Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

02.05.2025 To przez was



02.05.2025

To przez was wyścigi umierają!




Jakiś czas temu na łamach naszego forum ogłosiliśmy, iż między innymi z powodu nieprzyznania nam stałych akredytacji prasowych na sezon 2025 zamykamy Tower-Racing, gdy tylko skończą się płatności za serwer i domenę. Nasz wpis stworzony został pod wpływem emocji i chcielibyśmy poinformować, że zmieniliśmy zdanie. Tower-Racing będzie istnieć, gdyż jego łamy oraz przynależące forum internetowe są jedynym miejscem w wyścigowej sieci (a może i w całej polskiej sieci), gdzie każdy - bez cenzury - może wyrazić swoją opinię na temat tego, co dzieje się w środowisku końskim. Mimo faktu, że wyścigi w Polsce umierają, ten portal będzie istniał do samego końca, ponieważ jesteśmy to winni wszystkim sympatykom tego sportu, którzy do tej pory nas odwiedzali. Także użytkownikom niepałającym sympatią do redakcji Tower-Racing i wielokrotnie to podkreślającym. Również na naszym forum.
Chcielibyśmy jednak temat nieszczęsnych akredytacji prasowych wykorzystać jako punkt wyjścia do głębszych rozmyślań. Od kilku lat obserwujemy, jak wyścigi powoli umierają. I to nie tylko przez zakusy spółek Skarbu Państwa, które chcą postawić w tym miejscu apartamentowce. Także przez osoby ze środowiska, którym teoretycznie dobro wyścigów konnych powinno leżeć najmocniej na sercu.

Żywe i martwe duchy minionych dni


Nasza redakcja pojawiła się na Torze Wyścigów Konnych Służewiec w 2009 roku, czyli 16 lat temu. Były to czasy, gdy transmisje z wyścigów wyglądały mniej profesjonalnie (choć o profesjonalizmie obecnych również można by długo dyskutować), wszystko odznaczało się specyficzną swojskością i minimalizmem. Jednak w tamtych latach wyścigi tworzyli ludzie, których charakteryzował nie tylko niezwykły profesjonalizm, ale także pasja do swojej pracy oraz miłość do tego sportu.
Wspomnijmy zmarłego przed siedmiu laty sędziego u celownika - Pana Krzysztofa Chmiela - człowieka sprawiedliwego, pełnego klasy, jak nikt znającego się na swoim fachu. Ale też człowieka, który na naszych oczach niemal płakał ze wzruszenia, gdy po wielu latach na golejewskich pastwiskach rozpoznała go jego ukochana klacz. Dziś ze świecą szukać pracownika Toru, któremu tak mocno zależałoby na zwierzętach. Pan Chmiel był szczerze poruszony, nie robił tego na pokaz, nie nagrał w trakcie live’a na media społecznościowe czy nie poprosił o sesję zdjęciową.
Wspomnijmy zmarłą przed czterema laty Panią Teresę Ziemiańską - matkę utytułowanego trenera Krzysztofa Ziemiańskiego oraz żonę wspaniałego dżokeja i szkoleniowca Bogdana Ziemiańskiego. Pani Teresa, odznaczająca się zawsze dużą klasą oraz kulturą osobistą, zajmowała się księgowością i to dzięki niej Służewiec jeszcze istnieje, gdyż dawno temu wpisała go do Rejestru Zabytków. Nie zrobiła tego dla siebie, nie zrobiła tego, by coś na tym zyskać - zrobiła to po prostu z miłości do Toru, sportu oraz koni. Nie poprosiła wówczas, żeby szumnie ogłosić jej czyn w prasie, nie czekała na pochwały, nie szukała poklasku.
Wspomnijmy wreszcie o żywych, równie wspaniałych osobistościach związanych z Torem, które już nie pracują w zawodzie. Mowa m.in. o niezwykle utytułowanym trenerze Andrzeju Walickim, który zawsze walczył o rozwój wyścigów i nigdy nie myślał wyłącznie o sobie. Mowa o trenerze Józefie Siwoni, człowieku wyjątkowo kompetentnym i sympatycznym, który miał łzy w oczach, gdy jego koń mijał linię mety na pierwszym miejscu. Moglibyśmy tak wymieniać bez końca postacie, które już rzadko widujemy na Służewcu. Ludzie ci tworzyli klimat tego miejsca, byli jego sercem, duszą i obrońcami. Nie zajmowali się wyłącznie treningiem koni, wykonywali swoją pracę z pasją i zaangażowaniem.
Gdy trafiliśmy na Tor w 2009 roku właśnie ci ludzie (i mnóstwo innych, których nie sposób wymienić, gdyż publikacja byłaby zbyt długa) stanowili sól wyścigów. Patrzyliśmy na nich i podziwialiśmy za to, że mimo kilkudziesięcioletniej rutyny nadal kochają ten sport. Imponowało nam, że nie traktują koni jak dojnych krów, z których można wydoić dla siebie dobrą, pełną luksusów przyszłość. To właśnie ci ludzie zarazili nas pasją do wyścigów i to między innymi dzięki nim pragnęliśmy propagować szerzej ten sport, co skończyło się ostatecznie założeniem redakcji Tower-Racing 13 lat temu.
Po Służewcu wciąż krążą żywe i martwe duchy minionych dni oraz osób tworzących niegdyś ten Tor. Krążą i patrzą na to, jak dzieło ich życia jest powoli rozrywane przez ludzi nie mających ani kompetencji, ani dobrych intencji. I to o nich teraz będzie mowa.

Kto zabija wyścigi na Służewcu (i nie tylko)?


Wyścigi na Służewcu, niegdyś zdominowane przez pasjonatów, teraz stały się prywatnym poletkiem kilku grup osób całkowicie nie zainteresowanych ich dobrem czy przyszłością. Osób, dla których sens tego sportu opiera się na zrobieniu sobie zdjęcia na tandetnym, czerwonym dywanie przy plastikowym koniku, poczęstowaniu się niesmacznymi krówkami zakupionymi przez Organizatora na promocji w Biedronce oraz przypięciu sobie wątpliwej urody kotylionu do piersi.
Wyścigi zdominowane zostały przez samozwańczych trenerów z Pcimia Dolnego czy innych odległych od Warszawy miejsc na mapie Polski, którzy pierwszy raz konia zobaczyli na filmie "Niepokonany Seabiscuit" czy "Niezwyciężony Secretariat".
Służewiec promują teraz dziennikarze (oczywiście nie mówimy tutaj o wszystkich przedstawicielach tej grupy), którzy przychodzą na Tor tylko w ważne dni wyścigowe i przed napisaniem relacji z przebiegu gonitw nawet nie zadadzą sobie trudu przeprowadzenia researchu i zapoznania się z tematem.
Wysokie służewieckie stanowiska okupowane są przez młode dziewczęta i kobiety, których jedyną kompetencją jest umiejętność obsługiwania mediów społecznościowych, prowadzenia długich rozmów video rodem z korporacji czy zarządzania samozwańczymi influencerami. Poza tą młodszą grupą jest także grupa starszych kobiet - pań w wieku średnim, których największym zawodowym osiągnięciem jest nieprawy związek z wysoko postawionym przedstawicielem spółki Skarbu Państwa lub fakt posiadania ubeckiego pochodzenia.
Nie tylko Służewiec, ale ogólnie wyścigi konne w Polsce zabijają też osoby zainteresowane wyłącznie pięciem się po coraz wyższych szczeblach hierarchii. Ludzie ci zajęci są wyłącznie wymyślaniem intryg czy wykorzystywaniem modnych teraz kwestii mobbingu bądź homofobii w imię dopchania się do przysłowiowego koryta. Za upadek wyścigów odpowiadają osoby będące w stanie narazić się na gniew sympatyków wyścigów tylko po to, by tylko spróbować przeprowadzić - kolejny już - zamach na ważne stanowisko, takie jak chociażby stołek prezesa PKWK.
Za upadek tego sportu odpowiadają też wysoko postawione osoby, które plują w twarz dziennikarzom, właścicielom czy hodowcom, niejednokrotnie łączącym wszystkie te trzy funkcje, oferując im skandalicznie niskie stawki za dotychczas wykonywaną pracę. Wszystko po to by - tak jak nas poprzez nieprzyznanie redakcji Tower-Racing akredytacji prasowych – zmusić ich do samodzielnego wycofania się i zrezygnowania z dalszej współpracy. Wspomniani ludzie szykanują też pasjonatów, takich jak chociażby my, którzy zawsze mówią prawdę, także tą niewygodną.
A wreszcie - śmierci Służewca winna jest reszta środowiska - kibice, właściciele, gracze, trenerzy, fotografowie, dziennikarze, którzy od lat przymykają oko na stale zmniejszającą się liczbę dni wyścigowych, uśmiercanie polskiej hodowli, niewłaściwe przygotowanie bieżni narażającej zdrowie i życie ludzi oraz koni, skandaliczny sposób traktowania, brak spełnienia wcześniej składanych obietnic i mnóstwo innych kwestii. Kochacie konie, ale przez to, że patrzycie tylko na czubek własnego nosa, przyczyniacie się do niszczenia wyścigów. Nie macie złych intencji, jak wspomniani w tym artykule ludzie, ale dokładacie swoją cegiełkę do zagłady Toru, zadowalając się bylejakością i ciesząc każdym ochłapem, który rzucą Wam rządzący Służewcem. Najważniejsza jest przecież przysłowiowa ciepła woda w kranie, prawda? Jesteście tak samo winni, jak oni. Bo nie reagujecie!

My się pod tym nie podpisujemy


Nieprzyznanie nam akredytacji było punktem wyjścia do napisania tego artykułu, ale nie powstał on z chęci zemsty, złości czy frustracji na to, że nie będziemy mogli swobodnie wpadać kilka razy w roku na Tor i robić zdjęć. Nasz świat się zdecydowanie od tego nie zawali. Mało tego, my nie chcemy brać w tym wszystkim udziału i promować przedsięwzięcia, w którym konie stanowią jedynie tło. Pragniemy propagować prawdziwe wyścigi konne, w których liczą się nie tylko pieniądze, ale także pasja i miłość do tych pięknych zwierząt. Tak długo, jak długo sport ten reprezentują osoby wspomniane w niniejszej publikacji, zawieszenie na szyi kawałka kolorowej tektury z napisem "FOTO" jest raczej powodem do wstydu, niż dumy. Mamy nadzieję, że chociaż część z Czytelników dojdzie do podobnych wniosków. Wierzymy, że jeszcze nie wszyscy pasjonaci opuścili to środowisko. Tego z całego serca życzymy naszemu pięknemu Służewcowi.

Redakcja Tower-Racing



Powrót do treści | Wróć do menu głównego