Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Gwozdz do trumny




Przedstawiamy wypowiedź trenera Andrzeja Walickiego poświęconą przede wszystkim projektowi planu gonitw.

Jeszcze o planie zagospodarowania

Wzbudza emocje, protesty. Czy kogoś to tak naprawdę interesuje? Byłem na spotkaniu w Pałacu Kultury, byłem na Ursynowie. Tylko na jednym z nich obecny był przedstawiciel Totalizatora. Nie zabrał głosu.
Na miejscu toru roboczego nie można nic wybudować, chyba że ktoś chciałby sobie zasiać zboże, zorganizować pole golfowe, czy jak sugerowała pani Gronkiewicz-Waltz, boisko piłkarskie. Ten teren nie jest przeznaczony do zabudowy i zabranie go wyścigom niczemu nie służy. Konserwator zabytków oparł się na planie przedwojennym i pozwolił tylko dobudować stajnie na obszarze już istniejących na "dołku" (w kierunku tunelu) i na "górce" oraz hotelu i budynku biurowego na obrzeżach. Jest jeszcze osiem hektarów kupione za czasów dyrektora Gniazdowskiego od osoby prywatnej, w miejscu gdzie stał niedawno hotel. Tam organizator planuje wybudowanie hali widowiskowej, w której będzie odbywał się handel pietruszką, czy też urządzane jakieś zawody, w każdym razie bez związku ze sportem konnym. Do tej hali trzeba jakoś dojechać, więc w planach jest wybudowanie ulicy, prawdopodobnie od Puławskiej, która odetnie i ograniczy stajnie na "dołku" i przejdzie przez tor. W latach siedemdziesiątych były plany przeprowadzenia na torze zielonym linii wysokiego napięcia, ale dyrekcja wyścigów sprzeciwiła się, gdyż taka inwestycja zniszczyłaby tor i w rezultacie plany zmieniono. Co będzie teraz?
Projekty nie mają nic wspólnego ze sportem wyścigowym, tu rolę odgrywa przede wszystkim komercja. Budynków stajni nie można zlikwidować, więc zamieni się je na stajnie dla amatorów, którzy będą sobie jeździć po torze, chociaż nie jest problemem, by teren służył zarówno im jak i nam. Być może znajdzie się tylu chętnych, by zapełnili te boksy. A co z końmi wyścigowymi? Chcą wybudować nowe stajnie na 350 boksów w miejscu, w którym nie da się pomieścić infrastruktury związanej z treningami. To działanie jest całkowicie pozbawione logiki, bo lokalizacja powinna być odwrotna: konie wyścigowe pozostają na miejscu, a stajnie rekreacyjne - na "nowym" terenie. Nie wiem, kto tam myśli, ale urzędnicy zaparli się i nie chcą zmienić zdania.


Plan nieidealny

W Polsce jest bardzo trudno skonstruować dobry plan, ponieważ trzeba pogodzić interesy sprinterów, koni średniodystansowych i długodystansowych. Nigdy nie udało się stworzyć planu doskonałego, ponieważ tak naprawdę jest tylko jeden tor, który prowadzi w miarę prawidłową selekcję koni. Tor sopocki ładnie się rozbudował, ale na nim odbywają się tylko wyścigi letnie, kilka dni w roku. Biegają po nim przeważnie konie czwartej grupy i w żaden sposób nie uzupełnia to selekcji prowadzonej w Warszawie. Natomiast tor wrocławski, który ostatnimi czasy "ożył" jest torem przeznaczonym głównie dla kłusaków i koni przeszkodowo-płotowych i pod tym kątem plan zrobiony jest z głową. Są w nim przewidziane dłuższe dystanse na dwa, dwa tysiące dwieście metrów. Tego w planie warszawskim w ogóle nie ma, mimo że na Służewcu są konie polskie, które właśnie na tych dystansach mają szanse.
Tak jak powiedziałem: na torze warszawskim trzeba pogodzić preferencje wszystkich koni, co jest w zasadzie niewykonalne. Na przykład w Danii czy Holandii jest dużo torów, każdy ma swój odrębny plan i na dobrą sprawę, po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów, koń ma szansę startu w odpowiedniej gonitwie. U nas, jak wiemy, jest inaczej. Z Warszawy do innych stolic jest około siedmiuset kilometrów i trudno jest uwzględniać je pod kątem dopasowywania gonitw, tym bardziej, że robi się z tego poważna wyprawa. Stąd bierze się potrzeba maksymalnie uniwersalnego planowania gonitw na służewieckim torze.


Handicapy

Krótkie dystanse są domeną koni zagranicznych, dystanse długie czy milerskie - hodowli krajowej. Wystarczy spojrzeć na plany z poprzednich lat, by dostrzec, że ta prawidłowość była uwzględniana.
Obecny projekt planu - chociaż nie chce mi się w to wierzyć - został skonstruowany tak, by zniszczyć polskie konie.
Omówię tylko kilka jego elementów.
Po pierwsze handicapy, które zaplanowane są na wiosnę. Są to gonitwy dla słabszych koni. Wypchnięcie ich na początku sezonu do pierwszych grup spowoduje, że jesienią nie będą miały cienia szans, albo w ogóle nie będą biegały. Zawsze zasadą było, by na wiosnę startowały lepsze konie, które szybko awansowały i próbowały swoich sił w ważniejszych gonitwach. Dzięki temu nie zabierały miejsca koniom słabszym. Ponadto planowanie handicapów na 1000-1200 m świadczy o braku wiedzy autora projektu.
Według mnie handicapy to nie są gonitwy fair, często są używane przez niektórych trenerów do zbijania wagi konia. I tak koń, który w gonitwie handicapowej przybiega na końcu stawki, w późniejszych gonitwach wygrywa jak chce. Nie jest to sprawdzian rzetelny, dający graczowi możliwość planowania zakładów. Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie jestem przeciwnikiem handicapów, lecz systemu tego typu gonitw. Pojedyncze, występujące w niewielkich ilościach spełniają pożyteczną rolę w klasyfikacji koni.
Z tej klasyfikacji powinien zostać wyeliminowany element ludzki. Poprzez swoje wyniki koń winien "sam" plasować się w odpowiedniej grupie, a co za tym idzie - decydować w jakich gonitwach będzie startował. Tak jest uczciwie ze względu na samą ideę selekcji, a także wobec ludzi grających w wyścigach.
W projekcie planu są zmiany, które mogę zaaprobować, jest jednak duża część takich, z którymi się nie zgadzam. Często gonitwy blokują się, tzn. dla tych samych koni odbywają się niemal w tym samym czasie.

Gonitwy próbne i specjalne

Ponadto brak gonitw próbnych, co świadczy o nierozumieniu ich znaczenia. Są to gonitwy nie tylko na dany rok, ale również na przyszły, wyłaniające konie do gonitw pierwszej grupy i pierwszych gonitw pozagrupowych następnej wiosny. Do nich zazwyczaj jest mało koni. W ten sposób stawki tych gonitw są uzupełniane i biegi w ogóle mogą się odbyć.
Gonitwy specjalne wypracowane zostały latami praktyki, jeszcze w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Przez ich brak na przykład przegraliśmy dwukrotnie wiedeńskie Derby, bo nie było gonitw na tym dystansie. Istnienie gonitw specjalnych, które autor projektu potraktował po macoszemu, nie jest więc przejawem jakiegoś widzimisię, a realnej potrzeby przygotowania koni do gonitw najważniejszych, chociażby Derby w Warszawie, w Czechach czy Wiedniu, a także Wielkiej Warszawskiej. To przez urzędników nie zostało zrozumiane. Weźmy dla przykładu Nagrodę Soliny. Klacz, która biegała w Wiosennej zmuszona jest do ścigania się w Produce z ogierami, a później w Derby z sześciotygodniową przerwą, która źle wpływa na jej wyniki. Aby temu zapobiec ustanowiono Nagrodę Soliny, ale układający projekt programu wyraźnie tego nie wiedzą.
Swoboda w kasowaniu czy przestawianiu gonitw próbnych i nagród specjalnych świadczy o braku zrozumienia ich znaczenia dla koni i samych wyścigów w warunkach istnienia w kraju tylko jednego toru realizującego selekcję.
Poruszyłem tu tylko kilka wad projektu planu gonitw i nie wiem, jakiego kształtu nabierze on w ostateczności. Słyszałem, że spotkał się już z protestami zainteresowanych, w tym również "arabiarzy".


Tryb wprowadzania zmian

Organizator powinien mieć świadomość, że jeśli chce wprowadzać jakieś znaczące zmiany w programach powinien poinformować o swoich zamiarach hodowców minimum pięć lat wcześniej. W obecnym kształcie projektu gonitw nikt przecież nie kryłby klaczy stayerem, tylko flyerem. Źrebak musi się urodzić, odchować, pójść do treningu. To samo dotyczy kupców: plan gonitw to dla nich informacja co mają kupować. To tak jak ze sportowcem szykującym się do olimpiady, który dwa tygodnie przed igrzyskami dowiaduje się, że nie będzie startował w biegu z przeszkodami na trzy tysiące metrów, a w płaskim na półtora tysiąca. Katastrofa! Organizator powinien dbać o to, by wprowadzać zmian jak najmniej, a jeżeli już - planować to z odpowiednim wyprzedzeniem. Musi być wiarygodny dla hodowcy i kupca. W przypadku niepewności ani jeden ani drugi nie będą inwestować i wyścigi zaczną upadać.
Daleki jestem od snucia teorii spiskowych, uważam raczej, że projekt planu gonitw jest przejawem braku wiedzy i niekompetencji. Tak to już jest, że gdy wytknie się urzędnikowi błędy, zamiast starać się je skorygować głośno krzyczy, broniąc za wszelką cenę swojego zdania.
Na tym tle bardzo dobrze oceniam poprawki do planu wykonane przez PKWK, które nie dość, że są słusznie merytorycznie (bądź co bądź wykonali je fachowcy), nie zawierają jakiejkolwiek złośliwości pod adresem autorów projektu. Poprawki chronią przede wszystkim konia nie tylko hodowli polskiej, bo w dzisiejszych czasach należałoby raczej mówić o hodowli światowej.

OAKS

Zaplanowanie Nagrody OAKS we Wrocławiu, a Liry w Warszawie świadczy o zupełnym niezrozumieniu, o co tu chodzi. To tak jakby Wiosenną rozgrywać na Służewcu, a 1000 Gwinei na Partynicach.
Rozmawiałem z ludźmi z Wrocławia, którzy chcieli, by popierać ich w sprawie OAKS. Poradziłem im, by stworzyli swój OAKS Dolnośląski. Jest OAKS w Yorku, a drugi w Epsom i nikomu to ujmy nie przynosi. Przebijcie Warszawę, a na wasze gonitwy pójdą konie najlepsze.
Niedawno byłem we Wrocławiu, gdzie ostatni raz gościłem czterdzieści lat temu i byłem zachwycony zmianami na lepsze. Tym bardziej dziwię się tym młodym, prężnym ludziom, że zamiast rozwijać swój tor chcą zrobić to kosztem Służewca. Nie chodzi tu o łamanie tradycji, ale o obniżanie rangi Partynic, które powinny wypracować swoje gonitwy, swoją jakość. Mają sprzyjający układ z władzami miasta, mogą dużo dobrego zrobić, na pewno więcej niż my. Niepotrzebne im jest podbieranie warszawskich gonitw, by podnieść skutecznie rangę toru.
W przypadku OAKS inicjatywa przywłaszczenia sobie gonitwy jest nietrafiona chociażby z powodów technicznych. W OAKS startuje nieraz i 20. klaczy. Na tamtym torze pobiec może góra 15. Nie będzie sprzyjać to renomie tej nagrody. Gdy usłyszałem, chociaż nie gwarantuję, że informacja jest prawdziwa, że Rada PKWK przegłosowała pomysł przeniesienia OAKS z jednym głosem sprzeciwu, przeżegnałem się i pomyślałem: w jakim ja świecie żyję? Na pewno nie końskim! Czyżby członkowie tego gremium nie znali się na tym, czym zarządzają? Po co więc to-to istnieje?
Poza jednym niemieckim przykładem nie znam innego na przenoszenie klasyków. Tory tworzą własne Derby czy OAKS i to często z bardzo dobrym skutkiem, niejednokrotnie przewyższając rangą swoich protoplastów.


Groch z kapustą

Kiedyś projekt planu gonitw studiowałem po trzy-cztery godziny kilka dni z rzędu. To moja praca - musiałem zaplanować odpowiednio harmonogramy treningów. Obecny projekt czytałem godzinę i miałem dosyć. Odniosłem wrażenie, że pisał go ktoś, komu nie leżało na sercu dobro koni, hodowli i wyścigów, a bardziej chęć zabłyśnięcia swoją źle pojętą innowacyjnością, awansowania z pierwszego piętra biurowca na drugie, czy odwrotnie. A gdzie fachowość, wiedza? Mnie jest naprawdę wszystko jedno, czy koń będzie biegał na 1800 m czy na 1700 m. Ważne jest, by gonitwa była w planie na odpowiednim miejscu. Memoriał Jednaszewskiego w tym projekcie znalazł się tydzień przed Derby, co eliminuje go jako gonitwę przygotowawczą do tego najważniejszego klasyku. Nagroda Dżamajki znalazła się na początku sezonu i nie za bardzo znajdą się klacze do biegania w niej. To kolejny efekt niezrozumienia zależności między gonitwami nawet w wymiarze dwóch kolejnych sezonów. Później są pretensje, że gonitwy padają, bo trenerzy nie chcą do nich zapisywać koni! Pretensje, które powinny być skierowane do siebie samego.
Podsumowując: nie wierzę, by ten projekt przeszedł. Jeżeli jednak tak się stanie, będzie gwoździem do trumny wyścigów, sygnałem: nie kupujcie koni, nie hodujcie nowych. Niech to wszystko umrze śmiercią naturalną.


Premie

Kolejną rzeczą jest sprawa premii dla koni polskiej hodowli. Jockey Club co roku zmienia zasady, czego nie powinno się robić, tym bardziej, że wyścigi już za pasem. Co roku jest inaczej i zmiany wprowadza się na wiosnę. Jesienią miałbym jeszcze możliwość sprzedać konia gdybym nie widział dla niego w przyszłym roku cienia szansy. A tak? Za późno - zaskakuje się trenerów, właścicieli i hodowców.


Dajcie grać

Po czterdziestu latach pracy nabrałem przeświadczenia, że wyścigi mają marne szanse rozwoju w naszym kraju. Polska to nie Czechy, które przecież nie tak dawno w branży raczkowały. U nas są zaledwie trzy tory, a ściślej licząc - dwa. To nie jest tak, że ludzie nie chcą grać. Przeważnie będą grali we wszystko, co ma sens. Trzeba im to ułatwiać, a nie utrudniać, muszą mieć gdzie obstawiać. Punktów jest mało, a internetu w dalszym ciągu nie widać. Jest za to coś wprost przeciwnego: zawieszanie jednych zakładów, otwieranie innych, później powrót do starych - to działa zniechęcająco i zmniejsza zaufanie do organizatora.

Brak kompetencji i amatorszczyzna w sprawach ważnych dla wyścigów jest efektem złych relacji między PKWK a Totalizatorem. Urzędują w jednym budynku, a dokumenty ślą do siebie poleconymi za pośrednictwem poczty. Śmieszne! Nie będę się deklarował po czyjej jestem stronie, jednak bardzo łatwo dostrzec można, że PKWK posiada fachowców, którzy znają temat wyścigów od podszewki, Totalizator takiego zaplecza nie ma. Mimo to na odpowiednim szczeblu i w odpowiednim czasie nie dochodzi do uzgodnień i konsultacji, czego efektem jest m.in. taki pasztet jak obecny projekt planu gonitw.



Zapisały: J. i Ch. Lipińskie



Powrót do treści | Wróć do menu głównego