Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Tor krakowski 2012


Zosia Wiktorzak

TARAN NA KRAKOWSKIM TORZE

Wrażenia z inauguracji wyścigów na pierwszym prywatnym torze wyścigowym w SK Wiśnicz
15 sierpnia 2012 r.

Niczego dobrego nie spodziewałam się, jadąc do Buczkowa-Dabrówki, tym bardziej, że miałam trudności z trafieniem na miejsce. Nigdy nie byłam jeszcze na prywatnym torze (nic zresztą dziwnego - SK Wiśnicz pierwszy po wojnie go zorganizował) , stąd moje złe przeczucia. Okazało sie jednak, że organizatorzy postarali się i zostałam przyjemnie zaskoczona.
Nie oznacza to, że wszystko zapięte było na ostatni guzik: brakowało terenu do stępowania, było sporo gliny, również na torze, co groziło poślizgiem szczególnie w okresie opadów. Zakręty toru ostre - przede wszystkimi ten przed prostą, który ma prawie 90 stopni, więc nieprzyjemnie się go bierze w galopie.
Mimo tych niedomogów, które nie dziwią przy stawianiu pierwszych kroków, jestem pełna sympatii dla tej próby przełamania monopolu wyścigowego i uznania dla wszystkich, którzy przyczynili się do zrealizowania tego przedsięwzięcia.
Było wszystko, do czego jestem przyzwyczajona: na torze funkcjonowała komisja techniczna i sędziowie z Wrocławia, przed wejściem na padok konie odprawiał weterynarz. Boksy dla koni były przestronne i czyste, zorganizowano nawet dżokejkę.
Tor nie posiada maszyny startowej, więc starty były wolne, na chorągiewkę z udziałem kontrstartera. Wszystko odbywało się nad podziw planowo i bez zakłóceń.
Najbardziej zaskoczyła mnie frekwencja. Tak w sumie niewielka impreza zainteresowała całą masę ludzi. Myślę, że jeśli przeliczyć proporcje Służewiec może poczuć trochę zazdrości tym bardziej, że na "trybunach" nie było ani jednego gracza (brak zakładów).


















Podobała mi się również oprawa: grill, kiermasz ze sprzętem jeździeckim, atrakcje dla dzieciaków, a przede wszystkim - dwa konie, na których każdy mógł spróbować postawić "pierwszy jeździecki krok". Pomysł bardzo dobry, cieszył się dużym wzięciem. Uważam, że należałoby pomyśleć o podobnym urozmaiceniu gonitw na Służewcu.
Sympatycznie wypadły też gonitwy włościańskie. Uczestniczyły w nich konie różnych ras i jeźdźcy o różnym stopniu przygotowania. Instruował ich i pieczę nad nimi trzymał Bolek Mazurek, legenda polskiego sportu wyścigowego.
Gonitwy wzbudziły duże emocje wśród zgromadzonej publiczności i przebiegły bez żadnych problemów.
Tak jak wspomniałam na całośc imprezy patrzyłam początkowo krytycznie, przyzwyczajona do profesjonalizmu. Teraz stwierdzam: powinno być więcej takich inicjatyw i - jak w tym wypadku - organizacją powinni się zajmować fachowcy z doświadczeniem. Wówczas nawet w skromnych warunkach wyjdzie coś fajnego, a ludzie, którym trudno wybrać się do Warszawy czy Wrocławia, zyskują szansę odetchnięcia atmosferą wyścigów konnych.

Mam nadzieję, że na następną imprezę też pojadę i namawiać będę szefa Stajni Taran, by znowu wysłał swoją ekipę. Stasiu na pewno przyzwyczai się do nowego i postara bardziej.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego