Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Sluzewiec i Partynice z Porebskim w tle


Marek Rostocki


SŁUŻEWIEC I PARTYNICE
Z PORĘBSKIM W TLE

W artykułach "Siódmy" i "Papierowy Motyl" przedstawiłem próbę ukonstytuowania się nowego właściciela folbluta w samorządowych strukturach środowiska wyścigowego. Ten trącający krotochwilą pretekst stał się powodem szerszego spojrzenia na zagadnienie. Uczyniłem to delikatnie i ostrożnie, gdyż moja wiedza na temat stowarzyszeń użyteczności publicznej działających na terenie Służewca jest raczej niewielka. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że organizacje te nie są skłonne do inforomwania o swojej działalności i osiągnięciach na szerszym forum. A szkoda.
Niżej publikuję list pana Piotra Pękali, przedstawiciela władz Dolnośląskiego Towarzystwa Wyścigów Konnych.

Szanowni Państwo,
w nawiązaniu do tekstu Marka Rostockiego zatytułowanego „Siódmy” chcielibyśmy poin- formować, że Dolnośląskie Towarzystwo Wyścigów Konnych – Partynice, dostrzegając poruszony w tekście problem, postanowiło wyjść mu naprzeciw. Wydaliśmy folder pt. "Wyścigowa pasja" (
kliknij >>) skierowany do potencjalnych właścicieli wyścigowych folblutów, w przystępny sposób przekazujący podstawowe informacje o wyścigach konnych w Polsce. Chętnie służymy radą i pomocą przy podejmowaniu wszelkich działań związanych z zakupem konia, rejestracją barw i stajni wyścigowej czy poszukiwaniem trenera. Chcielibyśmy również dodać, że Wrocławski Tor Wyścigów Konnych – Partynice oferuje utrzymanie i trening wyścigowego rumaka w promocyjnej cenie 786 zł brutto miesięcznie. Zapraszamy do kontaktu z nami: Dolnośląskie Towarzystwo Wyścigów Konnych – Partynice ul. Zwycięska 2 53-033 Wrocław tel. (71) 339-83-64 email: folbluty@torpartynice.pl
Z poważaniem,
Piotr Pękala
Sekretarz DTWK Partynice

Polecam obejrzenie folderu (link w tekście wyżej) i za przywołanym już w moich tekstach Ferdkiem Kiepskim zadaję pytanie: "No i co, zatkało kakało?"
Zgrabne połączenie merytoryczej informacji, poetyki kontaktu człowieka ze zwierzęciem i emocji wyścigowych z nieźle przedstawioną zachętą eknomiczną. Tak powinno się to robić.
Przy tej okazji nasuwa uwaga: im jest łatwiej. Wrocławianie działają w innych realiach, mają za sobą lokalne władze, w których skutecznie lobbuje na rzecz Partynic pan Wiesław Saniewski, tor ma też dobrą prasę w lokalnych mediach. A u nas?
Przytoczę słowa Tadeusza Porębskiego, dziennikarza związanego od lat z Torem Służewiec, z artykułu pt. "Zagospodarowanie Służewca" zamieszczonego w Tygodniku Sąsiadów "Passa": "Nie jest bowiem możliwe (...) aby obiekt o powierzchni ponad 100 ha, położony praktycznie w centrum miasta, był zimą martwy, a latem służył wyłącznie kilkuset osobom ściśle związanym z wyścigami konnymi oraz kilku tysiącom widzów bywających na okazjonalnych galach typu Derby czy Wielka Warszawska".
Żeby dodać smaczku tej wypowiedzi wyjaśniam niezorientowanym, że nazwisko pana Porębskiego widnieje na liście płac Totalizatora Sportowego lub jednej z jego córek-spółek, w związku z czym od dłuższego czasu jest medialną tubą organizatora wyścigów w stolicy.

Nie jest moim zamiarem podejmowanie w tym miejscu dyskusji z tym panem, który widać nie wie o tym, że konie trenują również zimą, że Służewiec do obrzeże, a nie centrum stolicy, że podobne argumenty zamieniły swojego czasu świetnie zlokalizowany Stadion Dziesięciolecia w bazar. Cytat powyższy służy wykazaniu różnic w podejściu do tego samego tematu we Wrocławiu i w Warszawie: na Partynicach dąży się do rozwoju wyścigów, w Warszawie - do ich ograniczenia lub wyrugowania. Sygnał wysłany za pośrednictwem pana Porębskiego przez organizatora jest jasny: "Nie chodźcie na wyścigi, bo to impreza dla nielicznej kliki". Czemu komuna nie dała rady (wprost przeciwnie - nie miała nic przeciwko wyścigom, traktując je jako dozwoloną rozrywkę dla proletariackich mas), chce zniszczyć socjalistyczna ultralewica.
Wbrew pozorom nie odszedłem od podstawowego wątku tego artykułu, gdyż nikt inny, jak kibice z trybun hipodromów kupują konie wyścigowe. Jeżeli zabraknie pasjonatów ta dochodowa w innych miejscach Europy działalność przestanie istnieć. Dlatego w sytuacji, gdy organizator sam sobie strzela w nogę, tak ważną sprawą staje się działalność środowiskowych organizacji.

Chyba, że niektóre stoją po całkiem przeciwnej stronie barykady.


Powrót do treści | Wróć do menu głównego