Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Roulette


Ch. Lipińska
ROULETTE


Rozmowa z Jerzym Barączem
NIGDY WIĘCEJ NIE KUPIĘ KONIA!



Roulette (Machiavellian-Rimsh/Storm Bird) urodził się w 1994 roku w Anglii w słynnej Gainsborough Stud, należącej do byłego władcy Dubaju, szejka Rashida al Maktoum.
Jako roczniaka kupił go jeden z szejków. Legenda głosi, że nigdy ogiera nie zobaczył, bo płynąc do niego, utonął razem ze swoim jachtem.

Jak się stało, że koń o tak wybornym pochodzeniu okazał się dostępny finansowo dla Polski? Czy prawdziwa jest legenda przyklejająca Roulette metkę pechowca, czy może hodowca w rodzinnej stadninie konia zauważył jakieś mankamenty i skłonił właścicieli do pozbycia się go po zaniżonej cenie (cenie równej jednej stanówce jego ojca - ok. 40-50 tys . funtów). Tego nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy. Nie mniej jednak dobrze się stało dla polskiej hodowli, że Roulette trafił do nas.

Geneza

Zacząłem jeździć w wieku 12 lat w ośrodku TKKF w Podkowie Leśnej. Uczyli mnie starzy kawalerzyści: pułkownik Kazimierz Lubicz-Nowicki i major Dębski. Chociaż na co dzień mam przeciętną postawę, na koniu zawsze jestem wyprostowany. Godziny treningu z kijem pozostawiły ten nawyk na całe życie. To była stara, dobra szkoła nie tylko techniki jazdy, ale również opieki nad koniem. Nie było mowy o resztkach słomy na kopytach czy w ogonie, czy o czyszczeniu konia gdzieś na korytarzu. Buty też musiały być lśniące nawet wówczas, gdy w ujeżdżalni leżało błoto. Jeździectwo to sport elegancki i wymagający. Tu nie ma miejsca na przydeptane kapcie, czy inną bylejakość. Koń to zwierzę szlachetne, zasługuje na nasz szacunek, który możemy okazać chociażby przez utrzymanie wobec niego i siebie pewnych standardów.

Stajnia nie była miejscem, do którego wpadało się tylko, żeby pojeździć na koniu. To była druga rodzina, drugie życie. Najpierw organizowało się święta w stajni, później dopiero w domu.

Służewiec

O Służewiec ocierałem się przez cały czas. Jedynym kowalem w okolicy był pan Jasio z wyścigów, który przyjeżdżał również do Podkowy Leśnej. Kiedy potrzebowaliśmy transportu na zawody koniowóz - starą skodę pożyczaliśmy właśnie ze Służewca. Tam również kupowało się konie po karierze wyścigowej.

Zakupiony został przez Casino Poland, którzy jako jedni z pierwszych prywatnych właścicieli w Polsce nabyli kilka koni w Anglii. Biegał u nas w latach 1996-1999 (z półtoraroczną przerwą spowodowaną kontuzją), na dystansach do 2000 m. W tamtych latach ustanowił rekord toru na 1400 m. Wygrał Nagrodę Czubaryka na 1400 m i był trzeci w nagrodzie Strzegomia na 1600 m. W swoim życiu startował 16 razy, 8 razy wygrywając. Początkowo był w treningu w Sopocie u trenera Grzegorza Wróblewskiego, później po wyjeździe trenera do Dubaju, treningiem Roulette zajęła się jego żona, trener Iwona Wróblewska. Karierę miał dobrą, choć "po papierze" spodziewano się więcej. Po zmaganiach na torze ten charyzmatyczny wierzchowiec miał szczęście, że trafił w ręce właściciela, który pokochał konia, a nie jego rodowód. Czytamy o tym w wypowiedzi pana Jerzego Barącza dla Tower Racing.
Ojciec
Machiavellian był championem dwulatków we Francji w 1989 roku. Syn Mr. Prospectora i Coup De Folie po Halo, ścigał się 7 razy, 4 razy wygrywając, raz będąc drugim. Był własnością pana Stavrosa Niarchosa z rodzinnej hodowli Niarchosów, Flaxman Holdings Limited . Jako dwulatek był niepokonany w ważniejszych gonitwach dla tej kategorii wiekowej i wygrał Prix Yacowlef (FR), Prix Morny Agence Francaise - G1 (FR), Prix De La Salamandre -G1 (FR), co zadecydowało o przyznaniu mu tytułu Championa dwulatków. W wieku trzech lat wygrał Prix Djebel (FR) i był drugi w General Accident 2000 Guineas - G1 (ENG). Trenował go Francois Boutin. W 1991 roku zajął miejsce ogiera czołowego w Darley's Dalham Hall w Newmarket, gdzie rozpoczęła się jego błyskotliwa kariera hodowlana. Machiavellian dał dwóch zwycięzców Dubai World Cup: urodzonego w 1998 roku (ojca między innymi Zenyatty) Street Cry'a i urodzonego w 1995 roku Almutawakela. Oprócz tego dał 48 zwycięzców wyścigów typu stakes i takich europejskich championów jak: Titus Livius, Whitewater Affair i Susu.

Miałem też swój służewiecki wątek rodzinny: mój ojciec, który był fotografikiem, uwielbiał konie i wyścigi. Gra nie zawsze kończyła się sukcesem. Nie jeden raz jeździł na Służewiec taksówką, a wracał skromnie autobusem.

Odkrycie Roulette

Później konie zniknęły z mojego życia. Założyłem rodzinę, rozwijałem firmę. Gdy po jakimś czasie osiągnąłem stabilizację wróciły stare tęsknoty. Szukałem odpowiedniego dla siebie konia w różnych stadninach, ale bez powodzenia. W 2000 roku dowiedziałem się, że Casino Poland ma folbluty, z którymi nie za bardzo wiedzą co zrobić i chętnie oddaliby je w dobre ręce. Byli chyba pierwszymi prywatnymi właścicielami koni na Służewcu. Chęć osiągnięcia szybkiego sukcesu i ostre menażowanie dały w efekcie kontuzje koni i niepowodzenie w realizacji planów.
Wśród koni Casino Poland wyróżniał się wyraźnie Roulette, który osiągał w wyścigach znaczne sukcesy, przypłacone również kontuzją. Kupiony był za nieprawdopodobnie małe pieniądze, co - jak głosi fama - Casino zawdzięcza przesądowi arabskich właścicieli.
Gdy jechałem na Służewiec obejrzeć konie, nic o nim nie wiedziałem. Zależało mi na wierzchowcu pełnej krwi do jazdy rekreacyjnej i nie do końca byłem przekonany, czy znajdę to, czego szukam.
Ogier stał w starym blaszaku, bo przyjechały konie z Niemiec na jakieś wyścigi i przeniesiono go, by zrobić dla nich miejsce. Trener zaproponował obejrzenie stajni i wybranie jakiegoś zdrowszego i spokojniejszego wierzchowca, nadającego się do amatorskiej jazdy. Wchodzimy więc do blaszaka i nagle z boksu na wprost wejścia wyłania się jakiś koń. Gdy ujrzałem jego oczy byłem zachwycony - cudo! Podszedłem do niego, a on położył mi głowę na ramieniu. Przytuliłem go, obaj zamarliśmy.

Do najlepszego przychówku Machiavelliana zaliczyć można jeszcze Medicean, Storming Home i Chic. Machiavellian jest też ojcem bardzo dobrej zwyciężczyni 1000 Gwinei, Snowfire.
Niestety w wieku 17 lat, w 2004 roku, na skutek postępującego ochwatu, ogier został poddany eutanazji. Jego przedwczesne odejście to niewątpliwa strata dla światowej hodowli.
Liam O'Rourke, dyrektor zarządzający stadniną Dalham Hall, powiedział o nim:
"Machiavellian był super koniem i wspaniałym ogierem, którego szlachetna krew będzie z nami na długie lata przez krew jego synów i córek. Ale przede wszystkim był pięknym zwierzęciem. Jego strata jest ogromnym ciosem dla wszystkich w Darley, zwłaszcza dla Tommy Sheridana, który opiekował się nim odkąd Machiavellian po raz pierwszy przybył do stadniny."

Matka
Rimsh po Storm Bird od Carefully Hidden po Caro nie była gwiazdą wyścigową, na 6 startów tylko raz wygrała, ale w jej żyłach również płynęła błękitna krew - jej babką jest nie kto inny, ale wybitna w hodowli Iltis z 1947 r., która dała bardzo wartościowe potomstwo, a najlepsza jej córka, My dear Girl urodziła og. In Reality, ojca Known Facta.
Sama Rimsh została sprzedana szejkom za ok 1 mln dolarów.
Jak więc widać, Roulette w swoim pochodzeniu nie ma się czego wstydzić i zasługuje na bardzo wysokie miejsce w naszej hodowli. Na pewno na wiele wyższe, niż zajmuje obecnie, bardzo oszczędnie wykorzystywany jako reproduktor.

Wtedy podbiega trener: "Co pan robi, to niebezpieczne. Koń może panu zrobić krzywdę!" Spytałem, czy to koń Casino Poland. "Tak, ale on jest chory, ma uszkodzoną nogę, normalny złom". Jednym słowem pan Czarniecki odradzał mi wybór Roulette. Ja jednak już wiedziałem, że właśnie jego szukam. Nie oglądałem już innych koni.
Tego samego dnia pojechałem do biura właściciela i dokonałem transakcji. Mało tego, kupiłem od Casino Poland również przyczepę.

Początki
Niedaleko mnie, w Józefosławiu powstała stajnia, w której wcześniej zarezerwowałem miejsce. Przy okazji okazało się, że stajnią tą opiekuje się dr Gębka. Szybko porozumiałem się z nim w sprawie leczenia. Roulette miał poważną kontuzję, w Berlinie przeszedł operację, po której wrócił i wygrał na Służewcu jeszcze trzy gonitwy. Jednak w momencie, gdy go kupowałem, był w złym stanie. Dr Gębka i dr Wasowski wzięli go na miesiąc do służewieckiego szpitala i postawili na nogi. Było już po sezonie, więc pożyczyli mi nawet aparat do leczenia polem elektromagnetycznym, którym później już sam dokonywałem zabiegów.
Pierwszy raz dosiadłem Ruleta w hali ujeżdżeniowej. Koń stanął i nie ruszył się nawet o krok. Koleżanka, która w tej stajni również trzymała swojego konia zaproponowała wspólną przejażdżkę po lesie w nadziei, że wtedy Roulette rozrusza się. Wówczas dopiero dowiedziałem się, co kupiłem. W lesie było jeszcze normalnie, ale kiedy wyjechaliśmy spośród drzew, kiedy Roulette zobaczył wolną przestrzeń ruszył jak wiatr. Koleżanka woła: "Uciekaj, skacz!", ale ja już miałem do czynienia z

Syn



Pisząc o dokonaniach hodowlanych Roulette należy na chwilę wrócić do jego młodości. Będąc dwulatkiem w Sopocie, poznał swoją rówieśnicę, Santa Monikę. Na forum Finisz w bardzo sympatyczny sposób użytkownik piszący pod nickiem Solozzo opisuje to spotkanie, które okazało się znamienne w hodowli - z tego związku urodził się trójkoronowany San Moritz.
Solozzo pisze: "Mam nawet film video jak z Moniką się ,,całują", bo zdarzyło mu się zwiać do niej jak ją na trawce prowadzali na ,,smyczy'', a ludzie wrzeszczą żeby ich rozłączyć i inne zoologiczne wyrażenia pod moim adresem, że do takich ekscesów dopuszczam, bo sobie filmiki kręcę. W każdym razie na nią miał oko już jako 2 latek, a teraz mają córkę. Ona (Santa Monika) na niego też (miała oko - przyp. red.), innych kawalerów olewała, jedynie na niego zerkała. Koniec świata."
Z tego "związku" i romantycznej młodzieńczej miłości w 2003 roku urodziła się Santa Elena, a rok później, w 2004 roku, wybitny San Moritz.

folblutami i jakoś wytrzymałem. Mimo to zaskoczyła mnie klasa tego ogiera, a przecież był po przejściach, długim leczeniu i kiepskim karmieniu. Przez trzy miesiące przyzwy- czajaliśmy się do siebie. Uważam, że ze wspaniałym skutkiem.

Życie z Roulette



Roulette jest koniem spokojnym, opanowa-nym i przyjaznym. Dobrze reaguje na dzieci, nie boi się byle czego. Gdy zobaczy stojący na polu samochód podchodzi, wsadza łeb przez okno i ogląda z ciekawością wnętrze. Jedno go tylko różni od koni rekreacyjnych: trudny do opanowania pociąg do galopu. Koń ma niesamowity zryw, potrafi z kłusa niespodziewanie przejść w taki galop, że dla kogoś, kto go nie zna może to być niebez-pieczne.
Gdy Roulette przebywa gdzieś w stadninie, mam urlop. Ale kiedy znajduje się w Józefosławiu jestem w stajni codziennie i codziennie robimy 1600 m galopu. Ani deszcz, ani mróz nie mogą nam w tym przeszkodzić. Musi być bardzo twardo i ślisko, abyśmy ograniczyli się do kłusowania.

Kariera torowa San Moritza, który obecnie jest ogierem czołowym w SK Widzów, gdzie zazwyczaj kryje i jego ojciec, Roulette:




Og. San Moritz (POL) - 2004 (Santa Monica / Who Knows) biegał latach 2006 - 2010 na dystansach 1000 - 3000 m.

19 Startów, 10 x pierwszy, 2 x drugi. Suma wygranych - 198.985 PLN + 0 € (~55.960 €).

Trójkoronowany koń roku 2007.

Łącznie wygrał jedną gonitwę G3 (POL) i 5 gonitw rangi Listed (POL), Służewiec, na dystansach 1600 - 2800 m.

Wygrał również gonitwę płotową na dystansie 3000 m, która zakończyła jego karierę na Służewcu.

San Moritz posiada licencję na krycie półkrwi i w tym roku kryje w Janowie Podlaskim.

W zasadzie nie mam żadnego zmiennika. Jest co prawda w stajni dziewczyna, która objeżdża Roulette w hali, ale ze względu na bezpieczeństwo nie może jeździć z nim w teren. A koń wyścigowy przecież potrzebuje galopów! Dlatego od dwunastu lat obaj jesteśmy niejako skazani na siebie. Nie ogranicza się to tylko do treningów. Roulette był chyba trzymany na samej słomie, bo gdy trafił do mnie dosłownie rzucał się na paszę. Kupiłem wtedy specjalny garnek i w sezonie jesienno-zimowym własnoręcznie gotuję mu w domu mesz, który codziennie wożę do stajni. Tam na początku nie wiedzieli nawet, co to takiego jest. Codziennie też koń dostaje owies, siano i marchew. Cukru i odżywek nie stosuję. Nagrodą jest dla mnie wspaniały wygląd ogiera i jego - mimo już dość zaawansowanego wieku - kondycja.
Roulette jest koniem delikatnym i wrażliwym, nie ma w nim żadnej złośliwości, czy złych skłonności. Może poza dwoma wyjątkami. Pierwszy występuje po jego powrocie z krycia. Robi się wtedy buńczuczny, potrafi "postawić się" i chce rządzić. Trwa to zawsze około miesiąca i zdążyłem się już przyzwyczaić.
Drugi nawyk, który osobiście uważam za zabawny i sympatyczny, a jak przypuszczam spowodowany wczesnym odstawieniem od matki, przejawia się zamiłowaniem do chwytania ludzi i trzymania ich w "niewoli". Wiąże się to z pewnym wydarzeniem: w Widzowie zapomniałem o tym przyzwyczajeniu Roulette wspomnieć stajennemu, który przeżył później chwile grozy. Gdy wszedł do boksu, by nasypać do żłobu paszy, koń chwycił go zębami za rękę i nie chciał puścić. Stali tak w klinczu dłuższy czas. Roulette nie puszczał, chociaż zaczął przysypiać. Stajennego wyratował z opresji wezwany na pomoc pan Koch.
Roulette ma jeszcze jedną ciekawą cechę: reaguje na dźwięk komórki. Możemy być w największym galopie, gdy dzwoni telefon koń zwalnia i zatrzymuje się czekając, aż skończę rozmowę.



Biegające potomstwo Roulette:

og. Dżasper (POL) - 2003 (Dżalina / Graf).
Biegał w latach 2005 - 2009 na dystansach 1000 - 2200 m.
31 Startów, 7 x pierwszy, 3 x drugi. Suma wygranych - 130.685 PLN (~36.690 €).
Łącznie wygrał 3 gonitwy rangi Listed (POL), na dystansach 1300 i 1600 m.

og. Scinus (POL) - 2004 (Scintina / Dixieland).
Biegał w latach 2006 - 2011 na dystansach 1000 - 2000 m.
32 Starty, 9 x pierwszy, 3 x drugi. Suma wygranych - 52.035 PLN (~17.390 €).

og. Socorino (POL) - 2007 (Socora / Five Star Camp).
Biegał w latach 2009 - 2011, na dystansach 1300 - 2200 m.
10 Startów, 2 x pierwszy, 7 x drugi. Suma wygranych - 35.880 PLN (~8.670 €).
Sezon 2012 Socorino rozpoczął od zajęcia trzeciego miejsca, nie będąc jeszcze w pełni formy.

og. Nataniel (POL) - 2007 (Natanja / Dixieland).
Biegał w latach 2009 - 2010, na dystansach 1000 - 3200 m.
12 Startów, 3 x pierwszy, 2 x drugi. Suma wygranych - 27.650 PLN (~7.100 €).

og. Jurlette (POL) - 2006 (Juno / Alywar).
Biegał w latach 2008 - 2009 na dystansach 1200 - 3000 m.
12 Startów, 4 x pierwszy, 3 x drugi. Suma wygranych - 27.875 PLN (~7.050 €).

Na Służewcu nie wierzono, że dam sobie radę z ogierem, a nawet radzono, bym go wykastrował. Nigdy bym się na to nie zgodził. Biorąc pod uwagę jego klasę i krew byłaby to czysta zbrodnia.
Kiedyś wpadłem na tor. Obsługa stajni z ciekawością wypytywała o moje postępy z ogierem (podobno obstawiali, że po dwóch tygodniach zniechęcę się do Roulette). Między innymi padło pytanie, kto go czyści. Gdy odpowiedziałem, że robię to osobiście, zdziwili się. Tak naprawdę zmieniłem chyba dziesięć szczotek, by wybrać tę właściwą. Roulette, co prawdopodobnie świadczy o jego klasie, ma niesłychanie wrażliwą skórę i w czasie czyszczenia niewłaściwym narzędziem dostaje białej gorączki. Dobrze natomiast odbiera odkurzacz. Mógłbym nim wciągnąć nawet jego język - nie zrobiłoby to na koniu większego wrażenia.

Roulette - ogier czołowy

Nie miałem nigdy żadnych planów hodowlanych, chociaż poznałem rodowód Roulette, gdy po zakupie przekazano mi jego dokumenty. To, że ogier kryje w stadninach, zawdzięcza doktorowi Gębce, który bardzo mnie do tego namawiał. Uważał, że egoizmem jest nie przekazanie dalej świetnej krwi Roullete, a nawet straszył, że w razie odmowy zakradnie się nocą i za karę ogiera wykastruje. Za sprawą doktora skontaktował się ze mną pan Koch z Widzowa i tak zaczęły się stanówki, chociaż nie od razu - przez pierwszy rok ogier wypoczywał i nabierał sił.
Roulette stanowił w Widzowie, Golejewko również sygnalizowało swoje zainteresowanie, ale jakoś nie podjęto tam ostatecznej decyzji. Obecnie stacjonuje w Kozienicach. Krył średnio kilkanaście klaczy rocznie i wykazał się sukcesami już w pierwszych latach swojej kariery hodowlanej. Niewątpliwie największym jak na razie osiągnięciem Roulette jako reproduktora jest San Moritz, trójkoronowany z 2007 r.


og. Iwo (POL) - 2004 (Inari / Rutilio Rufo).
Biegał w latach 2006 - 2009 na dystansach 1000 - 3200 m.
26 Startów, 2 x pierwszy, 3 x drugi. Suma wygranych - 20.055 PLN (~5.580 €).

kl. Sorentina (POL) - 2008 (Socora / Five Star Camp).
Biegała w latach 2010 - 2011, na dystansach 1000 - 3000 m.
11 Startów, 0 x pierwsza, 1 x druga. Suma wygranych - 6.190 PLN (~1.610 €).

W 2011 r po Roulette urodziły się:

og. Dżerald od Dżamajki/Juror
kl. Dżolia od Dżoliba/Baby Bid
kl. Dżordżina od Dżordżii/ Sorbie Tower
kl. Dżuna od Dżungli/Snow Kid
og. Furlong od Freedom/All Hands On Desk
kl. Moleta od Mikola/ Dixieland
kl. Natanga od Natanja/Dixieland
og. Solux od Soczi/In Camera
kl. Sorelina od Soli/ Zafonium
og. Szamet od Szaty/Alwar

Uważam, że ogier tej klasy co Roulette powinien być znacznie szerzej wykorzystany i mówię tak nie dlatego, że jestem jego właścicielem. Strona finansowa stanówek ma dla mnie drugorzędne znaczenie. Po prostu szkoda, by tak dobra krew się marnowała tylko dlatego, że panuje obecnie moda na krew niemiecką, lub właścicielom klaczy nie chce się bawić w organizowanie transportu.

Niedługo Roulette wraca do swego pensjonatu w Józefosławiu. Wszyscy na niego czekają, szczególnie dzieci, które zawsze chętnie garną się do jego boksu.
Ja również czekam na niego, jak co roku.

Pytano mnie nie raz, czy kupię sobie jeszcze kiedyś jakiegoś wierzchowca. Odpowiadam zawsze: nigdy więcej nie kupię konia.
Żaden nie zastąpi mi Roulette.

foto Jerzy Barącz


Co dalej?
W tym roku Roulette kryje w SK Kozienice resztkę klaczy, która tam została przed sprzedażą stadniny. Z prywatnych klaczy pokrył m.in. Mozę (Tempelwachter-Mozaika/Saphir), która zaźrebiła się za pierwszym razem i już przebywa w docelowej stadninie. Moza jest własnością Andrzeja Kwaśnego.
Podsumowując: wielka szkoda, że szybka krew Roulette nigdy jeszcze nie trafiła do stayerskiej krwi klaczy z Golejewka , gdyż rezultat mógłby być bardzo dobry.
Roulette ma już 18 lat. Co prawda wygląda jak młody koń, ale chyba już najwyższy czas użyć go szerzej w hodowli. Aby potem nie żałować.


Rozmawiali: Christina Lipińska i Andrzej Kwaśny
Zdjęcia ze zbiorów Jerzego Barącza



Powrót do treści | Wróć do menu głównego