Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Tesio-Uwagi o dziedziczeniu



LAUDATORES TEMPORIS ACTI

Nie brakuje ich nigdzie, a więc są obecni także i na torach wyścigowych.
Już w roku 1856 słynny pisarz zajmujący się tematyką wyścigową, Stoneehenge opublikował w Londynie książkę, która wkrótce doczekała się przekładu francuskiego, a z której pochodzi następujący fragment: "Współczesny (1856) koń wyścigowy stał się wcześniej dojrzewający i szybszy od swych przodków, przy czym stracił on jednak swoje zdolności dystansowe."
I to właśnie ów stary motyw, który się ciągle powtarza. Obecnie, to jest w roku 1946, niektórzy naukowcy zajmujący się biometrią, uzbrojeni w miarkę centymetrową i kątomierz wygłaszają podobne poglądy: Współczesny koń wyścigowy staje się coraz szybszy na krótkich dystansach i coraz mniej wytrzymały na dłuższych dystansach. A wiecie dlaczego? Ponieważ Towarzystwa Wyścigowe zwiększają wciąż ilość gonitw sprinterskich w stosunku do ilości gonitw długodystansowych. I tak konie, jako zwierzęta praktyczne natychmiast modyfikują długość i kątowanie swego kośćca, aby sprostać nowym wymogom. Postępują więc niczym człowiek, który wkłada podkute buty wybierając się w góry, lub który wkłada płaszcz przeciwdeszczowy, kiedy pada.
Zwróćcie uwagę na następujące sformułowanie: Koń pełnej krwi dwudziestego wieku ma bardziej stromą łopatkę i bardziej spadzisty zad w stosunku do swych przodków z ubiegłego stulecia, ponieważ taka wlaśnie struktura anatomiczna bardziej sprzyja szybkości.
Interesujący jest także sposób, w jaki biologowie doszli do tego frapującego odkrycia. Otóż twierdzą, iż przebadali gruntownie kątowanie struktury kostnej 150 ogierów i wałachów oraz 150 klaczy znajdujących się w oddzialach kawalerii, szkółkach jeździeckich a także w kilku stajniach wyścigowych.
Wydaje mi się, że po pierwsze ilość przebadanych koni jest absolutnie niewystarczająca, aby móc sformułować tak istotne prawo.
Według teorii Lemarck'e i Darwina ewolucja postępuje bardzo powoli i dla unaocznienia niektórych zmian potrzeba tysięcy pokoleń i całej epoki geologicznej, podczas gdy obecnie wystarczyć ma zaledwie okres 3- 4 pokoleń, czyli ćwierćwiecza.
Jeśliby struktura kostna konia pełnej krwi była aż tak podatna na zmiany, możnaby w ciągu niewielu lat wyhodować konie z szyjami długimi jak żyrafy- wystarczyłoby bowiem w tym celu zawiesić koniowi nad głową bal siana, zmuszając go w ten sposób do wyciągania szyi.
Jest to więc po prostu skrócony system barona Munchhausena. W każdym razie nim przyjmiemy tą fantastyczną teorię, należałoby najpierw odpowiedzieć na kilka pytań.
Po pierwsze, czy jest prawdą, iż dzisiejsze konie pełnej krwi trzymają dystans gorzej niż przodkowie? Na to pytanie możemy natychmiast odpowiedzieć: Współczesne konie pełnej krwi trzymają dystans znacznie lepiej niż ich antenaci, a nie gorzej jak dowodzą laudatores temporis acti. Aby się o tym przekonać wystarczy siegnąć po wyniki gonitw publikowane w Racing Calendar (Kalendarzu Wyścigowym).
Dla przykładu zajmijmy się dwiema najważniejszymi gonitwami świata.

Są to Derby, przeznaczone dla trzyletnich klaczy i ogierów, oraz Oaks, gonitwa zarezerwowana wyłącznie dla trzyletnich klaczy.
Waga 57 kg dla ogierów i 55 kg dla klaczy na dystansie 2400 metrów niezwykle trudnego toru w Epsom.
Zacznijmy od roku 1846, ponieważ dopiero w tym właśnie roku zaczęto systematycznie obliczać czas gonitwy.
Oaks odbywa się także w Epsom i również na dystansie 2400 metrów, w pierwszą sobotę czerwca, a klacze biegną tu pod wagą 57 kg.
Rok Imię zwyciężczyni Czas gonitwy
1846 Mendicant 2' 53''
1847 Miami 2' 54''
1895 La Sagesse 2' 48''
1896 Canterbury Pilgrim 2' 45''
1936 Lovely Rosa 2' 36''
1937 Exhibitionist 2' 37 1/2''
Derby w Epsom odbywają się w pierwszym tygodniu czerwca i są przeznaczone dla ogierów, które biegną pod wagą 57 kg i dla klaczy, ktore niosą obciążenie 55 1/2 kg.
Rok Imię zwycięzcy Czas gonitwy
1846 Pyrrus the First 2' 55''
1847 Cossack 2' 52''
1895 Sir Visto 2' 43 1/5''
1896 Persimmon 2' 33 4/5''
1937 Mid-day Sun (tor ciężki) 2' 37 ˝ ''

Dla skrócenia opuściłem pośrednie lata, w ktorych czas wciąż się poprawiał.
Lektura ta udowadnia niezbicie za pomocą konkretnych przykładów, coś wprost przeciwnego, niż to, co głoszą laudatores temporis acti. W rzeczywistości współczesne konie pełnej krwi trzymają dystans nieporównywalnie lepiej niż ich przodkowie, to znaczy, że przebiegają ten sam dystans w krótszym czasie.
Teraz zadajmy sobie następne pytanie: Czy rzeczywiście w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat nastąpiły jakieś istotne zmiany w budowie anatomicznej koni pełnej krwi? Po długich i wnikliwych badaniach mogę odpowiedzieć: tak.
A oto w jaki sposób doszedłem do tego wniosku.
W mojej bibliotece posiadam około 1500 podobizn słynnych koni pełnej krwi. Z dokladnej analizy tych zdjęć (najstarsze są oczywiście fotografiami portretów), wynika, że: W pierwszej połowie dwudziestego stulecia i w ostatnich latach dziewiętnastego wieku liczba koni o spadzistym zadzie była zdecydowanie większa niż liczba koni o zadzie prostym, podczas gdy wcześniej było odwrotnie. I aż do tego punktu specjaliści od biometrii mają rację.

Jednak ponieważ nie można zaakceptować stwierdzenia, iż przemiany adaptacyjne mogą zachodzić tak szybko, należy zastanowić, czy przypadkiem przyczyny tego zjawiska nie należy szukać gdzie indziej, tym bardziej , że budowa anatomiczna konia pełnej krwi nie ma szczególnie istotnego wpływu na jego sprinterskie lub stayerskie uzdolnienia, co łatwo można sprawdzić analizując podobizny słynnych zwycięzców. Niestety objętość tej niewielkiej książeczki nie pozwala opublikować wszystkich 1500 zdjęć. Przyjdźcie jednak je obejrzeć, a przekonacie się sami. Przyczynę tego zjawiska możnaby wytłumaczyć przy pomocy praw Mendla.
Od dnia, w którym angielski Jockey Club zamknął "złotą księgę" zawierającą imiona wszystkich założycieli rasy koni pełnej krwi, tylko jeden jedyny raz wyrażono zgodę na wpisanie doń kilku koni czystej krwi arabskiej. Miało to miejsce w początkach dziewiętnastego stulecia. Spodziewano się ogromnego sukcesu, a tymczasem eksperyment zakończył się kompletnym fiaskiem. Konie narodzone z krzyżówek koni pełnej krwi z czystej krwi arabammi, straciły zarówno szybkość jak i wytrzymałość.
Nowy dolew krwi arabskiej nie wywarł na hodowlę żadnego wpływu- potomkowie koni arabskich, jako pozbawieni wyścigowych uzdolnień po prostu nie byli wcielani do hodowli. Sto lat selekcji na celowniku okazało się zatem o wiele bardziej efektywne niż całe wieki w empirycznej selekcji w warunkach pustynnych.
Nieco później uznano za godne wpisu do Stud-Booku kilka koni amerykańskich, które jak się później okazało, uczciwe zasłużyły
na ten zaszczyt, tym bardziej, że należy porzypuszczać, że i tak miały do tego prawo, tylko nie były tego w stanie udowodnić, jako że wiele koni pełnej krwi sprowadzanych do Stanów Zjednoczonych w czasach Mary Fowler i Lafayette'a podczas podróży utraciła swoje dokumenty.
Koń pełnej krwi, jest w gruncie rzeczy mieszańcem wyselekcjonowanym nie na bazie cech odziedziczalnych według praw Mendla, ale na bazie takich cech jak szybkość i wytrzymałość. Jednakże, mimo iż hodowcy nie przywiązują do tego zbyt dużego znaczenia, to dziedziczenie w oparciu o prawa Mendla istnieje w obrębie rasy pełnej krwi cały czas.
Spadzisty i prosty zad były prawdopodobnie cechami charakterystycznymi dwóch pierwotnych ras koni, które już w zamierzchłej przeszłości znikły z powierzchni Ziemi.
Człowiek pierwotny ujarzmił i udomowił konia, a następnie przekrzyżował między sobą różne rasy prymitywne, kierując się przy tym wyłącznie swoim interesem, a więc także i konie arabskie, berberyjskie i tureckie są w istocie jedynie mieszańcami wyselekcjonowanymi w oparciu o jedyne kryterium jakim jest wytrzymałość materiału hodowlanego.
Prawa Mendla zakładają jednak, że pewne cechy w czystej formie mogą ujawnić się a nawet utrwalić także i u mieszańców.
I tak, podczas gdy większość koni arabskich posiada zad prosty, to konie berberyjskie posiadają zad spadzisty, a konie tureckie z kolei charakteryzuje duża kościstość, obecność odmian oraz wyjątkowo łagodny charakter.

Jednak żadna z tych cech nie odzdziałowuje w widoczny sposób na ujawnienie się sprinterskich czy też długodystansowych uzdolnień danego konia. Przypomnijmy sobie, że wzystkie żyjące obecnie na świecie konie pełnej krwi, w prostej linii pochodzą od około czterdziestu klaczy i zaledwie trzech ogierów:
Matchem (1748),
Herod (1758),
Eclipse (1764),
które przez sześć czy siedem kolejnych pokoleń mają w swoich rodowodach powtarzające się imiona nie tylko takich koni jak Darley Arabian, Godolphin Barb i Byerley Turk, który zyskały największą sławę, lecz także i imiona pozostałych 89 ogierów arabskich, 46 berberyjskich i 38 tureckich, które można znaleźć zarówno w Stud- Book'u jak i w rozmaitych końskich genealogiach. I tutaj kończy się nasz trop, ponieważ także i przodkowie założycieli rasy koni pełnej krwi mieli swoich przodków, i tak dalej aż do pierwotnych dzikich ras, które z punktu widzenia dzisiejszej genetyki musiały być rasami homozygotycznymi.
Człowiek pierwotny udomowił konia i uczynił z niego mieszańca, w nadzieji, że w ten sposób stanie się on dlań bardziej użyteczny.
Cechy mieszańców nieodwołanie dziedziczą się według praw Mendla. Jedną z takich cech jest występowanie prosty zad typowy dla koni arabskich, inną- spadzisty zad typowy dla koni berberyjskich. Niestety nie udało mi się stwierdzić, która z tych cech jest dominująca, a która recesywna.
Jest natomiast rzeczą pewną, że jeżeli jakiś reproduktor zaczyna cieszyć się wśród hodowców dużą popularnością i co za tym idzie jego potomstwo jest wyjątkowo liczne, to sprzyja to znacznemu rozprzestrzenieniu się jego cech fizycznych, naturalnie odziedziczanych według praw Mendla. I z takim właśnie zjawiskiem mieliśmy do czynieniu u schyłku ubiegłego stulecia.
Wtedy to na wyścigowym firmamencie pojawił się najpierw Galopin, następnie jego syn St. Simon i wreszcie syn rodzonej siostry St. Simon'a - Orme.
Od czasów Eclipse'a nie widziano gwiazd wyścigowych podobnej świetności. Wszystkie te konie charakteryzował odziedziczony po berberyjskich przodkach spadzisty zad i cechę tę przekazywały one z kolei swemu potomstwu, co oczywiście przyczyniło się do znacznego rozpowszechnienia się takiej budowy zadu wśród koni pełnej krwi, co jednak w żaden sposób nie wpłynęło na ograniczenie dystansowych uzdolnień całego potomstwa Galopina.
Znów należy przypomnieć, że w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat czasy osiągane przez konie pełnej krwi na długich dystansach są coraz lepsze.
Mam nadzieję, iż udało mi się udowodnić, że owi laudatores temporis acti mmimowolnie popełnili błąd, niewłaściwie interpretując przyczynę słusznego skądinąd spostrzeżenia, to jest, że w dniu dzisiejszym liczba koni pełnej krwi o zadzie spadzistym znacznie przewyższa liczbę koni pełnej krwi o zadzie prostym.
Nie można jednak zapominać, że pewne konie o spadzistym zadzie wygrywają w rekordowym czasie gonitwy na dystansie 4000 metrów, podczas gdy ich niektórzy kuzyni obdarzeni prostym zadem, z trudem trzymają zaledwie dystans 1000 metrów.

Jest prawdą, że Towarzystwa Wyścigowe zwiększyły ilość prób na krótkich dystansach, jednak gonitwy te przeznaczone są przede wszystkim dla koni drugiej i trzeciej kategorii, podczas gdy gonitwy klasyczne, czyli te właśnie, które decydują o prawdziwej wartości konia, są zawsze rozgrywane na tym samym dystansie, a ich zwycięzcy trzymają dystans lepiej niż ich przodkowie, ponieważ są zdolni przebyć tą samą odległość wkrótszym czasie.

PRAWO MAKSYMALNYCH ZMIENNYCH

Doszliśmy do punktu, w którym chciałbym wam przedstawić inne moje spostrzeżenie, które osobiście uważam za bardzo interesujące.
Jednak zanim przystąpię do rzeczy, muszę pokrótce opowiedzieć, jak doszedłem do odkrycia prawa, które chyba najlepiej byłoby nazwać "prawem maksymalnych zmiennych".
W czasach, że tak powiem "prehistorycznych" w stosunku do historii instytucji wyścigów, w gonitwach uczestniczyły konie dopiero po osiągnięciu piątego roku życia, a więc po zakończeniu przez nie rozwoju fizycznego.
Dość szybko zwrócono uwagę na fakt, że im mniej ważą jeździec i siodło, tym łatwiej koń odnosi zwycięstwo.
Zdecydowano zatem, że wszystkie konie uczestniczące w gonitwie powinny nieść to samo obciążenie, i tak na torach wyścigowych pojawiły sie pierwsze wagi.
Nieco później wysnuto przypuszczenie, że konie roślejsze wygrywają z końmi niższej statury i aby wyrównać ich szanse próbowano nawet obliczać obciążenie w zależności od wzrostu konia, i istniała nawet specjalna tabela, w której waga zwiększała się w korelacji z wysokością w kłębie.
Jednak szybko okazało się, że przypuszczenie to całkowicie mija się z prawdą.
Wzrost i większa masa sprzyjają co prawda lepszemu rozłożeniu ciężaru jeźdźca, lecz nie mają wpływu na szybkość konia.
Lecz zaledwie sięgniemy do pierwszych, historycznych i zarazem godnych zaufania "Wiadomości Wyścigowych", znajdziemy od razu tabele wag.

W roku 1760 pojawiła się pierwsza oficjalna tabela, która przedstawiała się następująco:
4 lata- 57 kg
5 lat- 63 kg
6 lat- 70 kg
starsze- 76 kg
Jak widać, przyjęto, że konie młodsze są mniej odporne na obciążenie niż konie młodsze.
Możemy także zauważyć, że w tamtej epoce konie trzyletnie nie startowały jeszcze w gonitwach.
W roku 1775 do startu w wyścigach dopuszczono już trzylatki, co spowodowało konieczność ustalenia nowej tabeli wag:
3 lata- 43 kg
4 lata- 50 1/2 kg
5 lat- 55 kg
6 lat- 57 kg
starsze- 58 kg
W tym samym roku w Newmarket rozegrano trial na dystansie 1 mili, w którym trzylatek pod wagą 8 1/2 stone (53, 978 kg), pokonał dwuletniego Frontino, biegnącego pod wagą 6 1/2 stone (41, 277 kg).
Mimo to już w roku 1776 rozegrano pierwszą gonitwę klasyczną przeznaczoną dla koni dwuletnich: July Stakes w Newmarket.
Wagi:
ogiery: 2 St. 2 Lbs
klacze: 2 St.
Możemy zauważyć, że klacze uważano za słabsze od ogierów, i że różnicę tę oszacowano na ok. 1 kg.
Nieco później na równi z klaczami zaczęto traktować walachy.
W roku 1800 pojawiła się pierwsza tabela wag w gonitwach otwartych, uwzględniająca także i konie dwuletnie:
2 lata: 40 kg
3 lata: 51 1/2 kg
4 lata: 58 kg
5 lat: 61 kg
6 lat: 63 kg
starsze: 64 kg
W roku 1873 weszła w życie tabela wag opracowana przez amirała Rous'a, wielkiego reformatora wyścigów, i ta właśnie tabela z pewnymi niewielkimi modyfikacjami jest dziś w użyciu na całym świecie.
Tabela nasuwa nam od razu pewne spostrzeżenia:
1. Zwiększając ciężar na grzbiecie konia ogranicza się zarazem jego szybkość.
2. Im bardziej koń się zbliża do osiągnięcia pełnej dojrzałości fizycznej, tym bardziej zwiększa się jego odporność na obciążenie.

3. Koń kończy swój rozwój fizyczny około szóstego roku życia.
4. I dłuższy jest dystans, tym bardziej wzrastają szanse konia dojrzałego w stosunku do konia młodego.
5. Klacze i wałachy są uznane za m,niej wytrzymałe w stosunku do ogierów, i ta różnica zdaje się odpowiadać 2 kg.
6. Istnieje przekonanie, że każdy dodatkowy kilogram niesiony przez konia na grzbiecie, odpowiada utracie 3 metrów, na dystansie 2000 metrów przebytych mocnym chodem.
7. Obciążenie konia, ktory zakończył już rozwój fizyczny nie ulega zmianie, podczas gdy w przypadku koni młodszych wzrasta ono systematycznie o 1 kg na miesiąc, aż do osiągnięcia przez konia pełnej dojrzałości.
Przyjrzyjcie się dokładnie włoskiej tabeli wag, a zobaczycie, że obciążenie ma o wiele większe znaczenie na dystansie długim, niż na dystansie krótkim.
Wszystkie te spostrzeżenia stanowią wynik długotrwałych doświadczeń.
Rok 1727 był rokiem przełomowym w historii konia pełnej krwi i wyścigów, gdyż właśnie od tego roku wyniki gonitw zaczęły w Anglii wychodzić drukiem. Zwyczaj ten przetrwał do dziś i rozpowszechnił się we wszystkich krajach, gdzie odbywają się wyścigi.
Nagromadzony w ten sposób materiał można oszacować na tysiące tomów, w których podano curriculum vitae wszystkich koni, jakie kiedykolwiek brały udział w gonitwach.
Oczywiście, gdyby można było porównać ze sobą wszystkie te końskie biografie, możnaby dojść do niezmiernie interesujących wniosków, lecz niestety nikt nie jest w stanie przestudiować dokładnie milionów curriculum vitae.
Z tego właśnie powodu zdecydowałem się ograniczyć moje badania do tylko jednej gonitwy, ale za to z hodowlanego punktu widzenia- najważniejszej, a mianowicie do angielskiego Derby.
Ponieważ zdaję sobie doskonale sprawę, że aby wyniki eksperymentu były przekonywujące, eksperyment ten musi być wielokrotnie powtarzany, i to zawsze w identycznych warunkach (czas i miejsce), a właśnie Derby spełnia wszystkie te warunki.
Po raz pierwszy Derby rozegrano w Epsom w roku 1780, na tym samym torze, na którym odbywa się ono i dzisiaj. Od roku 1780 do 1783 dystans wynosił 1600 metrów. W roku 1784 ustalono go na 2400 metrów.
Podczas I wojny światowej, w latach 1915- 1918 derby rozgrywano co prawda na tym samym dystansie 2400 metrów i w tym samym czasie, ale na bardzo odmiennym torze w Newmarket. Z tego powodu postanowiłem nie brać pod uwagę Derby rozgrywanego w latach 1780 - 1783 oraz 1915 - 1918. A zatem jako podstawę naszych studiów potraktujemy gonitwy derbowe rozegrane w ciągu 153 lat. W ciągu tych wszystkich 153 lat rokrocznie w pierwszą środę czerwca o godzinie czwartej po południu, najlepsze trzylatki pod wagami 57 kg ogiery i 55 ˝ kg klacze, stają do walki o zwycięstwo, które najprawdopodobniej przypadnie najlepszemu koniowi rocznika.
Na początek wypisałem w porządku chronologicznym imiona wszystkich derbistów i zacząłem się nad nimi zastanawiać.

Zwycięzcy Derby:


A oto wynik moich przemyśleń, który poddaję wam pod rozwagę:
W ciągu 153 lat zaledwie 6 klaczom udało się zwyciężyć w Derby, choć klacze korzystają w tej gonitwie z 1 1/2 kg ulgi w
stosunku do ogierów: to jest 55 1/2 kg do 57 kg.
Oto one:
Eleanor w roku 1801,
Surplice w roku 1848,
Blink Bonny w roku 1857,
Shotover w roku 1882,
Signorinetta w roku 1908,
Tagalie w roku 1912.
Zaledwie jedna z powyższych klaczy była córką zwycięzcy Derby: Shotover, córka derbisty Hermita.
Zaledwie jedna z powyższych klaczy była ze swej strony matką derbisty: Blink Bonny, która ze Stockwellem, który sam nie wygrał Derby, dała derbistę Blair Athol.
Na tym kończę moje spostrzeżenia w stosunku do klaczy i przechodzę do pozostałych 146 ogierów.
Tutaj natomiast nasuwają się następujące spostrzeżenia:
1. 80 % zwycięzców Derby stanowią synowie ogierów, które nie wygrały Derby, mimo iż były wysokiej klasy wyścigowej.
2. Niektóre wyjątkowo cenne ogiery dały w swoim potomstwie po czterech derbistów.
3. Nigdy dotąd nie zdarzyło się jeszcze, aby w prostej linii męskiej: ojciec, wnuk i prawnuk zwyciężyli w Derby.
A oto wszyscy derbiści, którzy dali potomstwo, które również wygrało Derby:(obok imienia każdego derbisty umieszczam literę „D”).

Sir Peter Teazle D. 1787
Sir Harry D. 1798, Archduke D. 1799 , Ditto D. 1803 , Paris D. 1806

Możemy zaobserwować, że Sir Peter Teazle, derbista dał 4 zwycięzców Derby, z których jednak żaden nie dal potomstwo, które również odniosłoby sukces w tej gonitwie.

Waxy D. 1793
Pope D. 1809 , Whalebone D. 1810, Blusher D. 1814, Whisker D. 1815

Waxy, derbista, dał również czterech zwycięzców Derby.
Tylko jeden z nich, Whalebone, dał trzech synów, którzy zdołali powtórzyć sukces ojca i dziadka. Na tym jednak linia się kończy.

Orlando D. 1844
Teddington D. 1851
i na tym koniec.

Bay Middleton D. 1836
The Flying Dutchman D. 1849 , Andover D. 1854

Ellington został eksportowany do Włoch, ale nie zdołał założyć żadnej poważniejszej linii męskiej.

Blair Athol D. 1864
Silvio D. 1877

Blair Athol był synem Blink Bonny, jednej z niewielu klaczy, którym udało się odnieść sukces w Derby, jednak nawet i on nie potrafił założyć linii derbistów.
Doncaster D. 1873
Bend Or D. 1880 --> Ormonde D. 1886

Ormonde, jeden z najwspanialszych koni, jakie kiedykolwiek ujrzały światło dzienne, został wyeksportowany do Argentyny, gdzie miałem okazję go podziwiać.
Jednak jego kariera hodowlana nie dorównała karierze wyścigowej.

W Anglii Ormonde pozostawił jednego syna: Orme, konia o pewnej klasie, który nie trzymał jednak dystansu Derby.

Orme
Flying Fox D. 1899
Orby D. 1907

Orme, który sam Derby nie wygrał i który nie trzymał dystansu, dał klasowego Flying Fox’a, ktory jednak szybko został eksportowany do Francji, tak że nie miał szansy aby pozostawić w ojczyźnie wartościowe potomstwo.
Jednak jego francuski syn, Jardy, przebył kanał La Manche, aby zmierzyć się z angielską czołówką i został pokonany przez raczej przeciętnego Cicero.
Oczywiście, należy wspomnieć, że Jardy tego dnia nie był w pełni sił, jednak nawet gdyby wygrał Derby, to nie wpłynęłoby to zbytnio na rezultat naszych rozważań.
Orme, oprócz Flying Fox’a, dał jeszcze jednego derbistę: Orby D. 1907, którego syn Grand Parade D. 1919 również odniósł zwycięstwo w Derby, jednak nie dał już potomstwa, które by ten wyczyn powtórzyło.

Galopin D. 1875
Donovan D. 1889
St. Simon ---> Persimmon, Diamond Jubilee ------> Florizel II -------> Volodyovski D. 1901
Galopin, klasowy zwycięzca Derby, dał derbistę, ogiera Donovan, który jednak nie dał już potomstwa, które by zdobyło laury w tej gonitwie.
Poza tym Galopin dał jeszcze St. Simona, który pod względem wyścigowej klasy przewyższał chyba jeszcze Ormonde’a.
St. Simon nie wygrał Derby, gdyż nie został doń zgłoszony, gdyby zaś wystartował, wygrałby najprawdopodobnie cantrując- będę więc traktować go jak derbistę.
St. Simon dał dwóch zwycięzców Derby: Persimmona i Diamond Jubilee. Persimmon nie dał w swoim potomstwie żadnego derbisty, natomiast dać nie mógł, bowiem został eksportowany do Argentyny, gdzie jednak nie spełnił pokładanych w nim nadziei.
Natomiast Florizel II, pełny brat Persimmona i Diamond Jubilee, choć sam Derby nie wygrał, był jednak ojcem derbisty, ogiera Volodyovski, który jednak linię tę kończy.
Podobnie St. Frusquin, drugi w Derby do swego półbrata po ojcu Persimmona, dał derbistę St. Amant’a. Na tym jednak koniec.

Spearmint D. 1906
Spion Kop D. 1920
Felstead D. 1928
Spearmint był synem importowanego z Australii Carbine’a, a więc przedstawiciela świeżej krwi... a jednak rezultat mamy znów ten sam - zaledwie trzech derbistów w linii prostej.

Hurry On
Captain Cuttle D. 1922
Coronach D. 1926
Call Boy D. 1927
Hurry On, choć bezprzecznie nie posiadał klasy Ormonde’a ani tym bardziej St. Simona, również powinien być traktowany jako potencjalny derbista, gdyż był bezprzecznie najlpeszym koniem rocznika, i gdyby uczestniczył w Derby, wygrałby z pewnością.
Po przeanalizowaniu powyższych przykładów, z całą pewnością możemy stwierdzić:
ojciec - syn - wnuk - prawnuk w nieprzerwanej linii męskiej nie zdołali nigdy wygrać angielskiego Derby.
Najdłuższa sekwencja składa się z trzech pokoleń: ojciec- syn- wnuk, jak mogliśmy zaobserwować na podstawie doświadczenia 153 lat.

Po odkryciu tego intrygującego faktu, zastanwiło mnie, jak ma się ta rzecz w prostej linii żeńskiej, to jest prababka - babka - matka - córka.
Aby lepiej zgłębić ten problem postanowiłem przestudiować rezulaty Epsom Oaks, gonitwy równorzędnej w stosunku do Derby, jednak przeznaczonej wyłącznie dla klaczy. Oaks po raz pierwszy rozegrano w roku 1779, a więc o rok wcześniej niż Derby.
Tor jest ten sam, ten sam dystans i historia.
Od roku 1779 do 1783, dystans wynosił 1600 metrów.
W roku 1784, podobnie jak i w przypadku Derby, dystans przedłużono do 2400 metrów, i tak jest do dzisiaj.
Podczas pierwszej wojny światowej, to jest w latach 1915- 1918, Oaks był rozgrywany podobnie jak i Derby w Newmarket, i obie gonitwyu nosiły miano „zastępczych”, gdyż zmieniło się miejsce eksperymentu.
Czyli do mojej dyspozycji pozostają, podobnie jak i w przypadku Derby, 153 wyścigi.

Zwyciężczynie Oaks



A oto do jakich doszedłem wniosków:
Powtarza się identycznie to samo, co zaobserwowaliśmy w przypadku Derby. To jest:
Nie zdarzyło się nigdy, aby matka, córka, wnuczka i prawnuczka w nieprzerwanej linii żeńskiej, zapisały na swoim koncie zwycięstwo w Oaks. Sekwencja sięga co najwyżej trzeciego pokolenia, to jest: matka - córka- wnuczka.
A oto przykłady.
(Przy imieniu każdej oaksistki piszę literę "O".)

Medora O. 1814
Gulnare O. 1827

Medora wygrała Oaks w roku 1817 i dała córkę, która powtórzyła ten wyczyn w roku 1827. Na tym koniec.

Industry O. 1838
Lady Evelyn O. 1849

Industry wygrała Oaks w roku 1838 i dała Lady Evelyn, zwyciężczynię tej samej gonitwy w roku 1849, i tutaj kończy się seria.

Fille de l'Air O. 1864

Reine O. 1872

Fille de l'Air wygrała Oaks w roku 1864, a jej córka, Reine w roku 1872.
Koniec.

Queen Bertha O. 1863
Spinaway O. 1875
Busybody O. 1884

Dochodzimy tu do trzeciego pokolenia, lecz na tym się kończy.

Musa O. 1899
Mirska O. 1912

I to wszystko.

Wydawać by się mogło, że są to raczej dane do rozwiązania matematycznego, a nie zaś biologicznego problemu.
Zarowno badając linie męskie, jak i linie żeńskie , spotkaliśmy się z tym samym zjawiskiem. Naturalnie linie żeńskie rozrosły się w czasie 153 lat w owiele mniejszym stopniu niż linie męskie, gdyż klacz, w ciągu swojego życia daje zaledwie 4-5 córek, podczas gdy ogier z reguły daje około 90 synów.

* * *

Do wykonaniu powyższych zestawień przeczytałem je jeszcze wielokrotnie, zastanawiając się nad ich znaczeniem. Zadałem też sobie pytanie: Jakie jest z biologicznego punktu widzenia znaczenie prostej linii męskiej lub żeńskiej? W pierwszej chwili możnaby powiedzieć, że niewielkie. Ponieważ każde zwierzę będące mieszańcem, nie dziedziczy wszystkich swoich cech tylko po jednym z rodziców, ale, jak mówią prawa Mendla, może je odziedziczyć po jakimkolwiek ze swych męśkich lub żeńskich przodków.
To znaczy może odziedziczyć pewne cechy ojca lub matki, któregoś z czworga dziadków, ośmiorga pradziadków, szesnaściorga prapradziadków, i tak dalej, aż do początków rasy.
Oznaczałoby to, że wyłączne pochodzenie w prostej linii męskiej lub żeńskiej nie wpływa na możliwości dziedziczenia cech.
Arabowie, najinteligentniejsi spośród hodowców szybkich koni, przywiązywali duże znaczenie do pochodzenia w linii męskiej. Ich ogiery nosiły na szyi złote łańcuszki zakończone medalionem, na którym umieszczone było ich drzewo genealogiczne.
Europejczycy przez wiele lat postępowali w podobny sposób, uzyskując przy tym doskonałe rezultaty (eliminując naturalnie złote łańcuszki i medaliony).
W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat zaczęło wzrastać także zainteresowanie znaczeniem bezpośredniego pochodzenia w linii żeńskiej (teoria Bruce Lowe'a). Wszystko to naturalnie miało pewne podłoże empiryczne. Ponieważ faktom nie można zaprzezyć, trzeba znaleźć dla nich naukowe uzasadnienie.
A oto właśnie to uzasadnienie: koń pełnej krwi, będąc mieszańcem, podlega prawom Mendla (jak nam to uprzednio wykazały już nasze studia nad umaszczeniem koni) i wszystkie jego cechy dziedziczą się niezależnie jedne od drugich.
Rzeczywiście, na naszych torach widzimy konie różnej budowy, umaszczenia i wzrostu. A jednak wszystkie konie pełnej krwi, niezależnie od dzielności wyścigowej, wykazują pewne podobieństwo, coś, co wyróżnia jespośród innych ras koni,pewien rodzaj rodzinnego podobieństwa. Co jest tego powodem?
Selekcja materiału hodowlanego i znaczny potencjał energii nerwowej. Energia ta, która nie jest odziedziczalna wedle praw Mendla, w dużej mierze decyduje o szybkości konia. Także i sama szybkość, a właściwie jej odziedziczalność, nie podlega prawom Mendla i jest niejako sumą różnych cech dziedziczonych w ten sposób, jednak związanych zawsze z potencjałem energii nerwowej.

Przestudiujcie dokladnie rodowód jakiegoś prawdziwie klasowego konia, a zobaczycie, że zapas energii nerwowej dziedziczy się jedynie po przodkach w prostej linii męskiej i żeńskiej, podczas gdy wszystkie inne cechy dziedziczą się według praw Mendla.
Potwierdzenie tego zjawiska znajdziemy analizując przykłady ogierów, a przede wszystkim klaczy, które przez 4-5 lat poddawane były ostremu treningowi na dłuższych dystansach, zużywając w ten sposób swój zapas energii nerwowej. Z reguły takie właśnie konie na początku swej kariery hodowlanej są słabymi reproduktorami czy matkami stadnymi. Przekazują one potomstwu niemal wyłącznie cechy odziedziczalne według praw Mendla. I tak przychodzą na świat konie poprawne pokrojowo i dobrze rozwinięte, jednak na torze wyściogowym rzadko wykazują się klasą i nierzadko ulegają w gonitwach mniej doskonałym pod względem anatomicznym konkurentom. Dlaczego?
Dlatego, że konie te odziewdziczyły nikły zapas energii nerwowej po rodzicu wyczerpanym mnadmiernym długotrwałym wysiłkiem.
Potomek taki, galopując wolniej zdoła nadrobić i zakumulować energię atawistyczną, którą następnie może przekazać swemu potomstwu.
To samo zjawisko ma miejsce w przypadku koni poddawanych dzialaniu środków dopingujących.
Niektórzy trenerzy, aby łatwiej osiągnąć zwycięstwo aplikują swoim wychgowankom zastrzyki z kofeiny, olejku kamforowego bądź innych środków podniecających (co jest oczywiście zabronione). Konie takie, choć osławione wielkimi zwycięstwami, zawsze okazują się słabymi reproduktorami, przynajmniej w pierwszych latach swej kariery hodowlanej. Natura narzuca jedno pokolenie wypoczynku.
To wszystko wskazuje nam, że należy wziąć pod uwagę jeszcze jeden czynnik: jakość materiału hodowlanego, na którego bazie wyhodowany został koń pełnej krwi.
Hodowcy dążyli zawsze do uzyskania u swych koni jak największej szybkości, która nie jest cechą odziedziczalną według praw Mendla, a jedynie kombinacją cech dziedziczonych w ten sposób, uporządkowanych siłą impulsu energii nerwowej.
Cechy morfologiczne dziedziczone według praw Mendla są także przekazywane przez rzodków, którzy wcześniej musieli zdać surowy egzamin na torze wyścigowym.
Lecz nawet ilość energii nerwowej i jakość materiału hodowlanego mają pewien limit. Limit ten musi być wyznaczony przez jakieś prawo biologiczne. Jakie to prawo, można wydedykować z moich statystyk dotyczących zwycięzców angielskiego Derby.
Przeczytajcie raz jeszcze powyższe statystyki i przestudiujcie je dokładnie.
Mam nadzieję, że wszyscy czytelnicy, a przede wszystkim naukowcy, będą mogli sformułować to prawo mniej więcej w ten sposób:
W walce, stanowiącej selekcję materiału hodowlanego rasy koni pełnej krwi, żadna linia ani też rodzina nie jest w stanie utrzymać supremacji dłużej niż przez kilka pokoleń.
Maksymalna ilość generacji wyznaczona jest przez naturę.

Po osiągnięciu tego limitu, dominujący w linii prostej reproduktor musi ustąpić miejsca innemu, o niewiele niższych walorach indywidualnych.
Czasem jest to nawet koń blisko z nim spokrewniony, lecz w większości wypadków należy do zupełnie nowej linii, jest to kolejny założyciel nowego cyklu, który również jest ograniczony. Linia pierwotna może odzyskać prymat po okresie niezbędnym na regenerację sił. Całe życie stanowi więc kolejno zużywanie energii w celu uzyskania supremacji oraz regeneracja utraconej energii, aby móc na nowo rozpocząć walkę o prymat. Prawo to proponuję nazwać
Prawem Maksymalnych Zmiennych.
Jeśliby nie istaniało prawo określające pułap progresu ewolucyjnego, świat szybko uległby całkowitemu przetworzeniu. Dzięki zjawisku heterozji, selekcji i ewolucji, człowiek mógłby wyhodować groch wielki jak dynia i dynię małą jak groszek. I nawet Burbank, słynny hodowca kwiatów i owoców, żarliwy wyznawca Lamarcka i Darwina, pisze, że nigdy nie uda się dojść do takich właśnie rezultatów.
A zatem także i on uznaje istnienie maksymalnych limitów, lecz nie wie, w jaki sposób ten limit funkcjonuje. Gdyby takie prawo nie istniało, specjaliści od higieny, drogą selekcji wśród długowiecznych rodzin, mogliby spowodować, że że drogą selekcji po trwającej kilka miliardów lat ewolucji, ludzie staliby się praktycznie nieśmiertelni.
Jeśliby też ludzkość w tym czasie nie zaprzestała rozmnażania \się, wkrótce przestałyby istnieć morza, góry, rośliny i zwierzęta. Ziemia zmieniła by się bowiem w jedno wielkie ciało ludzkie, zawrotnie krążące wokół słońca. Istoty żyjące na Ziemi z konieczności musiałyby się stać kanibalami i mordowałyby się wzajemnie w celu utrzymania nieśmiertelności (powieści Wells’a). Ta teoria nie jest o wiele mniej prawdopodobna niż ta, którą z uporem lansują niektórzy uczeni, którzy po zbyt dużym hauście wysokoprocentowego wina wiedzy, widzą podwójnie i opisują człowieka przyszłości jako wielkogłowego, bezzębnego potworka o miniaturowym żołądku, jako że jego jedyne pożywienie stanowić mają pigułki.
Jednak żelazne prawo maksymalnych zmiennych czuwa. Im bardziej efektywne są starania lekarzy ratujących ludzi, którzy wcześniej skazani byliby na nieuchronną śmierć, tym bardziej okrutna i groźna staje się każda wywoływana przez ludzi wojna.
Filozofie historycy powinni dokładniej przestudiować cykliczne występowanie wojen, by sprawdzić czy także nie podlegają one prawu maksymalnych zmiennych, opartym być może na liczbie „3”, jak dowodzą moje badania nad końmi pełnej krwi.
Powiedziałem być może opartych na liczbie „3”, ponieważ ta właśnie liczba wydaje się mieć jakieś specjalne znaczenie.
W każdym razie, gdyby któregoś dnia okazało się, że supremacja może trwać także i przez cztery generacje, sedno sprawy pozostałoby to samo.
Tak więc liczba „3” byłaby maksymalną granicą, do jakiej dochodzą w postej linii męskie i żeńskie rody zwycięzców, jak wykazują moje badania nad sięgającymi dnia dzisiejszego statystykami.

W ciągu 156 lat około miliona koni pełnej krwi miało możność uczestniczyć w walce o zdobycie „błękitnej wstęgi” Derby. Wśród nich 156 koni zdobyło laury zwycięskie w tejże gonitwie i to one właśnie tworzą „klasę dominującą”, obejmującą najcenniejsze reproduktory. Jednak żaden z nich nie zdołał dotąd zapewnić swej krwi supremacji dłużej niż przez trzy pokolenia w prostej linii męskiej czy też żeńskiej.
Prawo maksymalnych zmiennych znajduje swoje najlepsze odzwierciedlenie na przykładzie rasy ludzkiej. Człowieka odróżnia od innych stworzeń zmysł obserwacji i chęć poszukiwania wciąż nowych prawd. Największych odkrywców nowych prawd określa się mianem geniuszy. Jednak rodzą się oni niezmiernie rzadko. I nigdy dotąd nie zdarzyło się jeszcze, aby z kolei ich dzieci odzieczyły wyjątkowe walory intelektualne rodziców, nie wspominając o progresie w tej dziedzinie.
Aby mógł się narodzić kolejny geniusz, trzeba ponownie odwołać się do niższego poziomu inteligencji.
W selekcji intelektualnej rasy ludzkiej limit maksymalnych zmiennych wynosi jedno pokolenie. Nie powinniśmy jednak dziwić się potencjalnemu znaczeniu przypisywanemu liczmbom „3” i „1”, lecz zastanowić się nad ich ewentualnymi wpływami, jak Pitagorejczycy, którzy każdej liczbie przypisywali właściwościo magiczne.




Powrót do treści | Wróć do menu głównego