Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Plan ktorego nie ma



Christina Lipińska


PLAN, KTÓREGO NIE MA

Odbyło się to jak w podręczniku strategii wojennej: najpierw ostrzał, by przygotować przedpole, później atak, który nie zawsze jest natarciem pełną gębą, czasami służy tylko rozpoznaniu sił nieprzyjaciela.

Przygotowanie artyleryjskie przeprowadził znany w środowisku dziennikarski bard Służewca, pan redaktor Tadeusz Porębski. Jego artykuł z "Passy" opublikowany został tradycyjnie przez jeden z portali zajmujących się wyścigami. Utwór ten, jak wiele innych autorstwa pana redaktora, nosi znamiona sponsorowanego, co nie dziwi biorąc pod uwagę fakt, że "Passa" jest gazetką utrzymującą się ze sprzedaży powierzchni reklamowej. Śmieszy natomiast bezinteresowne rozpowszechnianie w internecie materiału, który produkuje ktoś wcale nie za darmo.
Po przygotowaniu nastąpił atak: dzień później na oficjalnej stronie organizatora wyścigów konnych na Służewcu ukazał się projekt planu gonitw na rok 2013 złożony do zatwierdzenia przez PKWK.
TS realizuje jakiś nowy plan czy też (nie po raz pierwszy) wykazał się całkowitą nieznajomością tematu? Wydawałoby sie, że pięć lat organizowania wyścigów wystarczy, by poznać przepisy ustawy o wyścigach konnych oraz prawidła PKWK, a także zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Bez tego wypracowywanie optymalnego planu gonitw z określeniem dat najważniejszych prób selekcyjnych dla folblutów i arabów, warunków zapisów do gonitw, czy skreślania koni przypomina błądzenie w ciemności.
Pierwszym bublem jaki znajdujemy w tym projekcie jest brak Oaks. Pan Porębski tak pisze na ten temat:
"Podczas wrocławskiej wizyty rozważano rozegranie Oaks, najważniejszej gonitwy dla 3-letnich klaczy pełnej krwi, na torze Partynice. Naszym zdaniem jest to dobry pomysł, ale w środowisku wyścigowym w stolicy już słychać głosy sprzeciwu. Argumentem "przeciw" jest to, że tak prestiżowy wyścig powinien być rozgrywany na torze centralnym, a nie prowincjonalnym. Argumentów "za" jest chyba jednak więcej. W ubiegłym sezonie Oaks rozegrano przy prawie pustych trybunach, w związku z czym gonitwa ta miała mniej więcej tyle prestiżu, co w przysłowiowej zapałce trucizny. Mamy przeczucie graniczące z pewnością, że Oaks na torze Partynice zgromadziłby tysiące wrocławian spragnionych prawdziwych wyścigów konnych. Tak zwane środowisko wyścigowe powinno wreszcie spojrzeć trochę dalej niż czubek własnego nosa, o ile rozwój wyścigów konnych, o którym towarzystwo to gęsto i często prawi na publicznych forach, faktycznie leży mu na sercu. Argumentu o "prowincjonalnym torze Partynice" nie kupujemy, ponieważ się nie broni."
Nie mamy pojęcia czy "prowincjonalność" Wrocławia faktycznie podniesiono jako argument w dyskusji o miejscu rozgrywania kluczowych gonitw, mamy natomiast pewność co do słabej skuteczności przeczuć organizatora i pana Porębskiego. Ba, nie tylko przeczuć, ale konkretnych biznesowych posunięć, które - zgodnie z zapewnieniami sprzed kilku lat - miały przynieść krocie branży końskiej i doprowadzić do rozkwitu Toru. Teraz dowiadujemy sie, że Totalizator z troską pochylił się już nie nad Służewcem, a nad Partynicami. Chciałoby sie powiedzieć: "Panowie, najpierw skończcie to, co rozgrzebaliście w stolicy, wtedy dopiero bierzcie się za następny hipodrom".

To prawda - w czasie zeszłorocznej Oaks trybuny świeciły pustkami. Nie zadbano o właściwe nagłośnienie tego wydarzenia, nie zrealizowano żadnego sensownego planu marketingowego (nie licząc tradycyjnego malowania buziek milusińskim). Efekt był widoczny. Mimo to Totalizator razem z panem redaktorem mają przeczucie, że w stolicy Dolnego Śląska gonitwa zgromadzi tysiące fanów wyścigów. Skomentujemy ten fakt słowami Mistrza: "nie kupujemy, ponieważ [argument] się nie broni".
Nie broni się również stwierdzenie, że pokrzywdzone, działające w cieniu Służewca Partynice, skazane dotychczas na wyścigi półkrewek stoją, dzięki ulokowaniu na nich ważnych gonitw selekcyjnych, przed szansą nowego wielkiego otwarcia.
Uważamy, że organizator na Partynicach, tworząc własny plan gonitw z międzynarodową "Wielką Wrocławską" o rekordowej puli nagród (budzącą zawiśc na stołecznym Służewcu) doskonale daje sobie radę i nic nie stoi na przeszkodzie, by powołał również np. Wrocławskie Derby czy Oaks. Tak dzieje się na Zachodzie i z całego serca życzymy Partynicom takiego awansu. Nie jest wcale wykluczone, że ranga tych mityngów przewyższy spotkania warszawskie. Oba tory powinny działać równolegle i - zgodnie z zasadami wolnego rynku - konkurować nawet. Jakieś pomysły o uzupełnianiu się obydwu hipodromów pachną nam ideą centralnego rozdzielnictwa, która już nie tak niedawno odeszła w niesławie.

Zostawmy globalne rozwiązania i zajmijmy sie przez chwilę ludźmi, którzy tworzą tę branżę. Jeżeli właściele zapisują swoje konie (w tym przypadku klacze) do sezonu na Służewiec w Warszawie, a nie do Wrocławia, to spodziewają się, że najważniejsze biegi dla trzylatków odbywać się będą tam, gdzie zaplanowali. Nic nie stoi na przeszkodzie, by zainteresowani zapisywali swoje konie do gonitw na Partynicach, ale nie może być tak, że organizator przenosi nagle imprezę poza swój teren.
Nie wiem jak pan Bąkowski czy Porębski czuli by się, gdyby po wcześniejszym opłaceniu wczasów na Fidżi trafili do ośrodka "Komsomolskaja Ptica" na Krymie. Nie mamy nic przeciwko Krymowi, uważamy nawet, że pobyt tam byłby udany i relaksujący, nie zdziwilibyśmy się jednak, gdyby obaj panowie wyrazili swoje niezadowolenie, którego nie uśmierzyłoby tłumaczenie turoperatora o swojej chęci podniesienia rangi kurortom nad Morzem Czarnym.
To samo dotyczy ważnej gonitwy dla dwulatkow, Nagrody Dakoty, której brak w planie wyścigowym na Służewcu. Domyślamy się, że również ona rozegrać się ma we Wrocławiu.
W USA prawie każdy z większych torow wyścigowych ma swoje prestiżowe gonitwy. Głównym Derby dla USA jest Kentucky Derby, ale są tez Santa Anita Derby, Arlington Derby czy Jersey Derby, tak samo Oaks.
Nie można odgórnie narzucać hodowcom, właścielom, trenerom, gdzie mają się ścigać ich konie.

Na zakończenie swojego artykułu pan Porębski pisze: "Rozwój wyścigów konnych w Polsce, to także rozwój torów zlokalizowanych poza Warszawą, dlatego Służewiec nie powinien występować w roli klasycznego kutwy zgarniającego wszystkie wyścigowe frukta wyłącznie do siebie. Tak czy owak, najważniejsze klasyki - Ruler, Derby dla folblutów i arabów, St. Leger, jak również nagroda Europy pozostaną w stolicy. Wrocław posiada infrastrukturę niezbędną do rozgrywania gonitw, więc PKWK i TS powinny powierzyć tamtejszym organizatorom na próbę rozegranie tegorocznej nagrody Oaks, tym bardziej że spółka Traf deklaruje, iż wszystkie wyścigi rozgrywane poza Warszawą będą na żywo transmitowane na Służewcu, z możliwością zawierania zakładów wzajemnych włącznie."
Cóż można powiedzieć człowiekowi, który od wielu lat uczestniczy w życiu wyścigowym i nagle zrobił się nieświadomy i naiwny jak dziecko? To, że organizator wyścigów w Warszawie i organizator we Wrocławiu to dwie odrębne firmy, które w nowej, posocjalistycznej rzeczywistości, powinny realizować własny plan biznesowy? Czy też to, że Totalizator Sportowy, jako kierujący Służewcem, nie jest predystynowany do roli ogólnokrajowego administratora wyścigów konnych. Jesteśmy przeciwni wszelkiego rodzaju centralizacji, która przynosi więcej szkody niż zysku. Zapytajcie hodowców, dlaczego zamiast kupować nowe matki stadne ogranicza sie ich liczbę w odgórnie zarządzanych stadninach.
Zainteresowanie TS Wrocławiem niczego dobrego nie wróży. Kiepski stan realizacji planów na Służewcu, wielokrotne ich zmienianie i wycofywanie się z wcześniejszych zapewnień oraz obecna próba wyprowadzenia części gonitw z Warszawy świadczyć może zarówno o indolencji, jak i o ... zupełnym braku tych planów. I wbrew pozorom byłaby to najlepsza opcja. No bo któż da gwarancję, że za parę lat następca pana Bąkowskiego nie ogłosi: "Wobec drastycznego spadku ilości gonitw postanowiliśmy na terenie Toru Służewiec wybudować halę telewizyjną przeznaczoną do oglądania wyścigów na torach poza stolicą. W przerwach między transmisjami, jako regionalną ciekawostkę, prezentować będziemy gonitwy miejscowych koni. Kasy Traf-u działać będą przez cały czas".

Nie martwmy się jednak na zapas. PKWK pokazało już swój lwi pazur. Prezes Klimczak oświadczył: "Formalnie rzecz biorąc, żadnego planu nie otrzymałem".

A więc plan, którego nie ma.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego