Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

viritim


Christina Lipińska

VIRITIM

Powrót z zapomnienia

Takie historie znajdują przeważnie swój epilog gdzieś w bolońskiej restauracji, czy na ulicznym straganie w kazachskiej Astanie. Czasami jednak byli sportowcy z toru wyścigowego unikają gastronomicznego końca swojej kariery i dzięki wrażliwości miłośników koni dostają szansę drugiego życia. Życia, w którym znowu są potrzebne i docenianie. A nawet kochane.

Zajmując się tematem tegorocznych stanówek zupełnie przypadkowo natknęliśmy się na historię Viritima.

Agnieszka Rybaczyk:
"Zdaję sobie sprawę, że są lepsze wierzchowce pełnej krwi dostępne na Polskim rynku, ale w głębi serca chowam nadzieję, że ten ogier zostawi jakiś ślad w historii naszej hodowli. Powodem jest chociażby udokumentowana kariera wyścigowa oraz fakt, że jest synem Viody po Dakota i Winds of Light. Viritim jest niezwykle zrównoważony, co przekazuje potomstwu.
Nasza próba zwrócenia uwagi na Viritima nie jest walką o "super jedynkę". Uważam, że powinna być różnorodność wśród ogierów po to, aby dobrać jak najkorzystniejsze cechy do uzyskania potomstwa u klaczy ... zwłaszcza tych z polskiej hodowli,
przeżywającej od pewnego czasu
kryzys."


Robert Zieliński:
"Viritima pamiętam z toru: siwy, wyrośnięty, ładny koń. Był niezły w biegach płaskich. Walicki był jego właścicielem lub współwłaścicielem - kupili go w Kozienicach i bardzo dobrze się zapowiadał. Miał chyba biegać Derby w Austrii, ale wtedy coś mu się stało,
zdaje się, że miał kłopoty z oddechem. Chyba po jakimś zabiegu i przestawieniu na płoty znów bardzo dobrze się ścigał i wygrywał. Jeździł na nim Śmigielski, chyba na jednym ze zdjęć umieszczonych przez niego na finiszu siedzi własnie na Viritimie. Na pewno atutem ogiera jest Dakota jako ojciec matki."

Roman Śmigielski:
"Viritim był w trenigu u mego trenera, A. Walickiego, jednego z najlepszych trenerów na Służewcu. Trener zdecydował, aby go naskakiwać na płoty. Rumak miał cudowny charakter - zawsze był skory do trenigu.
W wyścigach płaskich kapkę się nabawił boleści łopatkowych, ponieważ nieraz tor w upały kiepsko polali albo wogóle i normalnie był jak beton. Viritim był typowym sztejerem, czyli trzymającym dystans. Wygrałem na nim chyba 5 razy gonitwy płotowe na różnych dystanasach, poczynając od 3000 m do 3600 m. Im dłużej było, tym dla niego lepiej. Strasznie dobrze skakał i do tego w tempie, co w wyścigach płotowych jest podstawą. Zawsze przed wyścigiem chodził w maszynie, tak pół godzinki, ażeby się rozprężył i ze wzgledu na jego łopatki. (...)

Viritim to był rumak mego życia, dzięki niemu zaistaniłem w gonitwch płotowych. Jak zobaczyłem jego fotkę na padoku, aż łzy mi pociekły. Dużo mu
zawdzięczam, proszę napisz to ..."

Agnieszka Rybaczyk:
"Ogiera kupiliśmy w okolicach Kałuszyna. Był tam użytkowany przez okres ok. 6 lat wyłącznie do jazdy rekreacyjnej. Jego właścicielka zupełnie nie wiedziała co posiada, co z nim zrobić. Na szczęście starała się o niego dbać.
Kasi spalił się dom, a wraz z nim m. in. dokumenty Viritima. Wydaje mi się, że decyzję o sprzedaży ogiera podjęła pod naciskiem męża. Ona bardzo kochała tego konia i byłaby to ostatnia rzecz, którą by zrobiła, gdyby nie nieszczęście które spotkało jej rodzinę. Kasia mówiła nam, że tak jak stali, tak zostali z niczym - ogień zabrał cały ich dobytek. Dzięki Bogu nikomu nic się nie stało.
Potem było już tylko życie, na wszystko brakowało grosza. Zapadła decyzja o sprzedaży Virka - bo tak zdrobniale nazywamy konia. Na domiar złego, po rozstaniu z siwym przyjacielem dziewczynie padła folblucia klacz, a w styczniu 2011 r., przygnieciony przez matkę - źrebak, folblut po Viritimie od klaczy Bali. Kasia dała mu na imię Bastion. Proponowaliśmy jej stanówkę Viritimem bezpłatnie, ale dziewczyna uwierzyła w przesąd, że sprzedając siwego straciła szczęście do folblutów.
W sprawie kupna Viritima zgłaszali się sami handlarze - celem była droga w jedną strone i próba wyrwania konia za jak najniższy grosz. Mimo, że nie miałam żadnych informacji o tym ogierze czy jego potomstwie, jak tylko się dowiedziałam, że taka sytuacja ma miejsce - wyciągnęłam ostatni grosz, troche pożyczyłam od sąsiadów i pojechałam po konia, którego widziałam tylko w ogłoszeniu na giełdzie internetowej.
W dniu zakupu kariera, którą podsunęła mi Kasia nic mi jeszcze nie mówiła. Otrzymałam od niej protokół ze straży pożarnej i zaświadczenie z PKWK, gdzie było potwierdzenie, że koń jest własnością Kasi męża oraz jego dane z paszportu. Siwy ma palenia kozienickie, więc jego tożsamość nie budzi wątpliwości. Później próbowałam szukać danych z jego historii i tak gdzieś wirtualną drogą poznałam wspaniałego człowieka, jakim jest pan Roman Śmigielski, który udostępnił mi to co miał o naszym dzielnym koniu.
Nie potrafię dziś wytłumaczyć, co takiego w Viritimie było, ale czułam, że ma w sobie coś niezwykłego... Myślę, że tak jak żaden inny koń, łączy ze sobą ludzi. Dzięki siwemu utrzymuję znajomość z Kasią do dziś. Prowadzi w tej chwili hodowlę koni zimnokrwistych oraz wynajmuje wolne boksy. Mieszka w nowym domu w Milewie, na który niełatwo było zapracować.
Wiem, że Viritim zanim trafił do Kasi został zakupiony gdzieś do szkółki, w której nie miał łatwego życia. Uchodził za konia nadzwyczaj łagodnego i zrównoważonego, a przy tym twardego i pracowitego. Potwierdzam ten fakt, choć u nas służy bardziej jako koń spacerowy na niewielkie wypady w teren. Staramy sie go maksymalnie oszczędzać - być może doczeka się jakiegoś potomka klasy sportowej? Zobaczymy ...

Viritim jest u nas od 30 lipca 2010 roku. Nie mieliśmy wątpliwości co do tego, że nasza stajnia przyjmie jego imię. Zapoczątkował u nas coś, czego nie da się powtórzyć..."

Materiał, który zaprezentowaliśmy nie jest reklamą z okazji okresu stanówkowego. Umieściliśmy go, gdyż nawiązuje do tematu, który nas żywo interesuje. Konie wyścigowe żyją w naszej świadomości 2-3, czasami 4 lata. Dobrze wiemy, jaki często spotyka je los.

Pani Agnieszka tak zakończyła swoją wypowiedź o historii Viritima:
"W obliczu dzisiejszych, trudnych dla polskiego jeździectwa czasach, można ją opowiadać, aby utwierdzić ducha walki w każdym z nas."
Dodajmy: i wiarę w dobrą wolę ludzi.




Powrót do treści | Wróć do menu głównego