Tower Racing Forum Strona Główna Tower Racing Forum


FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat «» Następny temat
Wspominamy stare czasy - ballady toskańskie
Autor Wiadomość
Joga 
Dżokej



Dołączyła: 15 Paź 2015
Posty: 220
Skąd: Piaseczno
Wysłany: 2016-12-21, 12:53   Wspominamy stare czasy - ballady toskańskie

W tą długą, niesprzyjającą porę roku umysł człowieka ma skłonność do zatopienia się w otchłaniach wspomnień i melancholii. Czasem są to myśli smutne, innym znów razem - pogodne. Tak było i teraz, gdy natchniona wymianą korespondencji na forum z jedną z jego użytkowniczek, wróciłam pamięcią do tego, co działo się w latach 2010-2012 na forum zmdom, gdy swoje dzieła tworzył legendarny już w środowisku Pharlab, opisując dzieje bieżące oraz bohaterów tamtych czasów. Poniżej zamieszczam więc wszystkie balladki dotyczące Stajni Niespodziewajka, jakie pojawiły się w tamtym okresie. Kolejność chronologiczna, a w oku kręci się łza :) Miłej zabawy!

BALLADA O SERDELKU (wrzesień 2010)

Dlaczego smutno w dal wszyscy patrzycie
poddani księstwa Niespodzodziewajka?
W powrót księżniczki juz nie wierzycie?
Słuchajcie, bo to o niej bajka.

W zamierzchłych czasach odtrącona
przez złego księcia na obczyźnie
Wróciła do nas zadowolona,
że nie została w samej bieliźnie.

Gdyż Wojdziech Treiner, kniaź straszliwy,
W co dziś już nikt mi nie uwierzy,
Oddał jej wszystko, dziw nad dziwy!
Każdy element damskiej odzieży.

Płakała, przecież straciła wszystko,
ponad jej głową fruwa wróbelek,
Ktoś przed nią staje: "Jestem Christo!".
Szepnęła cicho: "A ja - Serdelek".

Christo prowadzi do swego księstwa
Dziewczynę, której zaczyna sie gra.
Wokół poddani, wszem znani z męstwa,
Krzyczą radośnie: i-haha, i-haha!

W Niespodziewajce dźwięczały szyby
Tak żeście wszyscy się radowali,
Był głośny stukot, błyszczały grzywy
I do koryta więcej wam dali.

Mijały dni, tygodnie, miesiące,
Serdelek twardą rączką rządziła.
Mieliście ciągle biegać po łące,
bo do pałacu by was nie wpuściła.

"Wysoko nożki, moje wy gałgany"-
słała z balkonu światłe swe porady.
- Nieważne bóle, nieważne są rany,
Przecież niedługo są dni parady!"

Na próżno pot wasz i wyrzeczenia,
Zza płotu smieje się sąsiad stary,
Stała się rzecz nie do uwierzenia:
Nie dla Serdelka grały fanfary!

Kolejne męki, krzyki, katusze,
Księżniczka w złości mocno nóżką tupie:
"Macie zwyciężyć, bo zaprzedam duszę.
I wtedy wszystkich będę miała w ... zupie!"

Tak też zrobiła, pod nocy przykrywką,
Odziała szatki i nie tracąc czasu,
Gdy Christo chrapał zmęczony rozrywką,
Pobiegła prosto do ciemnego lasu.

Strachu nie czuje, gorąca od złości,
a oprócz tego dar posiada rzadki:
odnaleźć umie, nawet w tej ciemności,
pachnące, wonne, czarodziejskie kwiatki.

Kokokus biały dla łachów leniwych,
By wreszcie z nieba poleciała manna.
Esperus łzawy (by był bardziej żywy),
przeznacza pani dla pazia Johanna.

"Jedzcie, kochani, to są zdrowe zioła,
Wnet zapomnicie chwile naszej klęski"-
z samego rana tak Serdelek woła.
A do Johanna: "Jak zjesz będziesz męski".

Nadeszły chwile triumfu i sławy,
Christo w zdumieniu swe oczy przeciera:
tyle dostojeństw i zwycięstwa wrzawy ...
"Co tu sie dzieje? Co to za cholera?"

"Przecież wiadomo, tak jest w każdej bajce,
Na czele ludu książę dumny stoi.
A wiec dlaczego tu, w Niespodziewajce,
Tylko księżniczki każdy koń się boi?"

Co było dalej - to nie nasza sprawa,
Serdelek szybko spakowała szatki,
z Niespodziewajki gdzieś uciekła sława,
zwiędły i wyschły czarodziejskie kwiatki.

Dlaczego smutno wszyscy w dal patrzycie
poddani księstwa Niespodzodziewajka?
W powrót dni chwały już nie wierzycie?
Spokojnie, zaraz skończy się ta bajka.

Serdelek znowu do was wróciła
I kwitnie szczęście, jak za dawnych czasów.
Kołem fortuny mocno zakręciła.
Czasem, ukradkiem, mknie do swego lasu.

To koniec. Morał wysnuwa się taki:
Nic ci nie dadzą groźby ani krzyki.
Ojcem zwycięstwa jest niebylejaki
Poziom twej wiedzy z BOTANKI.


BALLADA TOSKAŃSKA (sierpień 2011)

Przez lasy Polan i Germanów ziemie,
Rzeki, strumienie, jeziora,
Samotny jeździec mknie nieustraszenie,
Choć to już nocna pora.

Księżyc zabłysnął, srebrem z góry rosi,
Widać tę pierś i lica,
To nie rycerza wierzchowiec unosi,
Jeźdźcem jest piękna dziewica!

Wielkie powodzie, później długie susze
Zniszczyły leśne kwiaty,
Więc rzekła księciu: "Do Italii ruszę!"
I szybko wyszła z komnaty.

Siedem dni dziewczę z drogą się zmaga,
nie spieszy na zabawę -
W toskańskim lesie pragnie spotkać maga,
Bo ma do niego sprawę.

"Zachodźże, donna" rzecze starzec miły.
"Jakie z Mazowii masz wieści.
Czy ziółka dziadka dobrze sie sprawiły?"
Śmieje się. Las wokół szeleści.

Donna na pieńku przysiadła skromnie
Uśmiech mu jasny oddając
"Panie, mój książę wdzięczen ci ogromnie.
Każdy z nich biega jak zając!

Wyciąg z nowary, choć goryczą trąci,
Skrzydeł dodaje bez mała.
Ołksomikstura trochę w głowie mąci,
lecz skutek pyszny też dała.

Christo jest szczęśliw i ręce zaciera,
Choć wielki z niego niewiarek,
Ale gdy cud zawisł nad gonem Rulera
Sam sypie po kilka miarek."

Zmilkła, by w piersi spowolnieć serce.
Starzec jej czeka cierpliwie,
Susz zielska zwolna układa na derce
I zerka na nią życzliwie.

"Derbus to ziele z mocą magiczną
- śmieje się dziewczę perliście.
Z księciem się teraz wszyscy bardzo liczą,
Widnieje pierwszy na liście!"

Mag głową kiwa, brodę gładzi białą,
Na twarzy mina sowia.
"A teraz pewnie masz znów prośbę małą,
Przed wami wielka varsovia".

"Ach starcze, mądrość tego świata
Brzmi w twojej dźwięcznej mowie
To prawda: książę cię pyta jak brat brata:
Czy mag nam znów pomoże?"

Donna wzruszona, blada i drżąca
Do rąk z ustami przypada.
Gasną ostatnie promienie słońca.
W Toskanii mrok zapada.

Mag derkę zwija, w niej ziele się kisi,
Gładzi dziewczynę po głowie.
"A co zrobicie, gdy ktoś się zlisi
i o tym wszystkim sie dowie?".

Donna zamarła, ucichło w lesie,
Dech zatrzymała zwierzyna.
Nagle dźwięk ostry w niebo się niesie.
To śmieje się nasza dziewczyna.

"Starcze mój, magu - z trudem donna stęka.
Ty nie znasz Lechistanu.
Tam każdy człowiek czegoś się lęka
I służy swemu panu.

Gdy cwaniak jakiś głośno wypowie
Rozterki jakie go trapią,
Choć reszcie również chodzi to po głowie,
i tak go wraz rozdrapią!"

Mag rzecze na to: "Widzę to dość czarno.
Suto sypiecie im z wora!"
"Nic nie dajemy, mamy to za darmo.
Wystarczy ludzka przekora.

I nie jest ważne, czy to Walgierz Wdały,
Czy też pacholik marny.
Gdy powie któryś: "Śnieg jest biały",
Drugi zakrzyknie: "Nie, czarny!".

Mag głową kiwa, żegna się z dziewczyną,
Wręcza jej rumaka wodze,
Wkrótce wierzchowiec i niewiasta giną
W kurzu na północnej drodze.

Tyle ballada - ot, zwykłe bajanie
średniowiecznego trubadura.
Więc w to nie wierzcie, panowie i panie,
Bo to nieprawda, to bzdura.

Zostawcie miecze Tomku i Wiktorze,
Nie atakujcie, z łaski swej.
Nic się nie dzieje na książęcym dworze,
No i ogólnie wszystko jest OK.

BALLADA TOSKAŃSKA (PO SEZONIE) (grudzień 2011)

Serdelek krąży cicho po krużgankach.
Smutek i strach w kątach zamku gości.
Już zapomniała o radosnych rankach,
O śmiechu Christo i słodkiej radości.

Niebo zasnute jest gradową chmurą.
Odeszły w dal dni wspaniałej chwały.
Donna Serdelek rozmyśla ponuro:
Wszystko Gorzałek to sprawił zuchwały.

Ten nędzny zdrajca wystrzelił z ukrycia,
Zdradził nas wszystkich dla marnego złota.
Odebrał sławę prostak bez obycia,
Perłę bezmyślnie wyrzucił do błota.

Intencjusz sprzedan, nasz kochany żuczek,
Za zapleśniałe i brudne srebrniki.
Przepadło tyle włoskich cennych sztuczek
Oraz przydatnych cudów botaniki!

Teraz mag stary, druh nasz serdeczny,
Zza Apeninów coraz głośniej woła.
Jeszcze uprzejmy, jeszcze bardzo grzeczny.
Czeka zapłaty za swe tajne zioła.

Jutro wyprawa – donna ziewa skromnie.
Trzeba pospieszać spać do łożnicy
Tam leży Christo, smutny ogromnie
Czeka cierpliwie swej oblubienicy.

O wschodzie słońca, bez gwaru i szumu
Dwaj jeźdźcy szparko ruszają w wyprawę.
Jadą do maga, by z dala od tłumu
Załatwić pewną bardzo ważną sprawę.

Siedem dni długich, siedem mroźnych nocy
Mkną gnani siłą wielkiego uporu.
Pilno im posiąść nową porcję mocy
Z dobrze znanego, italskiego boru.

W oddali majaczą wzgórza Toskanii,
Na licu donny zapłonie nadzieja.
Już myśli ciepło o miłej kompanii
Bliskiego sercu dziadka-czarodzieja.

Wnet w las wjeżdżają drogą od miasta
I układają włoskie gładkie słówka.
Wtem postać jakaś przed nimi wyrasta:
Wzrok rozbiegany, na łbie bejsbolówka.

- Nie bój się Książe, jam twym poddanym -
Rzecze chłopina. – Nie rozbójnikiem.
Jestem Cichoszem, dobrze wszystkim znanym
Branży koniarskiej świetnym pośrednikiem. -

- Znam cię, kanalio - książę marszczy brew.
- Kupca znalazłeś na Kijowskiej Rusi,
Na twoich rękach Intencjusza krew!
Za geszeft ten kat mój szybko cię zdusi!

Pośrednik pobladł, nogi pod nim drżą,
Przed księciem szybko pada na kolana.
Konie spłoszone wiercą się i rżą
Cichosz całuje but swojego pana.

- To nie ja, książę, ja nie winawat.
Gorzałka skaż panie na banicję.
Ja sługa wierny boś dla mnie jak brat.
I właśnie tobie złożę propozycję. -

Christo wzburzony batem kręci młyny
Donna go głaska leciutko po głowie:
- Pomiarkuj panie, nie ubij gadziny.
Słuchajmy raczej co on nam opowie. -

- Książę, masz kłopot. Ja tobie życzliwy.
Ławo pomogę ci zrzucić to brzemię.
Jest sposób dobry, sposób wręcz szczęśliwy,
By dług się zapadł szybciutko pod ziemię.

Kasa w twym księstwie pustkami dziś świeci -
Gorzałek nagle obciął ci dotacje.
O tym wie gawiedź, nawet małe dzieci.
Przyznaj, mój książę, że Cichosz ma rację.

Sposób jest prosty: masz ty w swojej włości
Kobyłę znaną z przecudnej urody.
Ja się popytam kilku sprytnych gości
I wnet dojdziemy z ceną do ugody.

- Co?! – ryknął Christo przez ściśniętą szyję.
- Serdel, ty nie broń więcej tej ofermy.
Słyszysz, co mówi? Ja go tu zabiję!
Wara ci, parchu, od prześlicznej Germy!

To koń-talizman, konik pamiątkowy,
Kobyła wielce księstwu zasłużona.
Więc mi tu Cichosz nie zawracaj głowy.
Germa jest dla mnie prawie tak jak żona! -

Donna z czułością gładzi księcia lica
(Niespotykanie wrażliwą ci była).
- Mam dobry pomysł - szepce mu dziewica.
- Będzie bezpieczna ta twoja kobyła.

A ty, Cichoszu, zakończ swoje łowy.
Oddal się wprędce i nie wracaj, łotrze.
Nowa oferta wpadła mi do głowy,
Której mag pewnie nigdy się nie oprze. -

Cichosz posmutniał, głośno przełknął ślinę,
Poprawił swoją uroczą czapeczkę.
Zaklął pod nosem, zrobił gorzką minę
Jakby zjadł dziegciu bardzo dużą beczkę.

Wtem wiatr głośno zawył niczym opętany.
Wilcze w oddali rozległo się łkanie.
Przed nimi stanął mag dobrze im znany
- Witam gorąco, mój ty jaśnie panie!

I ciebie witam, nasza piękna pani.
- Pogłaskał brodę długą i srebrzystą.
- Widzę, że państwo nie jesteście sami
I przybyliście z wyborną asystą. -

Różdżką swą nagle gest wykonał srogi.
Panna zakryła ze strachu usteczka,
Bo w mgnieniu oka gdzieś zniknęli z drogi:
Cichosz-pośrednik i jego czapeczka.

- Na tego pana oczekują baty
W jakimś arabskim wschodnim powiecie.
Dostał od władcy on złote dukaty,
Potem daremno szukali po świecie.

Dukaty były na płot wyścigowy
Na stary dawno przyszła jego pora
Nabab chciał kupić dla Varsovii nowy
Lecz kanat zniknął jak jakaś kamfora. –

- A wy, kochani, tu przyjechaliście
W pewnym konkretnym celu, jak sądzę.
Czas wasz upłynął, pospadały liście.
Czy przywieźliście już dla mnie pieniądze? –

Christo pokraśniał, już otwiera usta,
Lecz wyprzedziła go sprytna dziewczyna:
- Magu, niestety, kasa nasza pusta.
Złota żadnego, to nie nasza wina!

Ale się nie martw, mam dla ciebie dary
Droższe niż euro, droższe niż złotówki.
Siebie w zapłacie, czarodzieju stary
Składam miast nędznej, banalnej gotówki. –

Cisza zaległa, słychać trele ptaka.
Mag się poskrobał w swój łeb całkiem siwy.
- Oj, dzieci, dzieci. A prawda jest taka:
Dziadunio jest bardzo, bardzo sędziwy.

Już mnie nie cieszą życia radości,
Mimo to jestem z tym wielce szczęśliwy.
Dlatego żądam zwrotu należności.
Bom się na starość zrobił bardzo chciwy.

A żeby głupstwa nie przyszły do głowy
Rozważcie pytanie to należycie:
Zima się skończy, zacznie sezon nowy.
Co wtedy, dzieci, z tym fantem zrobicie? -

I machnął różdżką – droga leśna pusta.
Zostali sami, jak przybyli z rana.
Donny w podkówkę wykrzywione usta -
Chyba jest ona bardzo rozczarowana.

Wracali w ciszy w swej ojczyzny strony.
Nie mówiąc jednego słowa do siebie.
Christo był w myślach mocno zatopiony,
Gdy dojechali na Mazovii ziemie.

W zamku przywołał halabardnika
Rzucił mu garstkę ostatniego grosza.
- Szukaj mi zaraz koni pośrednika.
Przed me oblicze przyprowadź Cichosza! -

I tak się kończy: bez fanfar, euforii
(Ukradkiem otrzyj łzy, kolego)
Drobny epizod bogatej historii
Hodowli konia wyścigowego.

A wniosek? Jeden przychodzi do głowy
Znają go wszyscy: Polacy, Hiszpanie…
Uroda to dobry towar przetargowy.
Więc dbajcie o siebie, nasze drogie panie!

Tej co do braków otwarcie się przyzna
Lub się znalazła w czasu pułapce
Przyjdzie z pomocą skromny mężczyzna
W swej dobrze znanej, eleganckiej czapce.

BALLADA O PRZYSZŁYM SEZONIE (luty 2012)

Rozgardiasz, hałas i czeladzi wrzaski
Roznoszą się z zamku Niespodziewajki
Kują wierzchowce, polerują kaski
Brak czasu nawet na spalenie fajki.

"Czemu gorączka w warowni panuje?-
Spyta wędrowiec - Jakaż to przyczyna?
Wojna jakowaś, czy ciągną tu zbóje?"
Nie - czas igrzysk niebawem się zaczyna!

"Co to za dama? - pyta nasz włoczęga -
Miota się z krzykiem między zamku mury?
Kibić jej wiotka, ale ręka tęga:
Batoży plecy leniwego ciury.

Głos jej donośny jak krzyki herolda,
Rumak spieniony, włos złoty zmierzwiony.
Umyka przed nią służby wiernej horda
W niebo zerkając szukają obrony."

Wędrowcze zamilcz, twoja mowa rani
Za to cię w zamku czekać mogą dyby
Toż to Serdelek - najjaśniejsza Pani!
Przed nią się trzęsą ludzie, konie, ryby!

Dajmy włóczędze pojechać swą drogą
Bo do bram jeździec jakowyś przybieża!
Mocno uderza konia swą ostrogą,
Czoło spocone, oczy jak u zwierza.

Znacie go? Znamy! To Cichosz-doradca.
Głośny pośrednik, grabieżca kanatu,
Którego pewien śniadolicy władca
Skazał na karę muzułmańskich batów!

Wrota rozwarto, na podwórze wpada,
Przed księżną panią kłania się oferma.
Serdelek skrzywion, widać mu nie rada:
"Czego tu, Cichosz. Już sprzedana Germa!"

Do Christa spieszę się z informacyją.
Liczę, że sypnie nagrodą specjalną,
Ale sza o tym, ryzykuję szyją!
Mam wieść poważną, konfidencjonalną!

Christo w zadumie marzeń puszczał wodze
W swojej komnacie urządzonej z szykiem,
Gdy nagle wpadła zadyszana srodze
Księżna Serdelek z dworskim pośrednikiem.

Cichosz christowe całuje bambosze,
W oczy spoziera, bo sprytny to lisek.
"Panie, wiadomość ci ważną przynoszę:
W księstwie powstaje przeciw tobie spisek!"

Księżna krzyknęła całkiem zaskoczona,
Christo podrapał się z wolna po głowie.
Złowieszczo z dali zakrakała wrona.
"Powiedz Cichoszu, gdzie są ci śmiałkowie?"

W gospodze Siwej zebrali się w kupę
Wespół szykując jakąś nędzną zdradę.
>>Nie będziem Christa już całowac w d...ę<<
- krzyczą i wrogą prowadzą naradę".

Christo brwi ściągnął, spojrzał na nich z góry:
"Ja ci to, Serdel, mówiłem od razu!
- tu łupnął mocno bamboszem w mamury.
- Można ci gadać jak dziad do obrazu!

Z mądrych nauki ty nie bierzesz wcale.
Patrz jak to czyni Kołóbko mospani:
Roczek zagarnia wszystkie nam medale,
Lecz potem cisza i nikt jej nie gani!"

Ale w Serdelku zabłysła odwaga:
"Zamilcz, bo waści nie zjesz dziś kolacji!
Musiałam jeździć do włoskiego maga,
By księstwo nie szło pod młot licytacji!

Co dzień się krzątam, a to nie przelewki!
Pilnuję, gonię i wypłacam pensje.
Ty medytujesz lub obłapiasz dziewki,
A ja haruję! Teraz masz pretnsje?!"

Zostawmy skromnie te rodzinne kłótnie.
Zajrzmy do karczmy, gdzie Partencja Siwa
Od lat króluje całkiem rezolutnie
Smażąc, gotując, nalewając piwa.

Czterech rycerzy przy szynkwasie siedzi.
Kniazie to sami sławni, znamienici.
W polu rywale, lecz bliscy sąsiedzi.
Wszyscy w igrzyskach przez Christa pobici.

Jest tu sam Walicz, mąż mądry i stary,
Tej braci nestor, co spadł z piedestału
Gdy Christo włoskie zaczął czynić czary
Z igrzysk wynosząc walizy kyształu.

A obok Olki - to uczeń Walicza.
Wstaje gdy w trawie lśni poranna rosa.
Do prac tytanów Olki się zalicza.
Jemu też książę laur sprząta sprzed nosa.

A do Olkiego Nówek miód przepija.
Ród jego sławny i otwarta głowa.
Ostatnio gloria igrzysk go omija,
Może dlatego wolno cedzi słowa.

Kniazia Koziełło nie braknie z szklanicą.
Co raz szkłem ciska w karczemne podłogi.
We dworze trzyma żonę gładkolicą,
Więc krew gorąca, lepiej schodzić z drogi.

"Panowie bracia, nam potrzebna rada.
Coś zrobić trzeba, nie ma wątpliwości.
W powietrzu wisi stanu jawna zdrada:
Christo je mięso, nam zostawia kości."

Tak zwolna Nówek zagaił dysputę
I z nerwów czoło potem mu spłynęło.
"Brać go za gardziel i butem go, butem!"-
szklanicą miotnął w podłogę Koziełło.

"Christa i Serdla do mnie, przyjaciele.
W gumnie jest zawsze mnogo pilnej pracy.
U mnie człek robi, nie italskie ziele.
Niech potyrają skoro sprytni tacy!"

Tu Olki przerwał, długo ciągnął z dzbana.
Wtedy się podniósł sam Walicz dostojny:
"Wstrzymajcie, bracia. Od samego rana
Nie będziem z Christem rozpoczynać wojny.

Sprytu nam trzeba, a nie ostrych słówek
I infomacji, drodzy przyjaciele.
Ty wiesz coś o tym? Gadaj nam tu, Nówek.
Jak się nazywa serdelkowe ziele?"

Nówek zachrzaknął, słowa zwolna cedzi:
"Pytałem wszędzie, nie szczędziłem pyska.
Sobola spiłem, wierzajcie sąsiedzi.
On też nic nie wie, a zaraz igrzyska".

"Zajazd zrobimy, czeladź im wyrżniemy
- krzyczy Koziełło okropnie wzburzony.
- Konie spędzimy i w diabły wyślemy.
Niech uciekają gdzieś w toskańskie strony!"

"Christa z Serdelem wprząc do kauzeli.
Może poznają smak zwykłego znoju?"
"Daj spokój, Olki. Trzeba od niedzieli -
Krzyczy Koziełło - ruszyć nam do boju!"

Tak więc radzili. W karczmie się stołować
Dłużej już nie chcieli, więc wylegli w mrok.
Pod oknem Christa wespół protestować,
By do nich należał nowy igrzysk rok.

Stali pod oknem sypialni książęcej:
"Igrzysk nie ruszać i naszego chleba!
Skończyć już z zielem, nie sypać go więcej!
Trochę victorii również nam potrzeba!"

Nagle w komnacie zapalono świce,
W oknie ujrzeli serdelkową postać.
Rumieniec gniewu wstąpił na jej lice:
"Cisza! - krzyknęła - "Cisza, k..wa mać!"

"Po co te jęki i pochlipywania?
Że zioła jakieś? Pierwsze o tym słyszę!
To oskarżenia są jakiegos drania.
Idźcie już doma. Książę kocha ciszę.

Taka manifa wcale nie zachwyca,
co o igrzyskach lud pomyśli z dworu?
Co na to wszystko powie zagranica?
Więc dajcie pokój, miejcie krztę honoru."

Szlachta umilkła, łby pospuszczali.
Gorzała z czupryn całkiem wywietrzała.
Nic nie zostało z ich bojowej gali.
Tak się skończyła demonstracja cała.

Serdelek wraca na sypialni łono.
Christo nań patrzy w ciszy pytająco.
Księżna ma twarz jasną, zadowoloną.
Śmieje się głośno: "Oj, było gorąco!

Szaraczki nędzne. Tyle co pokrzyczą.
A my i tak zagarniemy złoto.
Cóż mogą zrobić? Oni się nie liczą.
Dla nich zostanie po igrzyskach błoto!"

Książę się zaśmiał już uspokojony.
Ziewnął, bok zmienił i zachrapał godnie.
Serdelek wdziewa strój dobrze skrojony
I buty piękne i do jazdy spodnie.

Rumak już czeka, a za chwilę niesie
Dzielną dziewicę szlakiem znanej trasy.
Mag na nią czeka w swym toskańskim lesie,
A razem z magiem nowe ziół zapasy.



BALLADA NA POCZĄTEK SEZONU
(maj 2012)
Ognisko cienie na jaskini ściany
Rzuca tak jak w teatrze mandaryna
wkrąg ognia taniec dziwny, obłakany
dwóch wiedźm okropnych właśnie się zaczyna.

"Na oko żaby, skrzydło nietoperza
rzucamy urok. To już koniec sławy
Niech się zatrzasną italskie odźwierza,
na wieki wieków ustaną dostawy".

Wiatr zawył nagle w komorze pieczary
Głuchy grzmot nadszedł z pobliskiego jaru
W Toskanii ze snu mag się zerwał stary
"Nie mają złota, nie dam im towaru!"

Na wiejskiej drodze postać jakaś bieży
Ogniste włosy pod chustą ukrywa
Już nie grzmią głosy spod zamkowej wieży
uleciał zapał znad szklanicy piwa.

Nagle wiatr powiał od jarów przeklętych
Pacierze zmawia dziewczyna struchlała
i gdy o wsparcie prosi wszystkich świętych
Przychodzi do niej myśl nagła, zuchwała.

Wpada na ganek, krzyczy już z oddali
i szarpie sługę, wyciąga go z kojca
Chłopię zdziwione: "Pani, coś się pali?"
"Nie - krzyczy Siwa. Budź mojego ojca!".

Za chwilę zjawia sie pan na Taranie
Oczy zaspane, na głowie szlafmyca
"Co sie wydzierasz? Bo dostaniesz lanie!"
Gniew straszny wypełzł na Siwego lica.

"Wybacz mi ojcze - przeprasza w przejęciu.
"Tumult był dzisiaj jak na jakiej wojnie.
Szlachta powstała przeciw jaśnie księciu,
a ty śpisz mocno i chrapiesz spokojnie".

Siwy pokręcił we frasunku głową
usiadł na stołku, podrapał się w nogę
Jeszcze rozmyśla nad dziewczyny mową.
I wzdycha wreszcie: "Córuś, co ja mogę?

Christof to siłacz, chociaż jest spokojny
W swych stajniach setki już koni szykuje
nie lęka sie igrzysk, nie lęka i wojny
Jak nie da rady Serdlem nas poszczuje".

"Zapomnij, tatko Hipolia i Grina
- mówi z przejęciem ta dzielna dziewczyna
Ich już tu nie ma, to niczyja wina.
A w stajni czeka wyborna drużyna!

Postatok czuwa i dzielna Bojenka
Kopytem krzesze iskry też Terrano.
Naszym biegunom nie straszna wojenka
Ni w środku nocy, w południe czy rano!"

Siwy poderwał się nagle na nogi
"Masz rację Parti. Do boju ruszamy.
Janik pomoże, pomogą też bogi,
Klucz też da wsparcie i razem wygramy!"

***

A w zamku księstwa Niespodziewajka
W sali już siedzi kompania nie lada:
Cichosz i Tętnik, czyli zgrana szajka.
Z Christem ich czeka powazna narada.

Gdy przyszedł książę, nogi obłapiają,
Gną się w pokłonach i całują stopy.
Dla swego pana wieść niedobrą mają
Chcą ją przekazać, bo wierne to chłopy.

"Mówcie, dlaczego sen mi przerywacie.
Sen ważny dla zdrowia książęcego ciała.
Jeśli to głupstwo - po sto batów macie.
Szczęśliwie pani z łożnicy nie wstała".

"Niech książę dobry o nic nas nie wini.
Wieść od czarownic przyniósł Lubisz stary.
Zakradł się w nocy w pobliże jaskini,
Gdy one swoje odprawiały czary.

Urok rzuciły na ciebie, o panie
Głucho toskańskie zatrzasnęły wrota
Chcą byś w igrzyskach dostał srogie lanie,
i by puchary zabrała hołota".

Książę pan westchnął i chrzaknął dyskretnie
Lekko podrapał zmierzwioną czuprynę
Cicho zamruczał: "Swietnie, świetnie, świetnie"
Ale miał raczej bardzo smutną minę.


"Serdelek wrócił z pustymi sakwami,
Mag pozamykał nam całkiem kredyta.
Nie mamy złota, wiecie o tym sami,
A staruch musi mieć złota do syta".

"Te jędze wredne, one to sprawiły -
Cichosz ze złości zrobił się czerwony.
Czy na te baby nie ma żadnej siły?"
Wtedy wstał Tętnik. Był zadowolony.


"Panie, to czary, rzecz mocno karana.
Napiszmy pozew do sądu carskiego.
Goniec zawiezie go z samego rana.
Więc się uspokój, Cichosz, mój kolego".

"To świetnie - książę aż zaklaskał w dłonie.
Tętniku napisz, boś ty człek jest prozy.
Teraz spokojnie ćwiczyć będę konie,
Baby przeżyją chwile wielkiej grozy".

"Ty ćwiczyć konie? To jakaś nowina!"
- w progu komnaty Serdelek stanęła.
Oczy ślą gromy i zawzięta mina.
"Skąd w księciu taka myśl się nagle wzięła?"

"By konie ćwiczyć trzeba hartu, siły,
wiedzy, miast ciągle gadać po próżnicy.
No i energii. Skąd ją weźmiesz, miły?
Wciąż medytując w książęcej łożnicy?

Zioła nie mamy, więc już są przeszkody.
Zatem trza tyrać, wiesz dobrze, człowieku.
Przypomnij sobie, ileś to nagrody
Samotrzeć zdobył przez przeszłe ćwierć wieku?"

Coś zazgrzytało, wszyscy pomyśleli,
że pachołkowie piłę wzięli sami
I już pracują, przy świętej niedzieli.
Lecz to nie piła - kniaź zgrzytał zębami.

"Z dala się trzymaj, Serdlu od mej stajni.
Sam zgarnę wszystkie złociste puchary!
A wy nie myślcie, żeście tacy fajni.
Ja jestem Christo. Niestraszne mi czary!

Baby popieści pięknie kat cesarski,
A wy szykujcie zwycięstwa weselum.
Własnie okazja świetna się nadarza -
Sprowadzę sobie końskie karuzelum!

Na nic mi Serdel, wystarczy szkolenie
Jak włączyć-wyłaczyć to cudo techniki.
Nikt już nie powie, że ciągle się lenię.
Nie będzie znoju, a będą wyniki!

Nie będzie potu, ani ganianiny,
Bieguny same wyćwiczą się cudnie.
Dla mnie zostaną wajcha i dziewczyny.
Super rozrywka, nie będzie mi nudnie."


***


Nastał czas próby, zabrzmiały fanfary.
Tłumy, orkiestra, zbliża się już bitwa.
"Już zaczynamy" - krzyknął herod stary.
No i rrruszyły. Trwa pierwsza gonitwa.

A później druga, i trzecia, i czwarta.
Christo posmutniał, czeka swojej chwały.
"Co się tu dzieje - szemrze tłum. - U czarta!"
Wiedźmy też przyszły, kata sie nie bały.

Koniec turnieju, kareta powraca.
Serdelek czeka w zamku kutej bramie.
"Na nic karuzel, na nic cała praca.
Może wybaczyć mojej pięknej damie?"

Idzie do komnat, zrzuca kaszkiet stary
A spod koszuli czosnku wonne wianki.
Którymi zwalczał wiedźm podstępne czary
Gdy stawał dzielnie w igrzysk konnych szranki.

Serdelek śmieje się doń jak królowa
"Nie martw się, drogi. Może zapalimy?
Teraz nic nie mów, niepotrzebna mowa.
Jeszcze tej nocy coś wnet wymyślimy".

Przyszedł już wieczór, gwiazdy zabłyszczały
I wszedł na niebo księżyc krągły i odwieczny.
Pobliskie drzewa lekko zaszumiały
Leży tam Lubisz - księcia sprytny śledczy.

Leży pod wieżą i nadstawia ucha,
Ma wielka wprawę, robi to latami.
Czego ten Lubisz tak uważnie słucha?
Tego nie wiemy. Spytajcie go sami.


BALLADA W ŚRODKU SEZONU
(lipiec 2012)

Szumią konary wichrem zranione
W jaskini cisza, ciemność tu gości
Wiedźmy usiadły tańcem zmęczone
Są uśmiechnięte, już nie ma w nich złości.

Igrzyska trwają lecz inni swej chwały
Dni przeżywają, nie jest to Christo.
Dlatego właśnie czary odprawiały,
By było dobrze, by było czysto.

I patrzcież ludzie - już nie kniaź gładki
Wieńce gromadzi. I nie dlań puchary
W królestwie nagle duch się zrodził rzadki
Duch rywalizacji. A wszystko przez czary.

Droga toskańska zawarta na głucho
Mag się pogniewał, ciągle żąda trzosa
W księstwie ze złotem coraz bardziej krucho,
Choć było go tyle, co na głowie włosa.

Inni sięgają po laury zaszczytne,
Ci, co w niemocy gryźli swe pazury
Jeszcze nie koniec - swe plany ambitne
obgadać przyszli do Siwego córy.

Partencja wrota swej słynnej gospody
Zawsze otwiera, warząc jadło w miskach.
Kniazie przychodzą dla życia osłody
I by pogadać. O czym? O igrzyskach!

Kogóż tu nie ma? Jest Olki zmęczony
Swą pracą ciężką ponad ludzkie siły
Jest pan z Tarana, król wartkiej wymowy,
A także Kluczu, człowiek całkiem miły.

Jest też Koziełło, w walce mąż skuteczny
Chyba do gadki chęci dziś nie czuje
Usiadł na boku i chociaż wciąż grzeczny
Swój miecz w milczeniu osełką wecuje.

Nie wszyscy przyszli, chociaż za pazuchą
Zwycięstw też mają już niemałe krocie
Widzicie? Czyżyk, co skrzydła jak muchom
Daje swym biegunom, stoi tuż przy płocie.

"Zdrowia, panowie i wiele wiktorii" -
Wykrzyknął Walicz lejąc wszystkim trunek
I choć obecnie brak mu igrzysk glorii
Obcy mu smutek, obcy też frasunek.

"Na zdrave" - Kluczu błysnął mową czeską
Rozdrapując świeżo zagojone ranki:
"Szkoda, że Czyżyk wziął szarfę niebieską"
Krzyknęli chórem: "Zbrakło Samerlanki!"

"Czyżyk w samotni wciąż warzy fortele"
- powiedział któryś, reszta przytaknęła.
Tylko Koziełło gada małowiele.
Skąd się u niego niemota ta wzięła?

"Co z nim?" - pyta się sąsiad swojego sąsiada
"Czemu tak milczy Koziełło nasz drogi?
Broń ostrzy mocno, mina desperada...
Jacyż zmienili nam Koziełła bogi?"

"Znasz jego żonę, co jest halabardzistką?
Dwóch się pobiło, ona to widziała
Sędzia zapytał: kto zaczął to wszystko?
Więc o tej burdzie wsio opowiedziała".

"To o co chodzi? To kamrat Koziełły?
Żonę prać będzie, swą piękną Kassiję?"
"Skąd te zamysły w twej głowie się wzięły?
On dla tej młódki oddałby swą szyję.

Sprawa jest inna: to Sosny pachołek
Wszczął bójkę, a Sosna bardzo go poważa
Więc chcąc Kassiji podstawić stołek
Zaostrzył pióro i siadł do kałamarza.

Napisał z zemsty pismo wręcz plugawe
I to do samego igrzysk komisarza
Wyssane z palca, bardzo nieciekawe
Co takim podlcom dość często się zdarza".

"Teraz rozumiem! - wyszeptał szlachciurka -
"Kozioł na Sosnę teraz się sposobi.
Niechaj ten zniknie, w wodę daje nurka
Inaczej mieczem conieco zarobi!"

Tak rozmwiali w jednym końcu stołu.
W drugim kamraci nie milczeli wiele
O Christo-kniaziu gwarzyli pospołu
O tym co w zamku dzieje się i miele.

"Niczego nie dał karuzel kniaziowi.
Dumny był z niego, ale nic nie zmienia
Ponoć go sprzedał swemu młynarzowi
Któremu służy do mąki mielenia".

"Zamorskie cudo - odrzekł inny z gości
- To fanaberia, mówię wam, ludkowie
Biegunów bolą od tych ćwiczeń kości.
To żadna korzyść, prawda sąsiadowie?"

"To święte słowa - przecia wiecie sami
Pół stajni kwęka, nie stają na starcie
Kniaź Christo stęsknion jest za pucharami
A wiecie przecież jakie na szkło ma parcie!"

Zamilkli chwilę, bawiąc się kuflami
Jeno z kącika dochodzi mruczenie:
"Sosna, gdy tylko zostaniemy sami
Ja cię na jodłę tym mieczem zamienię".

Westchnęli zgodnie i popili piwa
Za powodzenie dla Koziełły-druha
I zawołali, by Partencja Siwa
Przyniosła kufel dla naszego zucha.

"Niespodziewajka - jeden z gości rzecze
Smutna jest teraz. Nawet księżna milczy...
Miała sukcesy, tego nie zaprzeczę
Ale z Toskanii przyszedł bilet wilczy".

Zaśmiał się inny: "Chyba już nie zliczę
Ile problemów ma Serdel uparty
Jednym jest ponoć piękna Beatrycze
A to już nie są, mociumpanie, żarty.

Książę kochliwy jest, wiecie to sami
Księżna na zamku mieszka któryś rok
Widzi jak Christo przewraca oczami
Nie odstępuje go więc nawet o krok".

Tak rozmawiali mili kamraci.
Zostawmy knajpę, u płotu Czyżyka.
Zapamiętajmy: ten dotkliwie traci,
Kogo zawiedzie kłamliwa taktyka.

W głebokim jarze, w blasku ogniska
Wiedźmy znów tańczą ile w nogach siły
Zaklęcie mruczą na konne igrzyska
I na rumaki, by nie odchodziły.

BALLADA NA ZAMKNIĘCIE SEZONU (listopad 2012)

Ściele się gęsto mgły mlecznej kurzawa
Nad polem końskim - miejscem na igrzyska.
Ku końcu bieży wyborna zabawa.
Widmo zamknięcia łzę z oczu wyciska.

Teraz grzmią trąby, ktoś mocno obstawia
Drapiąc pazurem dno pustej szkatuły.
Jeszcze się gawiedź snadnie zabawia
Konie biegają, choć zimę poczuły.

Jeden dzień został i zatrzasną wrota
miejsca gdzie rządzą klęska i chwała.
Zostanie pustka, trochę trawy, błota
I smętny stróż grodzki - ot, widownia cała.

Jedni z radością zapadną w pielesze
Licząc talary i złote nagrody,
Głaszcząc puchary. Ku własnej uciesze
Wspominać będą zwycięskie zawody.

Tak to uczyni pan na Taranie,
Ojciec Partencji, co tchnęła weń wiarę.
Szlafmycę zdjąwszy idąc na śniadanie
Obliczać będzie swych wiktorii miarę.

Koziełło lubą Kassiję obłapie,
Przyciśnie dziarsko, pogładzi po głowie:
"Widzisz, waćpani, fortuna nam kapie.
Nova nie wyszła spod ogona krowie!"

Olki się cieszy i Olkiego żona.
Co raz zerkają na ścianę komnaty;
Wiszą tam rzędem zaszczytne dipploma.
Również im brzęczą w komorze dukaty.

Wsiądźmy na dywan, pojazd maga stary,
Wznieśmy nad chmury, niech przestrzeń połyka!
Przelećmy rzeki, doliny, moczary,
Zajrzyjmy skrycie do wioski Czyżyka.

Pan jest to wielki, serce ma ze stali.
Bitny, zacięty. Zdobył nagród wiele.
Nie wiedzieć czemu zwany wszędy "Kali".
Zna swój miecz dobrze, zna też i fortele.

"Zagarnąć całość, nie chcę mieć połowy!
Liczy się sukces, nigdy przyjaciele."
Zobaczył kiedyś magiczne podkowy,
których on nie miał, więc nie dumał wiele:

Gęś białą goni, pióro jej wyrywa,
Ostrzy i macza w inkauście ze sadzy.
"Jam Czyżyk-książę, co zawsze wygrywa!"
- Tak myśli pisząc donosik do władzy.

Liczy się sukces, nigdy przyjaciele.
Chora Parradis? Lecz ja chcę medale!
Gęby na kłódkę, niech biega w niedzielę.
O tym Pegassus nie dowie się wcale!

Trzeba nam wracać, lecz któż tam u bramy
Gra powitalnie jakby szła już wiosna?
Postać mizerną chyba dobrze znamy,
I bystre oczka... toż to hrabia Sosna!

Zostańmy jeszcze, do głębi wzruszeni
Czułym uściskiem serdecznych kompanów.
Sosnę Czyż kocha póki się nie zmieni
Wzajemny układ tych szlachetnych panów.

"Bracie Czyżyku, doradź coś, mój drogi.
Tak jak mówiłeś skarżyłem Kassiję.
Lecz kapłan Bractwa, Klima Pierwszy Srogi,
Nic nie uczynił, uratował żmiję!"

Czyżyk pogładził swój zarost na twarzy,
Spojrzał z zamysłem na lico hrabiego:
"Tak jak Koziełło o zwycięstwie marzy.
Jutrznię weź na muszkę, mój drogi kolego".

Sosna ciężko westchnął, bo już jest po bitwie.
Dżamuną chciał wygrać, plan miał nawet łebski -
Perseuszem Jutrznię ponękać w gonitwie,
Lecz Dżamuna chora, a Perseusz - kiepski!

Ruszajmy na północ, zostawmy tu króla
Walki podziemnej, bo to inna bajka.
Czekają wiedźmy, czarodziejska kula
Oraz ciąg dalszy: NIESPODZIEWAJKA.

Nie wszyscy radzi z zamknięcia sezonu
Nie wszystkim w sakwach kryształy wibrują.
Z głową spuszczoną wracają do domu.
Nie dla nich koła fortuny wirują.

Niektórzy gniewni, zamkną wrota głucho.
Mamrocząc klątwy krzywić będą lice:
"Przeklęte wiedźmy, uszło im na sucho!
A Christ obiecał dla nich szubienicę!"

Nasz dywan - import z kraju dalekiego
Już wylądował - rośnie tu bór stary.
Jesteśmy na dnie jaru skalistego
U progu ciemnej i groźnej pieczary.

"Zachodź, kawaler" - głos z ciemności leci.
U progu wiedźma z miotłą swoją staje.
"Chciałeś mityngu - kula już się świeci.
Czeka na ciebie, noc ciemna nastaje".

Przy ogniu ciepło, młodsza czarownica
Przynosi kulę, która brzęczy cicho.
Kula lśni światłem, jest w niej tajemnica.
Przeszłość to, przyszłość, czy inne w niej licho?

"Powiedzcie wiedźmy, dusze zatracone,
Czemuż na Christa rzuciłyście czary?
Gdzie są puchary, gdzie laury zgubione?
Gdzie gloria sławy i - gdzie są talary?"

Ta młodsza puszcza oko do swej matki
Wtem śmiech wybucha głośny i radosny.
"To nie są wiedźmy, to chyba wariatki" -
Myślę i widzę swój koniec żałosny.

"Nie bój się, panie" - mówią czarownice.
"Myśli twe słyszym - my wiedźmy normalne.
No i łagodne, żadne okrutnice.
I wykształcone, ładne i socjalne.

Śmiejem się, bośmy uroku żadnego
Na księcia pana nigdy nie rzucały.
Ni klątwy żadnej, ni czaru wrednego ...
Bo myśmy tego nie potrzebowały!

Nie trzeba czarów komuś, kto przeklęty
jest z własnej woli przez siebie samego.
Spojrzyj na obraz w kuli zamarznięty.
Wtedy zrozumiesz, drogi nasz kolego".

Patrzę na kryształ - to Leoncio sługa,
Co dla ojca Christa tyrał w dzień i w nocy.
Sługa chory teraz, a choroba długa,
U młodego pana szuka więc pomocy.

"Masz tu miedziaka i znikaj wnet z dworu
- rzecze doń Christo, książę zły jest, butny.
Pan jest niełaskaw i nie ma humoru.
Leoncio znika, stary sługa smutny.

Kula znów wiruje, nowy obraz widzę:
To księżna Serdelek o niebieskim oku -
"Biegać mi, łamagi. Leniami się brzydzę.
Kto będzie się migał nie dam mu obroku!"

Fruwają bieguny z rana i wieczora,
W innych dworach stajnie zamykają straże.
Ale nie tutaj, tu nieważna pora.
Biegać, biegać, biegać, bo tak księżna każe!

Najpierw padł Tudulek, miłość swego pana.
Serdelek rozpacza: "Tudulka pomścimy!"
Christo ją pociesza: "Nie płacz. Z rana
Winnych zbrodni z zamku szybko wyrzucimy".

Później przyszła kryska na inne bieguny.
Jeden, drugi, trzeci nieładnie kuleje.
W zamku grzmią gwałtowne i głośne pioruny,
W stajniach i w czeladnej liczebność maleje.

Nasz Serdelek skóry łatwo nie sprzedaje
I bacikiem goni wszystko co się rusza.
Ziela jej zabrakło, mag już nic nie daje,
Więc swoją czeredkę do wysiłku zmusza.

Deszcz, czy upał, kamień czy błocisko.
Kto nie chce pracować, ten dostaje baty.
Biegać, biegać, biegać, nic że grząsko, ślisko!
O zmierzchu zaś książę liczy cicho straty.

"Pani, tak nie można" - podkomorzy woła.
A mąż to doświadczon, Laska się nazywa.
Jego Christo słucha, dopuszcza do stoła.
Ale po księżniczce jak po rynnie spływa.

I przyszło kolejne nieszczęście - to Filo,
Oraz Movik - czempion i miłość Tętnika.
Książę jest przerażon, ale pyta miło:
"Kochany Serdelku, co to za taktyka?

Niszcząc stado, duszko, nie wygramy nigdy.
Tu trzeba inaczej, zły jest Tętnik stary.
Żeby go uładzić (nudziarz to przebrzydły)
Rzekłem mu, że szkodzą naszych wiedźm złe czary".

"Jam niewinna, panie" - szlocha białogłowa.
"To czeladź i Laska podstawiają stołki!"
Christo zaklął szpetnie i zaraz połowa
Stanu zatrudnienia wiąże swe tobołki.

Książę wnet naruszył fundusz budowlany,
Kancelarię nową Serdelkowi sprawia.
"Niech da spokój koniom" - myśli zakochany,
"Lepiej gdy komputrem luba się zabawia".

W kuli nowy obraz, coś się w nim nie zgadza
Aż przecieram oczy, bo nie wierzę zmysłom:
Serdelek jak ciura konia oprowadza?
Zaszczyty, honory - nagle wszystko prysło.

Przyglądam się bliżej, widzę kwaśną minkę.
Księżna bez korony, na oczach gawiedzi!
W ręku zamiast berła trzyma końską linkę!
A Christo spokojnie w loży swojej siedzi.

Wiedźmy znów się śmieją, teraz z głupiej miny:
"Chyba zrozumiałeś, szkoda komentarza.
Czasem u ofiary trzeba szukać winy.
Tak czasami ludziom w świecie się przydarza!"

"Przejrzał Christ, do pracy zagonił Serdelka?"
I już z Niespodziewajki czuję powiew nowy.
"Nie, on wciąż ślepy, szkoda bardzo wielka
To co widzisz, bracie, to kryzys kadrowy."

Ściele się gęsto mgły mlecznej kurzawa
Nad polem końskim - miejscem na igrzyska.
Ku końcowi bieży wyborna zabawa.
A widmo zamknięcia łzę z oczu wyciska.
 
 
     
gambl100procent
Dżokej


Dołączył: 17 Paź 2015
Posty: 333
Wysłany: 2016-12-21, 19:10   

TOŻ to jest GENIALNE!
My GOD! kto to pisał jest Geniuszem, i powinien kontynuować swe dzieło!!!

może ktoś na PRIV podesłać kto zacz ów Serdelek?
_________________
Żyj śmiało
 
     
Joga 
Dżokej



Dołączyła: 15 Paź 2015
Posty: 220
Skąd: Piaseczno
Wysłany: 2016-12-21, 19:57   

Wydaję mi się, że Serdelek to partnerka i asystentka w stajni trenera Krzysztofa Ziemiańskiego - pani Marianna Surtel. Nie jestem autorką, więc gwarancji nie daję. Ale jeśli mogę pokusić o rozszyfrowanie innych bohaterów balladek, to:
Christo - trener Krzysztof Ziemiański
Johann - Dziunek, pracownik stajenny Stajni Niespodzianka
Niespodziewajka - stajnia Niespodzianka prowadzona przez trenera Ziemiańskiego
Cichosz - Adaś Czapeczka, czyli Adam Cichocki
Wojdziech Treiner - trener Wojtek Chaboski (trenuje razem z panią trener Kamilą Urbańczyk)
Lubisz - Wiktor Lubicz
Tętnik - red. Tadeusz Porębski z bezpłatnego tygodnika Passa
Olki - trener Wojciech Olkowski
Koziełło - trener Janusz Kozłowski
Kasija - żona trenera Janusza Kozłowskiego - pani Kasia Kozłowska
Pan na Taranie - trener Józef Siwonia
Partencja Siwa - córka trenera Siwoni, Patrycja Siwonia
Lasek - trener Andrzej Laskowski
Sosna - trener Maciej Jodłowski
Nówek - trener Marek Nowakowski
Czyżyk - trener Adam Wyrzyk
Walicz - trener Andrzej Walicki
Gorzałek - trener Roman Piwko, właściciel Intensa
Wiedźmy - Kioto i Joga
Mag - fikcyjny dealer z Toskanii :D
Klima Pierwszy Srogi - prezes PKWK, pan Feliks Klimczak
Klucz - trener Tomasz Kluczyński
Konie - chyba pamiętacie, łatwo rozszyfrować

Jeśli kogoś pominęłam, a nie wiecie kto jest kim - śmiało pytajcie.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

phpBB by przemo  
Strona wygenerowana w 0,073 sekundy. Zapytań do SQL: 9