Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Szpital dla koni


Marek Rostocki

Szpital dla koni (dawniej)

Szpital dla koni wyścigowych przy torze na Służewcu, to jedyna tego typu placówka w kraju. Powstał wraz z budową toru w latach 1938-39. Natrafiliśmy na niewielki reportaż w miesięczniku "Nasze Miasto" z 1955 roku z odwiedzin w szpitalu. W monografii "150 lat wyścigów konnych" pisze o nim ówczesny dyrektor, dr Stanisław Szczypiorski. Cytat z tej wypowiedzi posłuży nam za wstęp do artykułu.

Urządzeń, nawet prymitywnych, do zabiegów i lecznictwa weterynaryjnego na torze (przy ul. Polnej) nie było. Projekt założenia szpitala powstał z chwilą budowy toru na Służewcu. Wystawiono budynek z przeznaczeniem na szpital weterynaryjny, który dotąd stoi vis a vis startu 2200 m. Podczas okupacji tor wyścigowy w Warszawie był nieczynny i konie wywieziono. Niemcy umieścili na torze koszary SS i szpital dla koni. W czasie powstania i przed wycofaniem się Niemców, urządzenia szpitala zostały przez nich zdemontowane i wywiezione.
W 1945 r. zaczęły wracać na tor służewiecki konie, a wraz z nimi dawni pracownicy. Zabrano się energicznie do pracy i usunięcia zniszczeń. Dr Koskowski jako dyrektor Rzeźni Miejskiej nie chciał początkowo wracać na tor. Dyrektor toru, generał L. Bukojemski oraz inspektor toru T. Possart, powierzyli mi wówczas jako byłemu stypendyście Tow. Zachęty do Hodowli Koni funkcję lekarza toru wyścigowego. Od 1.1.1946 r. objąłem opiekę weterynaryjną nad niewielką wtedy liczbą koni wyścigowych. Do pomocy przydzielono mi obecnego trenera Henryka Szymańskiego. Trudne warunki pracy i niewielkie fundusze nie pozwalały od razu rozpocząć budowy odpowiednich urządzeń i szpitala. W marcu 1945 r. wrócił na tor dr Koskowski (w r. 1961 przeszedł na emeryturę, w r. 1963 zmarł). Kierownikiem szpitala od r. 1962 jest autor niniejszej notatki, zastępcą lekarz wet. Emil Nawrocki, kierownikiem laboratorium lekarz wet. Maria Janicka, współpracują z nami dobrowolnie kierownik selekcji lekarz wet. Aleksander Falewicz oraz Jerzy Eliasz.



Odwiedzamy szpital weterynaryjny dla czworonożnych pacjentów — sportowców. Nie zastajemy zasłużonego kierownika szpitala, dr. Bronisława Koskowskiego, który jest na tym stanowisku z górą pół wieku.



Doktor weterynarii Emil Nawrocki oprowadza nas po swoim króles- twie. Szpital dla czwo- ronożnych pacjentów, przedstawiających wielką wartość spor- tową i hodowlaną, zaopatrzony jest w najbardziej nowoczesne urządzenia. Posiada pełen asortyment instru- mentów chirurgicznych łącznie z elektrycznymi nożami, urządzenia do przeszczepień systemem Fiłatowa, rozpryskiwacze dezynfekcyjne, sterylizatory, dwa aparaty rentgenowskie, aparat do diatermii, aparat krótkofalowy i długofalowy, kwarcówka i Sollux, natryski zimne i gorące. Jednym słowem wszystko, co potrzeba dla chirurgii, internistyki i fizykoterapii.



- W zeszłym roku ogier Sombrero zrobił nam nie lada kawał. Ogólnie typowano na zwycięzcę Wielkiej Warszaw- skiej ogiera De Corta.
Tymczasem, jak przyszło co do czego, wygrał Sombrero - mówi doktor Nawrocki.
Tutaj dopiero, w końskim szpitalu, tajemnica wychodzi na jaw. Oto Sombrero zawdzięcza swoje zwycięstwo zabiegom leczniczym! Koń cierpiał na sforsowanie stawów łopatkowych. W tym stanie oczywiście nie mógł nie tylko wygrać, ale w ogóle biegać. Poddano go kuracji przy pomocy aparatu krótkofalowego. Cierpliwie przychodził na zabiegi przez dwa miesiące, dostawał krótkofalówki, potem — gorące natryski i masaże. Wydobrzał tak, ze wygrał Derby i Wielką Warszawską!
Dawniej koń wyścigowy, który złamał nogę był bezwzględnie przeznaczony na zagładę. „Dzisiaj nie oddajemy naszych pacjentów na kiełbasy" — mówi dr Nawrocki. Oto ogier Ultimatum. Pechowiec, bo raz już uległ złamaniu nogi, a drugi raz — miednicy! Prawdziwe to było końskie nieszczęście i rozpacz, kiedy go tu po tym wypadku przypro- wadzono. Przez dwa i pół miesiąca wisiał na podciągu. Teraz znowu jest pełen humoru i życia, o mało nam nie rozbił aparatu rentgenologicznego podczas prześwietlenia. Jeżeli nawet nie powróci na tor, to w każdym razie ocalony został cenny reproduktor.



Bardziej skomplikowane operacje odbywają się na specjalnej sali pod bezcieniową lampą chirurgiczną. Pacjent tu przychodzi na własnych nogach, po czym otrzymuje narkozę przez sondę do żołądka. Po 20 minutach można go już spokojnie położyć na stole operacyjnym, a stół operacyjny — bagatela! — ma wymiary na 2,5 na 3,5 metra i materac gumowy 13 centymetrów grubości.
Prawą ręką doktora Nawrockiego jest starszy stajenny Eliasz. Niemalże urodzony na torze wyścigowym, dwukrotnie ulegał ciężkim wypadkom, musiał wycofać się z toru i otrzymał inną posadę. Nie wytrzymał i w tajemnicy przed żoną powrócił na Służewiec. Dano mu zajęcie w końskim szpitalu, bo na „żyłkę wyścigową" nie ma rady, na to nie wynaleziono jeszcze lekarstwa!
Jeździec Eliasz nie dosiada już koni, ale udziela im pomocy w szpitalu.


"Nasze Miasto" marzec 1955


Powrót do treści | Wróć do menu głównego