Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Wszystkie konie sa nasze


Marek Rostocki
Wszystkie konie są nasze!

Zupełnie niespodziewanie Oaks okazało się gonitwą sprzedażną i zdobywczynie trzech pierwszych miejsc zmieniły właścicieli w tempie iście ekspresowym. Z jednej strony decyzja o tych transakcjach nie dziwi, gdyż okres szczytu formy konia to najlepszy moment na uzyskanie maksymalnej ceny, z drugiej - nam, kibicom, trochę żal ...
Summer Lane i Galiba trafiły na Ukrainę i prawdopodobnie wystąpią tam w zbliżającym się Derby, losy Natalki nie sa nam znane, gdyż jej byli właściciele nie udzielili nam żadnych informacji. Chodzą słuchy, że startować ma we Francji.
Podobne wątki oraz atmosfera tajemniczości i niedopowiedzeń, tak charakterystyczna dla menatalności naszych wschodnich sąsiadów, pozwalają domniemywać, że nabywcą wszystkich trzech klaczy jest ten sam człowiek, który w zeszłym roku kupił Intensa. Nawet fakt, że konie zostały szybko wywiezione z naszego kraju przemawia za tym przypuszczeniem - po niesławnym bałaganie towarzyszącym tamtej transakcji, który być może pośrednio przyczynił się do śmierci ogiera - nowy właściciel postanowił już nie ryzykować.
Nie jest wykluczone, że wszystkie klacze zobaczymy jeszcze na służewieckim torze w Wielkiej Warszawskiej, tym razem startujące już w innych barwach.
W zasadzie powinniśmy się cieszyć: konie, kupione za grosze, nisko ocenione za granicą, po pobycie w Polsce osiagnęły wartość przewyższającą znacznie średnie stawki europejskie. Świadczy to dobrze o naszych trenerach i ich metodach szkoleniowych.
"Summer Lane dała nam tego roku wiele radości i niezapomnianych chwil, które pamiętać będziemy do końca życia. Dziękujemy trenerowi Józefowi Siwonii, całej załodze stajennej i dżokejowi P. Krowickiemu, bez których nie mielibyśmy tych wspomnień". Tak napisał do naszej redakcji współwłaściciel Summer Lane, Kishore Mirpuri. To prawda, spółka Mirpuri-Górski ma chyba największe powody do satysfakcji: klacz zakupiona przypadkiem, jako "załącznik do transakcji" z powodu braku miejsca w stajni u poprzedniego właściciela (Kishore wspomina o tym w jednym z wywiadów - patrz podstrona "Konie") okazała się w pierwszej połowie sezonu objawieniem, a podczas Oaks zaimponowała sercem do walki.
Dumę z osiągnięć naszych trenerów przyćmiewa trochę inna refleksja: co w takim razie z polską hodowlą? Jak ją rekonstruować, skoro najlepszy "materiał" odchodzi bezpowrotnie, nie pozostawiając śladów we krwi urodzonych na miejscu potomków? Wszystkie trzy klacze przywędrowały do nas co prawda z zagranicy, ale okazały się bardzo dobre i szkoda, że w żaden sposób nie wzbogaciły rodzimego stanu posiadania.
Tu przychodzą wspomnienia o inicjatywach Jurjewicza, który stworzył fundusz mający za zadanie chociaż w części zapobiegać takiemu zjawisku poprzez wykup zagrożonych eksportem cennych dla rodzimej hodowli egzeplarzy.
A stan obecny? Kilka średniej klasy reproduktorów, których policzyć można na palcach jednej ręki, a w wiekszości przypadków - krycie "na czuja", hazard genentyczny na zasadzie: a może się poszczęści? Byle tanio, byle blisko i oszczędnie. Takie są realia, gdy brakuje pieniędzy, gdy hodowlą zajmują się ludzie nie do końca do niej finasowo przygotowani i gdy praktycznie brakuje organizacji, która chroniłaby posiadane zasoby przed destrukcją.
Na tym tle dobrze prezentują się indywidualne inicjatywy poprawy jakości polskiej krwi poprzez wysyłanie klaczy do krycia pod dobrych rodowodowo reproduktorów za granicą (np. Electra Deelites, Badawah), czy planowy import dobrze rokujących klaczy do własnej hodowli (Stajnia Pegaz).

Szacunek budzi również postawa niektórych właścicieli, którzy do "hodowlanego patriotyzmu" nie są zobligowani. "Państwo Plavacovie mają układ, że w przypadku jakiejś kontuzji chętnie odkupią Galibę do hodowli" - pisze trener Tomasz Kluczyński.
Przytoczone fakty wnoszą nieco optymizmu w ten dość smutny stadniniany pejzaż.
Mimo to pozostaje odrobina smutku i nostalgii. "Niestety, na wyścigach nie można mieć sentymentow, tak już musi być. Do koni nie można za bardzo się przywiązywać, bo rozstania są trudne" - czytamy w dalszym ciągu korespondencji od pana Tomka, którego ulubienicą była właśnie Galiba.
Jemu, sobie i innym podobnym przeznaczam te słowa pociechy: Natalka, Summer Lane i Galiba nie zakonczyły kariery, może nawet dopiero ją rozpoczęły! Dzięki środkom technicznym żyjemy przecież w "globalnej wiosce", w dalszym ciągu podziwiać możemy klacze w czasie gonitw. I cieszyć się ich sukcesami.
Bo tak naprawdę dla nas, fanów wyścigów, wszystkie konie są nasze.



Powrót do treści | Wróć do menu głównego