium winnych jest znacznie liczniejsze i mieści się w nim również szanowny pan redaktor z resztą swoich kolegów po fachu.

"List otwarty" był akcją szytą na tyle grubymi nićmi, że nawet wzmiankowany chlebodawca bardzo szybko się z niej wymiksował. Rzecznik prasowy Totalizatora napisał: "Szanowny Panie Prezesie. (...) pragnę zapewnić, że nasza spółka nie ma nic wspólnego z listem otwartym do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, autorstwa red. Tadeusza Porębskiego, który ukazał się w ostatnim numerze tygodnika „Passa". Jakiekolwiek podejrzenia, iż byliśmy inspiratorami tegoż listu czy że był on z nami konsultowany, są nieporozumieniem. Nasza współpraca z „Passą", która była w przeszłości realizowana, miała na celu wyłącznie popularyzację wyścigów konnych i promocję ważnych dla nas wszystkich wydarzeń, np. Wielkiej Warszawskiej. Warto też podkreślić, że każda negatywna publikacja na temat wyścigów konnych jest niekorzystna także dla nas, bowiem godzi zarówno w pozytywny wizerunek spółki, jak i Służewca.
Panie Prezesie, przy okazji pragnę zapewnić, że dotychczasową współpracę z PKWK oceniamy jako prawidłową. (...) Agnieszka Libor, Rzecznik Prasowy Totalizatora Sportowego."
W taki oto sposób redaktor Porębski został sam na placu boju. Kiedy sprzymierzeniec okazuje się Brutusem bohater ginie lub oddala się upokorzony, ale nie w przypadku barda Służewca. Porębski bardzo szybko odnajduje wspólnika i kontynuuje swoją personalną walkę w imię ratowania wyścigów konnych. Pod nieco oderwanym od zawartości tytułem "Dlaczego mają cierpieć gracze i właściciele koni?" publikuje swój wywiad z przewodniczącym Rady PKWK, panem Andrzejem Wójtowiczem. Dwóch panów ogarniętych dużą niechęcią do prezesa PKWK gawędzi sobie o tym jaki ten Klimczak jest zły i odrażający. Interview przeprowadzony jest według najlepszych wzorców peerelowskich, w których dziennikarz zadając pytanie sam na nieodpowiada, pozostawiając rozmówcy jedynie margines na potakiwanie.
Panowie zgodnie formułują zarzuty:
1. Wielu członków Rady nie lubi prezesa i chętnie by go odwołała.
2. Klimczak nie współpracuje z Radą.
3. Klimczak nie nadzoruje orzeczeń Komisji Technicznej i Odwoławczej.
4. Klimczak za bardzo nadzoruje Komisję Techniczną i Odwoławczą udzielając instrukcji sędziom.
5. Klimczak jest winny słabego zainteresowania środowiska funkcją sędziego, przez co nie można wymienić składu wspomnianych wyżej Komisji.
6. Klimczak pali papierosy w pomieszczeniach Klubu i wydzielany przez niego dym jest powodem słabej frekwencji vipów w trakcie mityngów.
7. Klimczak obstawia gonitwy i tej karygodnej czynności oddaje się jawnie, na oczach całego społeczeństwa.
Tak zaintrygował mnie tekst pana Porębskiego i spółki, że postanowiłem zapoznać się z dostępnymi materiałami dotyczącymi prac Rady. Przeczytałem protokoły z posiedzeń i ze zdziwieniem stwierdziłem, że obwiniony Klimczak był obecny na każdym z nich (wyjątkiem było posiedzenie z lipca, gdy przebywał na urlopie). Nie chcąc wchodzić w szczegóły lektura tych dokumentów pozwala wysunąć następujący wniosek: nic nie wskazuje na to, by Feliks Klimczak odżegnywał się od współpracy z ciałem społecznym, a wprost przeciwnie - nie unika odpowiedzi na stawiane mu głównie przez pana Wójtowicza zarzuty, wykazując przy tym znajomość tematu i klasę, których brak niektórym członkom Rady.

Ze stenogramów wynika, że pierwszym wnioskiem forsowanym przez pana Przewodniczącego było żądanie od szefa Klubu przydzielenia na stałe pokoju, pracownika obsługującego Radę i funduszy na usługi kancelarii prawniczej. Postulaty te zostały odrzucone, gdyż blokowanie pomieszczenia potrzebnego na czas posiedzeń, a więc na kilkadziesiąt godzin w roku, wobec łatwego dostępu do sali obrad istniejącej w budynku wydało się Kimczakowi bezzasadne. Tak samo jak etat czy kancelaria, tym bardziej, że PKWK korzysta z zewnetrznych usług prawnych i nic nie stoi na przeszkodzie, by robiła to u tego samego dostawcy również Rada. Plan uwicia sobie gniazdka spalił więc na panewce i od tego czasu w trakcie obrad coraz częściej pajawiały się z ust pana Wójtowicza zapowiedzi głosowania nad odwołaniem prezesa. Odwołania, którego nota bene może dokonać jedynie minister.
Stwierdzenie słabego nadzoru nad pracą KT i KO, w połączeniu z informacją o wywieraniu przez Klimczaka nacisku na sędziów brzmią jak bełkot w ustach pana Przewodniczącego. Nie tylko dlatego, że oba zarzuty stoją wobec siebie w sprzeczności, ale również z tego powodu, że nie znajdują swojego odzwierciedlenia w protokołach z posiedzeń. Rada przesłuchiwała niektórych członków Komisji w związku z orzeczeniami w sprawie Turgaeva i w dokumentach tych nie znalazło się żadne stwierdzenie na podnoszony temat. Może poza głosem jednego z członków szacownego gremium, który (tu zacytuję) "(...) powołał się na doniesienia swoich informatorów - sędziów, którzy relacjonowali mu przebieg spotkań Prezesa PKWK z członkami KT i KO, wg których Prezes, zamiast wymagać pracy, wymagał tajności pracy sędziów".
Z uwagi na ustawową niezawisłość stewardów informacja ta dowodzi właściwej interpretacji prawa przez pana Klimczaka, źle natomiast świadczy o kompetencjach Rady, w tym uzbrojonego w informatorów jej członka. Dotyczy to nie tylko omawianego zarzutu, ale też faktu wnioskowania o odwołanie przewodniczących obu Komisji za wydawanie takich a nie innych orzeczeń. Zapadają one (orzeczenia) na podstawie głosowania sędziów i nikt nie ma prawa w ich indywidualny osąd ingerować, ani - tym bardziej - nie może za niego ponosić odpowiedzialności.
Mijanie się z prawdą przez pana Wójtowicza nie jest jednak nagminne. Dwa kolejne zarzuty są nie do obalenia: Klimczak gra i pali. Tak jak palenie jest rzeczywiście brzydkim nałogiem, tak obstawianie gonitw wydaje się być czymś zupełnie normalnym na torze wyścigów konnych. Nie wiem skąd pan Wójtowicz bierze swoją wiedzę na temat zwyczajów panujących w tej materii na torach zagranicznych, ale uważam, że obstawianie gonitw przez prezesa PKWK jest dobrą reklamą dla imprezy, świadczącą o czystej grze.
Unikanie przez Klimczaka kas totalizatora zrodziłoby prawdopodobnie w umysłach tych samych członków Rady zarzut sabotowania wyścigów, albo ich ustawiania. Argument, że pracowników Totalizatora obowiązuje zakaz gry świadczy o tym, że pan Przewodniczący nie za bardzo wie, w którym kościele bije dzwon. Taki zakaz dotyczy na mocy prawa pracowników organizatorów wszelkich gier i loterii, mało tego - rozciąga się również na członków ich rodzin. Nawet jeżeli jest to loteria reklamowa w hipermarkecie, a stawką paczka makaronu. Totalizator nie wykazuje więc w tym temacie jakiejś szczególnej rzetelności, po prostu realizuje obowiązujące go przepisy.
Aby zakończyć ten temat: jeżeli prezes Klubu obstawiając za własne pieniądze gonitwy robi coś zdrożnego, dlaczego członkowie Rady robią to samo? Czy im wizja wygranej lub przegranej nie zakłóca jasności procedowania?


Dwaj uczestnicy wywiadu dla "Passy" lubią widać, jak to młodzież określa, "grać głupa". Pan Porębski w swoim "liście otwartym" pismo prezesa PKWK do władz IFAHR informujące, że TS jest jednym z czterech organizatorów wyścigów konnych w naszym kraju, a na mocy prawa dyscypliną tą zawiaduje w Polsce PKWK, nazwał paszkwilem (nie znając widać znaczenia tego słowa). Totalizator już w zeszłym roku złożył akces wejścia w skład organizacji, która nie jest stowarzyszeniem organizatorów czy administratorów torów wyścigowych. Miał za sobą kuluarowe poparcie pani Lary Sawaya, zachwyconej organizacją Dnia Arabskiego i postawieniem przez TS na murawie wewnątrz toru namiotu dla VIP-ów. W artykule "Unlimited Thruth" mój kolega redakcyjny Kazimierz Molenda zwrócił uwagę, że usytuowanie namiotu sprzyjało bałaganowi i generowało potencjalne zagrożenie dla przebiegu gonitw i ludzi. Na forach odezwały się wówczas głosy tzw. znawców wyścigów, wytykające autorowi nieznajomość tematu, gdyż za granicą praktyka takiego wykorzystania wewnętrznego obszaru toru jest często stosowana. Pani Lara mało widać jeździ po świecie, mniej w każdym razie niż nasi znawcy, skoro sprawę rzeczonego namiotu poruszyła nawet w trakcie obrad IFAHR. W rezultacie jednak uczestnictwo w tej organizacji Totalizatora, nawet w charakterze obserwatora bez prawa głosu, wisiało na włosku i wisiałoby nadal, gdyby nie poparcie ze strony paszkwilanta - PKWK.

Kolejna sprawa to kwestia niezgodnego z prawem ukonstytuowania się prezydium Rady PKWK. W dniu otrzymania nominacji, jeszcze w gmachu Ministerstwa, pośpiesznie zwołano pierwsze posiedzenie nie zważając na wymogi procedularno-prawne. Zebranie to nie było spotkaniem towarzyskim przy kawie, w trakcie jego trwania wybrano bowiem władze Rady. Zrobiono to, mimo że Rada nie była w komplecie, co jest warunkiem koniecznym przy podejmowaniu decyzji o charakterze personalnym, a posiedzenie nie zostało odpowiednio wcześniej ogłoszone przez organ do tego upoważniony, a więc prezesa Klubu. W innych okolicznościach osobą zwołującą zebrania jest przewodniczący Rady. Rozbrajające są riposty pana Wójtowicza: przecież pierwsze zebranie zwołał on sam, a więc przewodniczący. No tak, ale w pośpiechu zapomniał, że w owym czasie tym przewodniczącym jeszcze nie był. Typowe granie głupa.
Kończąc to moje utyskiwanie chciałbym oświadczyć: są w radzie osoby z głową, myślące trzeźwo, którym na sercu leży dobro wyścigów, a nie jakieś prywatne animozje czy spektakularne zyski. Dlaczego milczycie, dlaczego dopuszczacie do tego, by najgłośniej krzyczący mieli rację?

A panu Klimczakowi radzę: rzuć pan palenie, bo wreszcie Wójtowicz faktycznie wywali pana na bruk!



Powrót do treści | Wróć do menu głównego