Tych, których już nie ma
: 05 sie 2018, 23:38
Wczoraj, 4 sierpnia minęło siedem lat od śmierci niesamowitej, zawsze uśmiechniętej Kasi Szymczuk, jedynej kobiecie której udało się wygrać Wielką Warszawską. Jezdziła do 2001 roku, wygrywając 151 gonitw.
Pamiętamy, Kasiu, spoczywaj w pokoju. [*]
Garść wspomnień.
"Katarzyna Szymczuk, dżokejka, 151 wygranych gonitw
Z wykształcenia jestem pielęgniarką, ale nigdy nie pracowałam w zawodzie. Skończyłam, jak mówi mój tato, przy końskim zadzie. Kiedy przyszłam do stajni, miałam 14 lat. Nie myślałam o wyścigach, ale byłam lekka i wypchnęli mnie na siłę. 'Co dżokeje robią, że tak szybko jeżdżą?' - pytałam. Teraz wiem, że czasem trzeba bacikiem pod łopatkę, cugle podebrać, dwa razy cmoknąć. Każdy koń jest inny, ale każdy ma ten sam instynkt. Uczy je się od małego, że po wejściu do maszyny startującej zamykane są drzwiczki, a kiedy się otworzą, one muszą biec galopem. Pierwszy swój wyścig wygrałam jeszcze we Wrocławiu. W 1994 roku przyjechałam do Warszawy. Mój mąż był tu dżokejem. Miałam fanów (kiedy wygrywałam) i wrogów (kiedy się nie udawało), rozdawałam autografy. Oficjele przyjeżdżali na padok. Prezydent Warszawy i inni. Teraz przysyłają zastępców. Jeździłam do roku 2001 z przerwą na urodzenie dziecka. Jak śpiewa Markowski: 'Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść'. Do stajni przychodzę codziennie. Robię przejażdżkę albo dwie. Sprzątam boksy i śmieję się, że tylko widły mi zostały."
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obc ... rects=true
A tu wspomniana Wielka Warszawska i wygrana Kasi na Wolarzu w 1995 roku
https://www.youtube.com/watch?v=JGVm_Kgc2FY
Pamiętamy, Kasiu, spoczywaj w pokoju. [*]
Garść wspomnień.
"Katarzyna Szymczuk, dżokejka, 151 wygranych gonitw
Z wykształcenia jestem pielęgniarką, ale nigdy nie pracowałam w zawodzie. Skończyłam, jak mówi mój tato, przy końskim zadzie. Kiedy przyszłam do stajni, miałam 14 lat. Nie myślałam o wyścigach, ale byłam lekka i wypchnęli mnie na siłę. 'Co dżokeje robią, że tak szybko jeżdżą?' - pytałam. Teraz wiem, że czasem trzeba bacikiem pod łopatkę, cugle podebrać, dwa razy cmoknąć. Każdy koń jest inny, ale każdy ma ten sam instynkt. Uczy je się od małego, że po wejściu do maszyny startującej zamykane są drzwiczki, a kiedy się otworzą, one muszą biec galopem. Pierwszy swój wyścig wygrałam jeszcze we Wrocławiu. W 1994 roku przyjechałam do Warszawy. Mój mąż był tu dżokejem. Miałam fanów (kiedy wygrywałam) i wrogów (kiedy się nie udawało), rozdawałam autografy. Oficjele przyjeżdżali na padok. Prezydent Warszawy i inni. Teraz przysyłają zastępców. Jeździłam do roku 2001 z przerwą na urodzenie dziecka. Jak śpiewa Markowski: 'Trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść'. Do stajni przychodzę codziennie. Robię przejażdżkę albo dwie. Sprzątam boksy i śmieję się, że tylko widły mi zostały."
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obc ... rects=true
A tu wspomniana Wielka Warszawska i wygrana Kasi na Wolarzu w 1995 roku
https://www.youtube.com/watch?v=JGVm_Kgc2FY