: 24 wrz 2024, 16:57
Powyżej Wiktor Libicz jako gość.
A może warto zablokować możliwość pisania jako gość? Każdy może się anonimowo zarejestrować pod dowolnym nickiem. Tymczasem ciężko się tu połapać które posty są pisane przez te same osoby, a które przez inne.tx pisze:
Uwaga organizacyjna: piszący jako goście, szczególnie powtarzający
swoje wpisy mogliby dodać jakieś pseudonimy, dla prostego rozróżnienia.
Tu muszę sprostować, Jerzy Sawka nie optował za wycofaniem się TS ze Służewca, opisywał jedynie tragiczną sytuację polskich wyścigów i ostrzegał, że w każdej chwili mogą upaść.Anonymous pisze:Ci goście wieszczący rychły upadek Służewca i wyścigów i piętnujący trenerów po imieniu zalatują Partynicami. Niestety. Któż inny, jak nie sam pan Sawka z przybocznym Zalewskim optował w Senacie za wycofaniem się TS ze Służewca i biadolił ile to nasze państwo wydaje na "garstkę hazardzistów". Ciekawe czy pan Sawka zrezygnował by z dotacji miasta Wrocław na cele wyścigowe? A wszystko przez to, że nie powołano go na stanowisko prezesa PKWK.
Szkoda, że nie można tutaj lajkować. Gdyby była taka możliwość, oznaczyłbym tak większość wypowiedzi tego Gościa.Anonymous pisze: Oczywiście. Każdy, kto nie chwali, to nienawistnik. Można tylko klaskać.
Gdy weszła w życie umowa z TS, była powszechna euforia. Nagrody były relatywnie wysokie. W 2015 r. za wygranie III grupy 7000, dziś jest 8000. Uwzględniając inflację, nagrody były około dwukrotnie wyższe niż obecnie. Te pieniądze wpompował TS, a przejedzone zostały przez szeroko pojęte środowisko wyścigowe.
Dalej same nieścisłości. Gracze, przynajmniej wyścigowi, nie utrzymują Trafu. Gdyby tak było, to by nie notował corocznie strat, tylko zyski lub przynajmniej wychodził na zero. Utrzymują go grający w inne gry i z tych zysków pokrywa straty. Te zyski powinny trafić do Skarbu Państwa, ale nie trafiają, więc można powiedzieć, że to właśnie on utrzymuje Traf, a pośrednio wyścigi.
Właściciele utrzymują wyścigi - wierutna bzdura powtarzana od lat. Skoro utrzymują, to po co im nagrody? Właściciele utrzymują swoje konie, na tej samej zasadzie, co każdy utrzymujący swojego kota. Płacą za wyżywienie i opiekę weterynaryjną. Koń wymaga większych nakładów, bo nie da się go trzymać w domu. Oddając konia do treningu wyścigowego, płacą dodatkowo za trening, ale liczą na zwrot z nagród. Sprawiedliwie rzecz traktując, należałoby policzyć, jak procentowo wysokość nagród ma się do kosztów treningu. Ale samego treningu, bez uwzględnienia kosztów paszy, wynajmu boksów i innych, które i tak właściciel musiałby ponieść, jeśli ma kaprys posiadać konie.
Właściciele utrzymują, owszem, ale nie wyścigi, tylko trenerów i personel w stajniach.
Cały problem polega na tym, że to szeroko pojęte środowisko nie czuje żadnego bezpośredniego związku pomiędzy jakością wyścigów a ich dochodami. Ich utrzymują właściciele. Gdyby było tak, że ich dochody by zależały od wyników finansowych z totalizatora, a straty by musieli pokrywać z własnej kieszeni, to by się diametralnie zmienił sposób myślenia. A tak przecież jest w każdej prywatnej firmie. Jak nie sprzedaż tego, co wyprodukowałeś, to plajtujesz. I państwo nie sypnie groszem, by cię ratować.
Taa, lajkowanie jako sposób wyrażania emocji jest dość nieprecyzyjny. Jarkowi podoba się wpis gościa, ale czy na pewno wszystko? Dlaczego nikt z Państwa nie bierze przez uwagę, że w chwili wejścia TS na Służewiec, istniała lokata, która finansowała nagrody. Ze sprawozdania z posiedzenia Rady PKWK z 2011 roku wynika, ze ówczesny dyrektor Toru, Pan Bąkowski, szacował zwiększenie obrotów , szczególnie na gry proste.Jarek pisze:Szkoda, że nie można tutaj lajkować. Gdyby była taka możliwość, oznaczyłbym tak większość wypowiedzi tego Gościa.Anonymous pisze: Oczywiście. Każdy, kto nie chwali, to nienawistnik. Można tylko klaskać.
Gdy weszła w życie umowa z TS, była powszechna euforia. Nagrody były relatywnie wysokie. W 2015 r. za wygranie III grupy 7000, dziś jest 8000. Uwzględniając inflację, nagrody były około dwukrotnie wyższe niż obecnie. Te pieniądze wpompował TS, a przejedzone zostały przez szeroko pojęte środowisko wyścigowe.
Dalej same nieścisłości. Gracze, przynajmniej wyścigowi, nie utrzymują Trafu. Gdyby tak było, to by nie notował corocznie strat, tylko zyski lub przynajmniej wychodził na zero. Utrzymują go grający w inne gry i z tych zysków pokrywa straty. Te zyski powinny trafić do Skarbu Państwa, ale nie trafiają, więc można powiedzieć, że to właśnie on utrzymuje Traf, a pośrednio wyścigi.
Właściciele utrzymują wyścigi - wierutna bzdura powtarzana od lat. Skoro utrzymują, to po co im nagrody? Właściciele utrzymują swoje konie, na tej samej zasadzie, co każdy utrzymujący swojego kota. Płacą za wyżywienie i opiekę weterynaryjną. Koń wymaga większych nakładów, bo nie da się go trzymać w domu. Oddając konia do treningu wyścigowego, płacą dodatkowo za trening, ale liczą na zwrot z nagród. Sprawiedliwie rzecz traktując, należałoby policzyć, jak procentowo wysokość nagród ma się do kosztów treningu. Ale samego treningu, bez uwzględnienia kosztów paszy, wynajmu boksów i innych, które i tak właściciel musiałby ponieść, jeśli ma kaprys posiadać konie.
Właściciele utrzymują, owszem, ale nie wyścigi, tylko trenerów i personel w stajniach.
Cały problem polega na tym, że to szeroko pojęte środowisko nie czuje żadnego bezpośredniego związku pomiędzy jakością wyścigów a ich dochodami. Ich utrzymują właściciele. Gdyby było tak, że ich dochody by zależały od wyników finansowych z totalizatora, a straty by musieli pokrywać z własnej kieszeni, to by się diametralnie zmienił sposób myślenia. A tak przecież jest w każdej prywatnej firmie. Jak nie sprzedaż tego, co wyprodukowałeś, to plajtujesz. I państwo nie sypnie groszem, by cię ratować.