Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Papierowy Motyl


Marek Rostocki
dalszy ciąg "Siódmego"

PAPIEROWY MOTYL

Na poczcie redakcji Tower Racing pojawiły się prośby o kontynuowanie opisu przygód pana Chimka w jego drodze do uzyskania statusu właściciela konia wyścigowego pełną gębą. W związku z tym wydaliśmy polecenie służbowe autorowi artykułu SIÓDMY, aby pociągnął dalej ten wątek. Niżej zamieszczamy efekt naszych starań.


Joachim Barcz, czyli Chimek, dokonał zakupu wymarzonego folbluta. Ogierek stoi teraz w podwarszawskiej stajni i przyzwyczaja się do nowego miejsca. Tego dowiedziałem się z rozmowy telefonicznej z przyjacielem. Cierpliwie wysłuchałem informacji o charakterze zwierzęcia, jego kulinarnych upodobaniach, a nawet o kształtach odmian. Gdy zapytałem o sprawy związane z przynależnością organizacyjną Chimka, ten westchnął i odrzekł: "To już mi przeszło. Do żadnego papierowego motyla nie będę się zapisywać".
Dopiero jakiś czas po rozmowie dotarł do mnie sens zawartego w tym krótkim zdaniu przekazu.
Któż z nas nie zna popularnego serialu "Świat według Kiepskich". W jednym z odcinków Ferdek i Paździoch postanowli utworzyć spółkę. Zaczęli od wymyślenia nazwy - Papierowy Motyl. Później zorganizowali biuro, a nawet, jak na spółkę przystało, przeprowadzili rekrutację personelu. Przygotowali też teczki na urzędowe papiery i pozakładali garnitury. Gdy już obaj prezesi zasiedli w swoim gabinecie okazało się, że powiało nudą. Głównie dlatego, że tak naprawdę nie wiedzieli co dalej robić.
Stowarzyszenie Dzierżawców i Właścicieli Koni Wyścigowych skojarzyło się Chimkowi ze spółką Papierowy Motyl, organizacją powołaną celem zaspokojenia czyichś ambicji, bez koncepcji działania, a może nawet z góry wykluczającą takie działanie (w sumie treść statutu jest nieznana). Ferdek i Paździoch chcieli zostać biznesmenami i zrobili to tak, jak potrafili. Jakiś koński działacz też chciał zaistnieć, więc powołał sobie ogranizację. Wszyscy ci panowie osiągnęli stan samozadowolenia, a nawet w ich mniemaniu podwyższyli swój status społeczny. I do tego momentu nie ma się do czego przyczepić, niech każdy się bawi tak, jak może, a inni w ramach tej zabawy płacą za bezdurno składki. Ich pieniądze, ich sprawa. Słupów-ci w naszej ojczyźnie przecież niemało, nie tylko na wyścigach. Mniej ciekawie robi się , gdy słup jako rzekomy przedstawiciel znaczącej grupy awansuje w branżowej hierarchii i zaczyna mieć wpływ na sprawy całego środowiska.
Nie twierdzę, że przedstawiciel Stowarzyszenia w Radzie PKWK narobi szkody, może być nawet wprost przeciwnie - jako doświadczony i wieloletni (?) właściciel koni wyścigowych wniesie coś ożywczego w lekko zatęchłą strukturę. Zawsze jednak zostanie pytanie o moralną legitymację do udziału w najwyższej władzy członka organizacji istniejącej jedynie na papierze. W świetle tego faktu dziwna i niezrozumiała wydaje się nieobecność w Radzie reprezentanta konkretnej i ważnej dla wyścigów grupy ludzi - trenerów, którzy przecież również posiadają własne stowarzyszenie.
Istnieją dwie (w każdym razie z ich nazw to wynika) organizacje właścicieli koni. O jednej napisałem wyżej. Druga - Polskie Towarzystwo Właścicieli i Hodowców Koni Pełnej Krwi Angielskiej - jest całkowitym przeciwieństwem Stowarzyszenia. Obserwując inicjatywy Towarzystwa skierowane na rozwój i przyszłość wyścigów (kursy dla początkujących jeźdźców czy organizowanie gonitw uczniowskich) nie można mieć wątpliwości co do zasadności uczestniczenia jego przedstawicieli w Radzie PKWK.

Mojemu przyjacielowi zabrakło informacji na temat ogranizacyjnej mapy środowiska wyścigowego. Nie można go za to obwiniać, gdyż wiedzy tej nie posiadał nawet minister, który zatwierdzał skład Rady PKWK. Zgodnie z sugestią prezesa SDiWKW Chimek cieszy się teraz z posiadania folbluta i liczy zapewne na Błekitną Wstęgę. Na razie jako niezrzeszony.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego