Tower Racing

Szukaj

Idź do treści

Tesio-Mozg i dusza





Federico Tesio

MÓZG I DUSZA
tłum. Małgorzata Caprari

Poniższe rozważania są dalszym ciągiem opracowania pt. " Inteligencja konia".


MÓZG


Zadaję sobie pytanie, w jakiej części ciała zwierzęcia znajduje się centrum inteligencji.
W mózgu!- odpowiedzą zarówno erudyci jak i ignoranci.
Kiedy byłem mały i zdarzyło mi się popełnić jakieś głupstwo, zazwyczaj dostawałem lekkiego klapsa i słyszałem zdanie: „Nie masz chyba zupełnie mózgu w tej swojej makówce!”. I tak nauczyłem się, że mózg mieści się w głowie, i że właśnie on ponosi odpowiedzialność za wszystkie moje szalone pomysły.
Wiele lat później, uczęszczając na wykłady profesora Lombroso poznałem dokładnie topografię mózgu i wszystkie wzgórki warunkujące dobre lub złe tendencje. Mimo iż nie akceptuję w stu procentach teorii profesora Lombroso, muszę przyznać, że wiele koni garbonosych posiada trudny charakter.
Przejęty tą teorię postanowiłem porównać mózg konia z mózgiem człowieka oraz z mózgami innych zwierząt. Wziąłem więc ryciny przedstawiające ludzki mózg oraz mózgi innych zwierząt i po przedstawieniu ich w tej samej wielkości przystąpiłem do porównania.
Jeśli przyjrzycie się tym rysunkom, zauważycie między nimi ogromne podobieństwo. Wszystkie mózgi są zbudowane w podobny sposób: opony, półkule, zwoje, rdzeń przedłużony etc. Wszystkie mózgi są do siebie podobne niczym różne typy zegarów z wahadłem w sklepie zegarmistrzowskim. Zasada działania jest zawsze ta sama.
W gruncie rzeczy większe różnice można zaobserwować pomiędzy szkieletami człowieka, konia i psa niż pomiędzy ich mózgami. Niektórzy naukowcy twierdzą, że inteligencja zwierzęcia jest wprost proporcjonalna do stosunku, jaki zachodzi pomiędzy objętością i ciężarem mózgu, a całkowitym ciężarem zwierzęcia. W tym twierdzeniu można doszukiwać się śladów prawdy, jednak istnieje także wiele faktów, które zdają mu się przeczyć.
O ile dobrze pamiętam, w przypadku Włochów przeciętny ciężar mózgu wynosi 1308 g. dla mężczyzny i 1171 g. dla kobiety.
Pewni naukowcy zdołali w przybliżeniu określić ciężar mózgu niektórych sławnych ludzi (przypuszczam, że w oparciu o objętość puszki mózgowej).
A oto kilka przykładów:
Turgieniew 2012 g.
Cuvier 1861 g.
Byron 1805 g.
Kant 1805 g.
Dante 1171 g.
Liebig 1100 g.
Anatol France 1017 g.

Największy mózg znaleziono u pewnego idioty: 2850 g., lecz nawet i bez tego możemy zauważyć, że sam ciężar mózgu nie ma specjalnego znaczenia. Inni naukowcy, bardziej wyrafinowani, dowodzą, że inteligencja nie jest proporcjonalna do ciężaru mózgu, lecz do ilości jego zwojów. I to także nie wydaje się być prawdą, jako że czytałem kiedyś, że mózg wieloryba pod względem ilości zwojów przewyższa mózg człowieka. A przecież człowiek wynalazł harpun, aby móc polować na wieloryby, podczas gdy wieloryb nie zdołał wynaleźć nic na swoją obronę.
Konkluzja: objętość, ciężar i ilość zwojów stanowią wartości zbyt relatywne, aby na ich podstawie można było określić jaką energią dysponuje dany mózg.

W poszukiwaniu energii mózgowej

Skąd mózg pobiera swoją energię? W rzeczywistości to pytanie należałoby sformułować w inny sposób: skąd bierze swoją energię układ nerwowy?
Ponieważ mózg, rdzeń przedłużony i wszystkie nerwy obwodowe tworzą wielki kompleks noszący nazwę układu nerwowego, który możemy przyrównać do kolei elektrycznej, złożonej ze stacji centralnej, torów i szyn.
Swoją drogą, w dalszych rozważaniach będę używał słowa „mózg” na określenie całego systemu nerwowego. I tak na pytanie: ”skąd mózg bierze swoją energię” zwykło się odpowiadać: „mózg zwierząt pobiera swoją energię z tej samej materii z jakiej jest zbudowany, a także z krwi, która przezeń przepływa”.
Zauważyliśmy już, że ilość materii i ciężar mózgu absolutnie nie są wyznacznikami energii mózgowej. A zatem trzeba się zastanowić nad rolą krwi. Lecz gdyby ilość krwi miała odgrywać istotną rolę, oznaczałoby to, że istota anemiczna byłaby mniej inteligentna od osoby, której morfologia jest w normie, co również nie jest prawdą.
Nie zamierzam oczywiście dowodzić, że objętość i ciężar mózgu, a także dobre krążenie nie mają żadnego wpływu na pracę mózgu. Na przykład niskie czoło niezbyt korzystnie świadczy o człowieku. Staram się tu tylko wykazać, że jednostki zdecydowanie wybitne niekoniecznie muszą posiadać mózgi wyjątkowej wielkości- przykładem może tu być Dante, którego mózg był raczej niewielki.
To wszystko pozwala mi mniemać, że geniusz w dużej mierze nie jest zależny od ciężaru mózgu, ponieważ energia, jaką dysponuje nie jest zależna od jakości i ilości materii ani też od jej formy.
A więc gdzie może znajdować się źródło, które dostarcza energii mózgom istot żyjących? Z naszych rozważań wynika, że powinno się ono znajdować na zewnątrz ciała zwierzęcia. Lecz na zewnątrz ciała znajduje się nieskończoność, czyli kosmos. Musimy więc dojść do wniosku, że źródłem energii niezbędnej dla funkcjonowania mózgu jest: Kosmos
Kosmos jest złożony ze słońca, gwiazd, planet, satelitów, mgławic i ich promieniowania.
I tak mózg każdego zwierzęcia musi czerpać niezbędną mu energię z któregoś z rozlicznych rodzajów promieniowania syderalnego (kosmicznego), i w konsekwencji musi charakteryzować się szczególną wrażliwością na ten właśnie rodzaj promieniowania.

Trzy interesujące doświadczenia:

Pierwsze doświadczenie:

Pewni uczeni umieścili w laboratorium kurę, a następnie skierowali na jej mózg wiązkę fal ultrakrótkich. Kura zasnęła. Eksperyment przerwano - kura natychmiast się ocknęła.
Doświadczenie powtórzono następnego dnia. Kura zasnęła. Eksperyment kontynuowano. Kura nie obudziła się już więcej.
Drugie doświadczenie:
Czytałem, że Ojciec Gemelli polecił kiedyś pacjentowi położyć się, a następnie umieścił na jego czole nadajnik wysyłający wiązkę fal ultra krótkich. Pacjent niezależnie od swej woli poruszał na zmianę kończynami w zależności od punktu, gdzie znajdował się nadajnik. Nie byłem obecny przy takim eksperymencie, ani też nie miałem okazji nigdy rozmawiać ze słynnym naukowcem. Referuję tylko to, o czym czytałem.
Trzecie doświadczenie:
Ludzie pracujący w radiowych stacjach nadawczych bardzo często uskarżają się na rozmaite nękające ich dolegliwości. Początkowo zdawało mi się, że powyższe doświadczenia jasno dowodzą, że mózg jest w stanie odbierać promieniowanie kosmiczne. Jednak szybko doszedłem do wniosku, iż eksperyment te dowodzą jedynie, że:
1. Kura reaguje na fale ultrakrótkie jak skazaniec na krześle elektrycznym.
2. Pacjent ojca Gemellego reaguje na fale ultra krótkie niczym żaba Galvaniego na prąd elektryczny i jest to ten sam odruch, jak ten, który wyzwala lekarz, uderzając w kolano pacjenta.
3. Pracownicy radiowych stacji nadawczych reagują jak ludzie, którzy przed nadejściem burzy odczuwają charakterystyczną duszność.

Podczas tych doświadczeń musiało dojść do przemiany fal ultra krótkich w prąd elektryczny.
I tak jest niemożliwe, aby opierając się wyłącznie na rezultatach powyższych eksperymentów, dowieść iż mózg jest w stanie odbierać promieniowanie kosmiczne. Trzeba więc kontynuować poszukiwania.
Dowiedziałem się, że w roku 1933 doktor Janschy z Bell Telegraph prowadził badania dotyczące zakłóceń atmosferycznych i do tego celu używał wyjątkowo czułego odbiornika radiowego, wyposażonego w rodzaj obrotowego radaru. W pewnym momencie ten prawdziwie „w czepku urodzony” badacz usłyszał ze swego odbiornika silny gwizd, który przez dzień i noc nie zmieniał ani wysokości ani też natężenia. Zainteresowany tym dziwnym zjawiskiem naukowiec, usiłował określić pochodzenie dźwięku za pomocą obrotowego radaru i spostrzegł, że źródło dźwięku podlegało wciąż postępującemu przesunięciu w przestrzeni.
Dokładnie w rok od chwili, gdy po raz pierwszy zlokalizowano dziwny dźwięk, badacz zorientował się, że gwizd dochodzi z tego samego punktu, co w chwili rozpoczęcia badań.

Żadna stacja nadawcza nie mogła bezustannie wysyłać w przestrzeń sygnału zmieniając przy tym punkt emisji w taki sposób, aby po upływie roku słonecznego powrócił on do pozycji wyjściowej.
Dr Janschy wydedukował więc, że dźwięk pochodzi z określonego punktu w przestrzeni gwiezdnej, gdyż towarzyszył on obrotowi Ziemi i z wielu powodów, które za długo by było teraz przestawiać, źródłem zjawiska nie mogło być Słońce, lecz jakiś punkt na Drodze Mlecznej.
Dr Janschy w swoim odkryciu był wspomagany przez przypadek, ponieważ traf chciał, że jego odbiornik został zsynchronizowany z długością fal wysyłanych przez stację nadawczą, to jest gwiazdę „X” usytuowaną na Drodze Mlecznej. I tak w końcu zaistniało potwierdzenie, że specjalne instrumenty mogą także i na Ziemi odbierać promieniowanie gwiezdne.
Kiedy tylko dowiedziałem się o odkryciu doktora Janschy’ego zacząłem dedukować:
1. Jeśli człowiek jest w stanie skonstruować aparaty odbierające fale gwiezdne, z pewnością Natura także potrafi stworzyć organy, które również będą w stanie odbierać ten rodzaj pomieniowania.
2. Wiemy, że odbiornik nie jest w stanie odbierać fal, jeśli uprzednio nie został zsynchronizowany z aparatem nadawczym.
W konsekwencji musimy więc dojść do wniosku, że będące tworem Natury organy odbiorcze muszą być zsynchronizowane z długością fal wysyłanych przez daną gwiazdę, aby mogły to promieniowanie odbierać. Ponieważ ustaliliśmy już, że mózg zwierzęcia pobiera większość swej energii z kosmosu, musimy teraz logicznie rozumując przyjąć, że mózg ten jest prawdopodobnie czymś w rodzaju aparatu radioodbiorczego, zsynchronizowanego z długością fal wysyłanych przez gwiazdy lub planety.
Lecz to nie wystarcza. Nie wystarcza także sam fakt, że mózg jest odbiornikiem energii, musi on być także jej akumulatorem, aby później użyć jej w odpowiednim momencie.
Teraz nie pozostało mi, jak tylko znaleźć ciało niebieskie, zsynchronizowane z mózgiem każdego zwierzęcia. Uważam, że mi się to udało.
Niestety mojego rozwiązania nie sposób udokumentować w sposób matematyczny, jak było to możliwe w przypadku innych moich teorii. Rozwiązanie jest bowiem tylko hipotezą, odpowiadającą na pytanie, czy i w jaki sposób mózg zwierzęcia odbiera fale kosmiczne.
A oto moje rozumowanie:
Astrologia już od czasów Chaldejczyków była wiedzą, która zakładała, że gazdy, a przede wszystkim planety, miały wpływ na ludzi jak i zwierzęta. Wszyscy wiedzą, że od narodzin do końca życia, rośliny żyją dzięki bezpośredniemu lub pośredniemu działaniu energii słonecznej. Hodowcy-praktycy wiedzą, że cykl narodzin podlega fazom księżyca, a gdy byłem małym chłopcem, włosy obcinano mi zawsze wtedy, kiedy księżyc malał, aby zbyt szybko nie odrastały.
Jednak najbardziej chyba charakterystycznym przykładem tych zależności jest osiąganie dojrzałości rozrodczej przez pewien gatunek pierścienic morskich. W morzu nieopodal wysp Fidżi, żyje pewien gatunek morskich pierścienic, których narządy płciowe po osiągnięciu dojrzałości odrywają się od ciała i dryfują na powierzchni wody. Krajowcy łowią je i uważają za wyjątkowy przysmak. Zjawisko to ma zawsze miejsce 7, 8 i 9 dnia po pełni księżyca w listopadzie.

Astronomowie uważają, że pomiędzy gwiazdami, planetami i satelitami, istnieje coś w rodzaju „solidarności interkosmicznej”. Zwierzęta zaś stanowią część planety a więc także i one muszą podlegać temu oddziaływaniu. Mózg stanowi część zwierzęcia a więc także i on wystawiony jest na działanie promieniowania kosmicznego. Ponieważ narodziny są najważniejszym momentem w życiu, jest możliwe, że zodiakalna pozycja gwiazd i planet w momencie urodzenia ma duży wpływ na jednostkę, a szczególnie na jej mózg, czyli aparat odbiorczy automatycznie zsynchronizowany z planetą, która następnie dostarcza mu energii przez całe życie.
Przecież to dawna astrologia magów!- na pewno ktoś wykrzyknie. Ja zaś na to odpowiadam:
Z całą pewnością. To właśnie naukowe podstawy dawnej astrologii, tylko pozbawione elementów magii i mistyfikacji. Tacy uczeni jak Pliniusz, Ptolomeusz czy Paracelsus święcie wierzyli w astrologię. Cyceron natomiast w nią nie wierzył. Nie jest możliwe - pisał - żeby wszyscy ludzie, którzy zginęli w bitwie pod Kannami, mieli jednakowy horoskop, a więc byli urodzeni pod tym samym znakiem.
Horoskop, który przepowiada życie człowieka niczym podróż w stronę śmierci po prostym torze bez zwrotnic i dokładnie według ustalonego rozkładu - nie istnieje.

Deformacja życia

Jest prawdą, że każde zwierzę rozwiązuje swoje problemy życiowe w mniej lub bardziej indywidualny sposób, jednak nie może być prawdą, że wszystkie warianty losu mogą być nieodwołalnie ustalone i zakodowane w horoskopie. Astrologowie zawsze podkreślali, że aby ułożyć horoskop jakiejś osoby, trzeba znać dokładną pozycję zodiakalną gwiazd i planet w chwili jej narodzin. Już sam ten fakt jest niezmiernie interesujący, choć oczywiście nie można przypisywać mu możliwości ujawnienia przyszłości. Jednak a priori nie można wykluczyć, że układ gwiazd w momencie urodzenia nie może mieć wpływu na jednostkę.
Wielu hodowców bydła wie, że księżyc na nowiu wyraźnie wpływa na kalendarz urodzin.
Astrologia jest nauką równie starą jak astronomia, a może nawet starszą., i jeśli nawet w jej założeniach były jakieś błędy to wcale nie powód, aby odmawiać jej wszelkich racji.
Także i astronomia popełniła przecież wiele kolosalnych pomyłek i być może popełnia jeszcze do tej pory.
Gwiazdy i planety są tak liczne, że nie sposób w ogóle je zliczyć, a każda z nich wysyła w przestrzeń ogromną ilość energii. Muszą więc oddziaływać w jakiś sposób także i na siebie, to jest na cały kosmos, a zatem także i na mózgi zwierząt, które ze swej strony stanowią przecież część planety Ziemi, która z kolei stanowi część Kosmosu. Żadna energia nie ginie, a jedynie podlega przemianom. Kwestia ogranicza się jedynie do tego, kto, gdzie i jak odbiera i przetwarza energię gwiezdną.
Studia i obserwacje mózgu zwierząt pozwalają zatem na wysnucie następującej hipotezy: mózg noworodka jest automatycznie synchronizowany z długością fal wysyłanych przez formację gwiezdną obecną w momencie jego narodzin, to jest dokładnie w chwili, kiedy z pasożyta w łonie matki zmienia się w niezależną istotę.

Jeśli przyjmiemy tę hipotezę, to możemy łatwo wydedukować, że mózg funkcjonuje w oparciu o energię kosmiczną, dostarczaną przez ciała niebieskie z jakimi został uprzednio zsynchronizowany. Analogiczne zjawisko miałoby miejsce, gdybyśmy koncertującemu pianiście oddali do dyspozycji tylko jeden fortepian na całe życie. Pianista zależnie od swej woli mógłby dobierać repertuar, lecz energia dźwiękowa zakumulowana w głuchych strunach byłaby zawsze taka sama, ze wszystkimi swymi plusami i minusami.
Kształt mózgu każe nam ponadto myśleć o zjawisku indukcji, co oznacza, że mózg najprawdopodobniej jest nie tylko odbiornikiem, ale i akumulatorem energii kosmicznej.

DUSZA


Niemal w tej samej chwili, gdy udało mi się sformułować prawo, które wyjaśnia, w jaki sposób mózg może odbierać i w istocie odbiera fale kosmiczne, stanowiące źródło jego energii, przyszło mi na myśl, aby spróbować ustalić, jakie są zależności pomiędzy mózgiem a duszą, zakładając naturalnie, że dusza istnieje. Zawsze tłumaczono mi i wiele osób podobnie jak i ja wierzyło, że mózg jest tą częścią ciała, która czuje, pamięta i rozumuje. A jeśli okaże się, że zarówno nauczyciele jak i uczniowie, wszyscy byliśmy w błędzie?
Im więcej o tym myślałem, tym bardziej umacniałem się w przekonaniu, że rzeczywiście musieliśmy się mylić. Po wielu rozważaniach doszedłem do wniosku: „Mózg, albo dokładniej system nerwowy, nie jest niczym innym jak aparatem przekaźnikowym, całkowicie podporządkowanym Duszy, która jako jedyna jest w stanie czuć, rozumować i działać, dzięki niezależnej woli”.
Jest to założenie, które teraz trzeba udowodnić. I teraz, aby was przekonać o słuszności tego założenia, pokażę wam w jaki sposób do niego doszedłem. Jest to wywód długi, dosyć romantyczny, lecz przy tym obfitujący w interesujące fragmenty.
A oto poszczególne etapy:
1. dusza dowolnego zwierzęcia;
2. pamięć, zdolność rozumowania i niezależna wola;
3. sny, środki podniecające i obłęd;
4. słowo i pismo;
5. sztuka;
6. poczucie humoru;
7. zabawy;
8. świadomość życia i śmierci;
9. instynkt.
Dokładne studia nad tymi dziewięcioma punktami przekonały mnie, że to nie mózg zwierząt myśli, pamięta i rozumuje, lecz tylko i wyłącznie Dusza może być tym co myśli, pamięta i rozumuje.

1. Dusza.
Definicja duszy:
Dusza, lub duch jest czymś (quid), co znajduje się w ciele i wokół niego w określonej przestrzeni, niczym powiewne aureole, które możemy znaleźć na wizerunkach świętych.
Spróbuję następnie przedstawić tę prawdę w oddzielnym rozdziale, przy pomocy eksperymentów naukowych, które potwierdzą nam obecność tego ”czegoś”, co określamy mianem „duszy”.

2. Pamięć, rozumowanie i wolny osąd.
W jaki sposób funkcjonuje pamięć? Uczono mnie kiedyś, że mózg utrwala w pewnych swych wysoko wyspecjalizowanych komórkach obraz rzeczy i kompozycje zdarzeń, aby je w razie konieczności później przywołać, wyciągając niczym ubrania z szafy.
W jaki zaś sposób przebiega rozumowanie? Uczono mnie, że mózg posiada pewne oddziały specjalnych komórek, do których należy porównywanie oraz przeprowadzanie konfrontacji pomiędzy nowymi obrazami, a tymi, które uprzednio zostały zakodowane w naszej pamięci, aby określić ich wzajemne zależności: dokładnie tak samo jak w wielkich supermarketach, gdzie istnieją specjalne biura i specjalnie przygotowani urzędnicy, którzy porównują sukcesy i porażki różnych kampanii reklamowych i studiują ich przyczyny.
W jaki sposób funkcjonuje niezależny osąd? Uczono mnie, że mózg posiada zdolność wybrania na rozdrożu drogi najbardziej mu odpowiadającej. Pewna część masy mózgowej ma nadzorować także i ten wybór niczym dział handlowy fabryki, który ustala ceny dla swych produktów.
Jest to klasyczne wytłumaczenie w jaki sposób działają mechanizmy pamiętania, rozumowania i podejmowania samodzielnych decyzji, wytłumaczenie, które poznałem w szkole.
Jest to zarazem niezwykle uproszczone wytłumaczenie.
A teraz sam sobie zadam pytanie: jak mogą komórki, od których zależeć ma nasza pamięć, zachować, nieraz podczas bardzo długiego życia, zarejestrowane wrażenia, jeżeli podlegając ogólnym prawom metabolizmu przez cały czas wymieniają materię, z której zostały zbudowane?
Niektórzy naukowcy odpowiadają na to pytanie w sposób niezmiernie prosty i elegancki. Otóż twierdzą oni, że niektóre elementy tkanki nerwowej organizmu zwierzęcego są tak trwałe, że można uważać je za niewymienne.
Przepływ krwi, który przez cały czas stymuluje wymianę komórek, omijałby więc tylko tkankę nerwową, której ogólne prawa w tym wypadku nie mogłyby dotyczyć. I tak w sposób najbardziej prosty i zarazem elegancki, tłumaczy się fenomen pamiętania.
Mnie osobiście, wydaje się to jednak raczej założeniem niż dowodem. To prawda, że może istnieć rodzaj materii, który możnaby określić jako wieczny, to jest atawistyczna pamięć utrwalona w chromosomach, lecz właśnie one należałoby określić jako swego rodzaju element równowagi (będę o tym mówił nieco później) i jako takie potwierdzają fenomen stworzenia.

Nie ma więc żadnej potrzeby, aby szukać wytłumaczenia w koncepcji form materialnych, które nie ulegają przemianom, co jest sprzeczne z koncepcją kosmosu, gdzie wszystko ma się nieustannie poruszać i zmieniać.
Wydaje się natomiast trafnym, aby uznać mózg za rodzaj telegraficznej stacji przekaźnikowej, która przyjmuje telegramy od nadawcy, przekazuje je dalej i wreszcie dostarcza adresatowi. Nadawca jest w tym wypadku reprezentowany przez zmysły, a odbiorca to dusza.
Wszystkie zwierzęta posiadają zarówno zmysły jak i duszę.
Koń pełnej krwi ma zmysły wykształcone w oparciu o wysoko wyselekcjonowany materiał biologiczny. Wiemy już, że każdy mózg powstaje w rezultacie związku płciowego i jako taki musi podlegać prawom atawizmu jak i prawom Mendla, dotyczącym dziedziczenia cech. W tej sytuacji mózg nie może być całkowicie niezależny i nie może posiadać całkowicie wolnej woli.
Mnie natomiast wydaje się, że dusza jakiegokolwiek zwierzęcia nie może posiadać przodków, ponieważ w przeciwnym razie musiałyby istnieć dusze homo i heterozygotyczne., które możnaby określić wedle praw Mendla, a więc nie mogłyby one posiadać prawdziwie wolnej woli.
Profesorowi Ferdinando Cazzamellemu udało się zapisać przy pomocy wynalezionego przez siebie aparatu prądy, które przebiegają przez tkankę mózgowo- rdzeniową jako prądy elektromagnetyczne.
To jednak wcale nie udowodniło nam, że mózg zwierząt myśli, lecz jedynie, że dysponuje on energią pozwalającą przekazywać duszy wrażenia ze świata zewnętrznego, i odwrotnie, przekazywać polecenia duszy przeznaczone dla ciała.

3. Sny, środki podniecające, obłęd
Zmęczone ciało, kiedy zasypia, aby odpocząć, nie zaprzestaje bynajmniej całkowicie swej działalności, a jedynie pracuje w innym rytmie. W tym czasie ciało nie podlega całkowicie duszy.. mówi się wtedy, że śpi. A kiedy śpi, śni. Nigdy nie przestaje się śnić. Nawet wtedy, kiedy snów się nie pamięta, to jednak się śni.
Sny są słabymi falami elektromagnetycznymi, które podczas sny przebiegają przez nasz system nerwowy, i powstają w oparciu nie o odczucia prawdziwe, lecz wyobrażane. Sen jest podobnym zjawiskiem, jakie można zaobserwować u człowieka, któremu amputowano nogę, a który mimo to skarży się na ból w utraconej kończynie, ponieważ coś uraża nerw, który uprzednio łączył nogę z mózgiem a więc zarazem i duszą, powodując tym fale podobne do tych wcześniejszych, z okresu poprzedzającego operację.
Rzeczywiście, jeśli zastanowić się nad znaczeniem naszych snów, stwierdzimy, że niewygodne ułożenie ciała, kontakt z jakimś przedmiotem, lub ciężar czegoś ciężko strawnego w żołądku, są często przyczyną konkretnych wizji sennych. Lekkie potarcie dłonią policzka może sprawić, że będziecie śnić o doznawanych pieszczotach. Podobnie oparcie palca na gardle, może stać się powodem, że tematem snu będzie tonięcie we wzburzonym morzu. Jednak, jeślibyście nigdy nie widzieli morza, we śnie możecie zobaczyć jedynie jezioro, rzekę staw, ale nigdy morze.

Przed odkryciem Ameryki, białemu człowiekowi nigdy nie śniło się nic, co byłoby podobne do mieszkańca tego kontynentu. Krzysztof Kolumb i jego towarzysze byli pierwszymi, którzy mogli widzieć ich w swoich snach.
Wszystkie zwierzęta sypiają, tak więc muszą też śnić. Źrebak pełnej krwi, zanim zostanie przyuczony do pracy pod siodłem, nigdy nie zobaczy w swoich snach toru wyścigowego, ponieważ nigdy go wcześniej nie widział. Natomiast pies nigdy nie będzie śnił o obroku.
Czytałem, że w opinii niektórych chirurgów, podczas operacji można mózg nawet kroić w kawałki, a mimo to pacjent nie odczuwa bólu. Z tego powodu Stwórca przezornie przykrył mózg solidnym, kościanym hełmem, aby w ten sposób uchronić o przed niebezpieczeństwem, jako że nie mając zdolności odczuwania bólu, mózg mógłby rozprysnąć się, uderzając o niespodziewaną przeszkodę.
Jeżeli mózg sam nie czuje bólu, to jak może rozumieć, czym jest ból? Trzeba więc dojść do wniosku, że mózg ani nie czuje, ani nie rozumuje, a jego funkcja ogranicza się do przekazywania wrażeń duszy, która je odbiera, utrwala, wyciąga z nich wnioski i wydaje polecenia. Zmysły odczuwają, a nerwy odczuwają i przekazują odczucia. Mózg jest zatem rodzajem centrum podziału wrażeń, które są przekazywane z zewnątrz.
Podczas snu wrażenia zwykle pozbawione są logiki, można zatem we śnie zobaczyć zmarłych, którzy mówią a nawet podają numery do gry w Totolotka. Dusza jednak z tego pamięta niewiele, prawie wyłącznie te wizje, które poprzedzają przebudzenie, i które natychmiast określa mianem snu. Z tych wszystkich względów musimy dojść do wniosku, że nie mózg, a jedynie dusza zwierząt pamięta, rozumuje i osądza. Nie oznacza to oczywiście, że mózg ma niewielkie znaczenie w ekonomii organizmu zwierzęcego. To prawda, że jego funkcja ogranicza się jedynie do przekazywania wrażeń i poleceń i nie obejmuje samodzielnego wysnuwania wniosków, lecz i ten rodzaj pracy pochłania ogromną ilość energii nerwowej. Ilość energii, jaką mózg ma do swojej dyspozycji zależy od wrodzonego potencjału, a także od wpływów gwiezdnych i od energii przekazywanej podczas prokreacji.
A teraz zajmijmy się problemem środków oszałamiających.
Alkohol, kokaina i tym podobne substancje powodują, że system nerwowy odbiera wrażenia nie zawsze zgodne z rzeczywistością. I tak na przykład pijany widzi podwójnie. Jest to zjawisko zbliżone do marzeń sennych, ale przebiegające w sposób o wiele bardziej gwałtowny, ponieważ ciało nie znajduje się w stanie snu i pracuje na pełnych obrotach. Zaledwie minie efekt działania środków oszałamiających, dusza jest w stanie stwierdzić, że zaistniał błąd. Czy więc oznacza to, że dusza utraciła swoją zdolność niezależnego osądu? Nie. Dusze nie mogą bowiem być obłąkane.
Dusza obłąkanego redukuje i rozumuje trafnie, jednak w oparciu o błędne przesłanki dostarczone przez chory mózg. Z tego też powodu dusza nie może być za nic odpowiedzialna. Tak samo jak człowiek nie może być oskarżony za zbrodnicze czyny popełnione we śnie. Pijak natomiast w pewnym stopniu jest odpowiedzialny za swoje działanie, ponieważ znalazł się na rozdrożu i z własnej i nieprzymuszonej woli wybrał drogę upojenia alkoholowego.

U konia alkohol może wywołać podobny efekt jak u człowieka, jeśli oczywiście został podany w odpowiedniej proporcji. Efekt odurzenia wywołują u konia także i inne środki podniecające, jak kofeina, kokaina i tym podobne. Eksperymenty tego typu przeprowadzano z końmi wyścigowymi w Ameryce. Pod wpływem tych preparatów konie przestawały się zachowywać w sposób dla siebie typowy- traciły swą wolną wolę.
Doszliśmy do punku, kiedy należałby już zamknąć nawias i postarać się wykazać, że dusza, o której tyle mówimy, rzeczywiście istnieje. Powiedzieliśmy już, że dusza jest tym czymś (quid), co w połączeniu z ciałem pozwala żyć, jest więc prawdziwą kwintesencją życia. Jeśli Dusza jest czymś istniejącym, to musimy w jakiś sposób wyczuwać jej obecność za pomocą zmysłów.
Spróbujmy zatem jej poszukać. Gdzie? Niewątpliwie w jakimś żyjącym ciele.
A oto jak wyruszymy na poszukiwanie duszy.
Istnieje nauka, która nosi miano radiestezji. Zajmuje się ona zjawiskiem, jak za pomocą prostego przyrządu odbierać można fale wysyłane przez każdy obiekt. Narzędziem jest tu wahadełko, to jest ciężarek zawieszony na nitce przytrzymywanej pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Jeśli radiesteta uwolni się od jakiejkolwiek sugestii i myśli jedynie o odbieraniu fal emanowanych przez dane ciało, jego system nerwowy zostaje automatycznie zsynchronizowany z tym „czymś”, którego poszukuje. W ten sposób radiesteta odbiera wysyłane przez poszukiwany obiekt fale, i potwierdza to istnienie owego „quid”. Fale wywołują ze swej strony drganie wahadełka, a więc sygnały, które potrafimy już interpretować. Na tej samej zasadzie funkcjonuje każda radiostacja odbierająca sygnały zakodowane alfabetem Morse’a.
Wybierzcie się do księgarni i zaopatrzcie się w dobry traktat poświęcony radiestezji, a przy odrobinie dobrej woli będziecie mogli sami dokonywać ciekawych eksperymentów, osiągając przy tym interesujące rezultaty. Wśród najczęściej wymienianych doświadczeń jedno jest dla nas szczególnie przydatne.
Przygotujcie stolik i przykryjcie go aż do ziemi dywanikiem. Przygotujcie dwie jednakowe klatki. Do jednej z nich włóżcie żywego ptaka, a więc takiego, który posiada duszę, a do drugiej ptaka martwego, a więc pozbawionego duszy. Poproście teraz dowolną osobę, aby schowała pod stolikiem jedną z klatek lub pozostawiła tam puste miejsce, postępując wedle własnego kaprysu. Na czas przygotowań opuście pokój, abyście byli wolni od wszelkich sugestii. Żywego ptaka można przykryć chusteczką, aby hałasem nie zdradzał swojej obecności.
Wchodząc do pokoju spróbujcie postępować w następujący sposób: przede wszystkim przestańcie zastanawiać się i potraktujcie siebie samych jak stację radiową, która odbierając fale przekłada je za pomocą wahadełka na umowny język znaków. Spróbujcie zsynchronizować się z ptakiem w klatce myśląc o tym intensywnie cały czas. Następnie przestawcie się na język umowny. Na przykład, jeśli wahadełko zacznie zakreślać kręgi w kierunku zgodnym ze wskazówkami zegarka, będzie to oznaczać, że pod stolikiem ukryty jest żywy ptak. Jeśli natomiast wahadełko zacznie krążyć w odwrotnym kierunku, będzie to znaczyć, że znajduje się tam ptak martwy. Jeśli wahadełko pozostanie nieruchome, będzie to oznaczać, że pod stolikiem nie ma w ogóle żadnego ptaka.

Kiedy już w myślach dokonacie powyższych ustaleń zbliżcie się do stolika trzymając wahadełko zawieszone pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym jednej ręki, natomiast drugą wyciągnijcie do przodu w stronę stolika niczym rodzaj anteny, i spokojnie czekajcie. Po krótkiej chwili wasze ciało zacznie odbierać pożądane fale i wahadełko odpowie za pomocą wcześniej ustalonego kodu. Jeśli będzie się obracać w kierunku zgodnym ze wskazówkami zegara - możecie powiedzieć, że pod stolikiem jest ptak żywy, jeśli zawiruje w odwrotnym kierunku - pod stolikiem znajduje się ptak martwy. Jeśli natomiast wahadełko pozostanie nieruchome bez obawy pomyłki możecie powiedzieć, że pod stolikiem nie ma żadnego ptaka. Ten właśnie eksperyment jest jednym z najprostszych i najłatwiejszych do przeprowadzenia wśród wszystkich doświadczeń radiestezyjnych. Stwierdziliśmy zatem pewien fakt, lecz teraz czas zastanowić się, co z niego wynika. Oznacza to, że ciało żywe emituje inny rodzaj fal niż ciało martwe, a także że próżnia nie emituje żadnych fal. Czym jest więc żywe ciało? Jest to ciało połączone z duszą, czyli ciało należące do żyjącego zwierzęcia. Kiedy ciało jest pozbawione duszy staje się już tylko zwłokami lub padliną. Jednym słowem dusza wysyła fale, które mogą być odbierane przez specjalne przyrządy. Aby emitować promieniowanie trzeba być czymś (quid), czyli istnieć. Dusza jest tym quid i istotnie istnieje. Czytałem, że doktor Duncan McDougal ważył dusze żab, szczurów i tym podobnych. Aby dokonać tego eksperymentu umieszczał umierające zwierzątka na szalce wagi i za każdym razem stwierdzał, że w momencie śmierci następował pewien ubytek wagi. A więc ubytek ten stanowiłby ciężar duszy. Byłoby rzeczą niezmiernie interesującą, gdyby jakiś biolog z prawdziwego zdarzenia powtórzył te eksperymenty. Jednak chwilowo musimy zadowolić się stwierdzeniem, że dusza istnieje i znajduje się zawsze tam, gdzie jest życie. Linneusz twierdził, że rośliny to „corpora organisata et viva non sententia”.
Natomiast zwierzęta to „corpora organisata et viva sententia spontesque se moventia”.
Rośliny nie mogą się poruszać aby uciec przed niebezpieczeństwem, więc nie są im potrzebne zmysły, któreby zawiadamiały o nadejściu niebezpieczeństwa. Lepiej więc dla nich, że nie czują bólu.
Jednak mimo to stwierdzono, że rośliny reagują na wiele impulsów jak ciepło, zimno i przede wszystkim światło. I tak roślina doniczkowa umieszczona w pomieszczeniu, gdzie znajduje się tylko jedno okno, zwraca i wykrzywia w jego stronę wszystkie swoje gałęzie. Gest ten nie jest konsekwencją wolnego osądu duszy w wyniku odebranego wrażenia, lecz jedynie rezultatem przesunięcia centrum równowagi i reakcji chemicznej.
Roślina poddana doświadczeniu z wahadełkiem reaguje podobnie jak ptak, w zależności od tego czy jest żywa czy martwa. Sprawdzałem to osobiście wielokrotnie. Tak więc także i rośliny posiadają coś na kształt duszy - coś, co nie czuje, lecz reprezentuje życie.
I rzeczywiście, kiedy umierający człowiek jest już tak wycieńczony, że nie jest w stanie odczuwać już nawet bólu - lekarz mówi - to już tylko wegetacja. Natomiast zwierzęta czują, ponieważ są wyposażone w system nerwowy, a przede wszystkim w mózgi, które mimo iż znacznie różnią się między sobą w zależności od gatunku, to jednak w gruncie rzeczy są do siebie zbliżone, ponieważ wszystkie powstały w podobny sposób, jest to takie podobieństwo jakie zachodzi pomiędzy fortepianem i pianinem.

A jednak pomiędzy dziką bestią a homo sapiens istnieje nieprzekraczalna przepaść. Ta przepaść jest konsekwencją ogromnej różnicy pomiędzy duszą ludzką a duszą zwierzęcą.
Najbardziej bolesna spośród chorób, na jakie zapadają konie jest kolka. Cierpiący koń rozgląda się na boki i głośno jęczy. Następnie w spazmach rzuca się na ziemię i dosłownie wije się z bólu. Dusza, za pośrednictwem systemu nerwowego, odczuwa straszliwe ataki bólu, który poraża brzuch. Głośno żali się, a jednak nie próbuje odkryć co też może być przyczyną tego bólu.
Od dnia stworzenia rasy koń zawsze cierpiał kolki, ale przez tysiące wieków jego dusza nigdy nie pomyślała o tym, aby odkryć powód tej dolegliwości i nigdy nie odkrył, że jego ciało jest wyposażone w przypominający długą rurę przewód pokarmowy i że niestrawność jest przyczyną przykrej dolegliwości.
Oto właśnie historia życia czyli duszy wszystkich dzikich zwierząt. Dusza ich nigdy nie próbowała poznać przyczyny rzeczy, to znaczy podnieść ów welon, który przysłania ukrytą prawdę.
Jedynie dusza homo sapiens stworzona na podobieństwo Stwórcy, próbuje poznać prawdę, aby w ten sposób zbliżyć się do Niego, wstępując w ten sposób na stopień piramidy wiecznego postępu.

4. Słowo i pismo.

Pierwsi ludzie, którzy pojawili się na powierzchni Ziemi, nie umieli mówić ani pisać. Wysiłek intelektualny, jakiego dokonali aby wynaleźć słowo, z pewnością był o wiele większy niż ten, któremu musieli sprostać małżonkowie Curie, aby okryć rad, i być może, aby stworzyć język, ludzkość musiała kontynuować pracę przez tysiąclecia.
Nigdy nie dowiemy się, jakie były pierwsze gardłowe dźwięki, jakie wydostały się z krtani Neadertalczyka czy człowieka z jaskini Cou Kov Tien koło Pekinu czy też człowieka z Cromagnon. Słownictwo można wymyślić, bądź przyswoić je sobie drogą naśladownictwa, lecz nie można odziedziczyć go atawistycznie, jaką cechę podlegającą prawom Mendla.
Dziecko urodzone w Londynie z angielskich rodziców, jeśli w powijakach zostanie przewiezione do Florencji i wychowane w środowisku florenckich mieszczuchów, będzie mówiło ich dialektem z charakterystycznym nagłosowym „k” i nie będzie w stanie zrozumieć ani słowa ze swego ojczystego języka, ani też prawdopodobnie nie będzie mieć nawet specjalnych predyspozycji do nauki angielskiego.
A teraz wyobraźmy sobie pewną bardzo nieprawdopodobną sytuację. Otóż w wyniku jakiejś straszliwej epidemii wyginęła cała ludność, za wyjątkiem dwóch osesków - chłopca i dziewczynki, które niczym Romulus i Remus, zostały wykarmione przez wilczycę.
Jak też może być ich los? Będą patrzeć z zaciekawieniem na resztki naszej cywilizacji, jednak nie będą w stanie pojąć, jakie było ich przeznaczenie.
Aby żyć, będą rękami zabijać zwierzęta. Aby porozumieć się między sobą, będą wydawać jednosylabowe okrzyki, kładąc tym podwaliny nowego języka. Później, kiedy tylko poczują popęd płciowy, dojdzie pomiędzy nimi do stosunku, a po dziewięciu miesiącach urodzi się dziecko, lecz żadne z nich nie zda sobie sprawy, że te narodziny są konsekwencją stosunku odbytego długi czas wcześniej.

I znów trzeba by czekać wiele wieków, aby człowiek ponownie zdał sobie sprawę, że narodziny są rezultatem stosunków płciowych. Historia postępu ludzkości musiałaby zacząć się od nowa.
Każde pokolenie, dzięki przekazowi ustnemu korzysta z doświadczeń i osiągnięć pokoleń poprzednich. Przekaz ustny stanowi poważne obciążenie pamięci, i dlatego czasem zdarza się nam zapominać. Aby uniknąć tego rodzaju utrudnień, człowiek wymyślił pismo. Po wynalezieniu słowa, pismo stało się największym osiągnięciem ludzkości na drodze postępu. Najpierw schematyczny rysunek przedmiotu, następnie hieroglify, potem pismo klinowe i w końcu alfabet fonetyczny, stanowiły kolejne etapy rozwoju pisma. Podczas wielu wieków, kiedy ludzkość postępowała naprzód, koń potrafił jedynie rżeć, małpa krzyczeć, podczas gdy człowiek głuchoniemy nauczył się porozumiewać za pomocą znaków mimicznych, a niewidomy czytać za pomocą palców.
Zdolność szybkiego przyswajania sobie osiągnięć poprzedników za pomocą ustnego przekazu lub pisma. stanowi prawdziwy materiał wybuchowy, który wydrążył ogromną przepaść pomiędzy Homo Sapiens a innymi zwierzętami. I mimo to ich mózgi są do siebie bardzo podobne, albo przynajmniej nie istnieje pomiędzy nimi aż taka różnica, która usprawiedliwiałaby tak wielką rozbieżność.
Mózgi są bowiem rodzajem stacji nadawczo - przekaźnikowej, zbudowanej zawsze w podobny sposób. Z tego powodu należałoby dojść do wniosku, że jedynie Dusza, owo „quid”, bez przodków i potomków, które zajmuje ciało zwierząt i poprzez mózg otrzymuje wrażenia, jest w stanie pamiętać, rozejmować i podejmować decyzje, i właśnie z tego powodu nie podlega prawom dziedziczenia.
Jednym słowem, ogromna różnica, którą zaobserwowaliśmy pomiędzy stałym postępem człowieka i historią intelektu dzikich zwierząt, jest efektem ogromnego zróżnicowania, które zachodzi pomiędzy ich duszami.

5. Sztuka
Spośród tysięcy ras zwierząt, które zaludniają Ziemię, jedynie rasa ludzka posiada dar sztuki twórczej. Inne zwierzęta pomagają nawet tworzyć dzieła sztuki, lecz nie zdają sobie z tego sprawy. Sztuka jest przejawem piękna. Piękno natomiast jest harmonią kontrastów, stworzoną przez artystę. Artysta jest zaś niczym maszyna obdarzona wyjątkową wrażliwością i szczerością, która narzuca swoje wizje innym. Wizje artysty zawsze są dziełem duszy, a jego system nerwowy stanowi jedynie aparat służący do przekazywania impulsów i wrażeń. Tylko dusza ludzka jest w stanie stwarzać nowe harmonie artystyczne i i w ten sposób jest odpowiedzialna za powstawanie dzieł sztuki.
Zwierzęta, nawet te stojące na najwyższym stopniu rozwoju jak konie, psy czy małpy, nie są w stanie tworzyć dzieł sztuki.
To prawda, że niektóre ptaki, szczególnie te maleńkie, budują gniazda, które stanowią prawdziwe dzieła sztuki, niektóre owady budują coś w rodzaju cel mniszych o wyjątkowej symetrii, jaki zbudować byłby w stanie jedynie prawdziwy mistrz, które w dodatku uprzednio musiałby dokładnie wyliczyć wszystkie wymiary. Jednak te wszystkie zwierzęta nie zdają sobie sprawy, że ich prace są prawdziwymi dziełami sztuki.

Wszystkie miliony miliardów egzemplarzy tej samej rasy, które pojawiły się na Ziemi od czasów stworzenia do dziś, przez cały czas powtarzają ten sam motyw artystyczny. W tym samym czasie ludzie zapełnili place i muzea milionami dzieł sztuki różniącymi się od siebie. Dorożkarskie szkapy, które codziennie wożą turystów na przejażdżki po Rzymie i zatrzymują się zawsze przed tymi samymi budowlami , nigdy nie zorientowały się, że Fontanna di Trevi i Pałac Farnese są dziełami sztuki. Ktoś mógłby mi zwrócić uwagę, że słowiki, kanarki i niektóre inne ptaki śpiewają niczym prawdziwi artyści, podziwiane nie tylko przez samiczki ale i przez człowieka. W rzeczywistości także i tutaj nie można mówić o tworzeniu sztuki, gdyż sztuka ludzka w ludzkim wydaniu charakteryzuje się niezliczoną mnogością form, kształtów i motywów, od „Cyrulika Sewilskiego” po „Zmierzch Bogów” na przykład.A słowik tryluje dzisiaj tak samo, jak w pierwszym dniu stworzenia. Jednakże śpiew słowika jest także wyrazem jego maleńkiej duszy. Jest jednak darem Natury, a nie dziełem sztuki. Także i konie zdolne są rozpoznawać dany motyw muzyczny, i czasami nawet poruszają się rytmicznie, do taktu, widać też, że słuchanie muzyki sprawia im przyjemność, lecz nie tworzą jej nigdy same.
Czasami niektóre konie, szczególnie ogiery, przyjmują bardzo elegancką postawę - wyginają szyję i stawiają wysoko ogon. Prezentują się wyjątkowo pięknie, lecz jest to przejawem pociągu do seksu a nie miłości do sztuki. Wytłumaczenie tego zjawiska podam później, kiedy będę mówił o roli instynktu.
Koń co najwyżej jest w stanie odczuwać podniecający wpływ muzyki.

6. Śmiech
Śmiech jest bezwolnym ruchem mięśni twarzy i przepony, wywoływanym przez trudne do określenia wrażenia i odczucia. Już same imiona Cyrana de Bergerac czy Pulcinelli wywołują śmiech. W farsach, które bardzo chętnie wystawiane są przez teatry amatorskie, zwyczajowo głuchy starzec bierze odgłos wystrzałów armatnich za kichnięcie, i kwituje je „Sto lat, na zdrowie”, wywołując tym także salwy śmiechu. Oznacza to, że śmiech nierzadko wywoływany jest przez wadę, lub lekką ułomność bliźniego. Nie jest to wcale przejaw dobrego charakteru rasy ludzkiej, której śmiech jest wyłącznym przywilejem.
W istocie inne zwierzęta nigdy się nie śmieją. Możliwość przeprowadzania porównań pomiędzy człowiekiem a zwierzętami jest traktowana przez biologów nawet i dziś dość marginalnie.
Niektórzy naukowcy twierdzą, że ośrodek zawiadujący śmiechem jest umieszczony u podstawy mózgu. Nie potrafią oni jednak udowodnić anatomicznie, że wszystkie zwierzęta poza człowiekiem są tego centrum pozbawione.
Konie, kiedy są zadowolone, potrafią skakać z radości, ale się nie śmieją, natomiast, kiedy są smutne, nisko pochylają głowę, lecz nie płaczą. Łzy zaś ronią jedynie wtedy, kiedy ich oko zostanie podrażnione przez jakieś ciało obce. Konie potrafią czasem wykonywać wargami i nosem gest, który jest podobny do naszego śmiechu, jednak jest to jedynie mimiczny przejaw zainteresowania jakimś zapachem. Dmuchnijcie koniowi w nos dymem papierosowym, a natychmiast zmarszczy on nos i wyszczerzy zęby, jak gdyby się śmiał. W rzeczywistości jednak jest jak człowiek, który zaintrygowany jakąś wonią, pociąga nosem. Konie nigdy nie próbowały dociec, co leży u podstaw takiego zachowania, tak jak my to obecnie robimy.

Kiedy w rozdziale X zajmowaliśmy się inteligencją konia, odkryliśmy, że stopień inteligencji konia jest równy, o ile nie wyższy od stopnia inteligencji ludzkiej, jednak tylko w pewnym określonym zakresie.

7. Gry i zabawy
Czy konie pełnej krwi na wolności bawią się czasami? I tak i nie... w zależności od tego, jakie znaczenie przypiszemy słowu „bawić się”. Z ludzkiego punktu widzenia zabawą mogą być zawody, które kończą się zwycięstwem na punkty, na mecie albo na czas. Z końskiego natomiast punktu widzenia zabawa to zaspokojenie potrzeby ruchu, podobnie jak jedzenie i picie służą zaspokojeniu głodu i pragnienia.
Od wielu lat widzę, jak na paddockach źrebięta wspinają się, gryzą, przyklękają a następnie zawzięcie się gonią. Za każdym razem powtarzają te same gesty i nie są w stanie wymyślić nic nowego. Wydaje mi się, że jest to raczej zjawisko z dziedziny biologii, ewentualnie psychologii, które nie ma nic wspólnego z grami i mniej lub bardziej sportowymi zabawami ludzi. Jest to wiele bardziej podobne do zachowania dzieci, które jeszcze nie umieją mówić, a już próbują dłubać palcem w nosie, obmacują wszystko rączkami i chwiejnie usiłują się ścigać. Według zasad ludzkich gra musi mieć swój regulamin i kończyć się rozstrzygającym konkretnym rezultatem. Wygrać, zremisować lub przegrać.
W tak zwanych grach i zabawach źrebiąt nigdy nie byłem świadkiem pełnego zwycięstwa, nigdy też nie widziałem walki o nie. Gracze gryzą się między sobą bez złych zamiarów i szybko jeden z nich rzuca się do biegu w nadziei, że za nim pobiegną i inni. Po kilku okrążeniach cwałem cała gromada zatrzymuje się na pierwszy znak zmęczenia i nikt nie protestuje, gdy ktoś wyłamał, czy też przeciął drogę innym, skracając tym sobie trasę.
Źrebięta pełnej krwi dają ludziom doskonałą lekcję treningu: zatrzymać się natychmiast, gdy tylko poczuje się zmęczenie; nigdy nie dojść do całkowitego wyczerpania.
Te przyjemne i niezbyt męczące ćwiczenia są przejawem radości życia, a ponadto wzmacniają mózg, nerwy, serce, płuca, mięśnie, ścięgna i kości. W ten sposób zwierzę znajduje równowagę swego ciała i w sposób doświadczalny poznaje własne środki przeznaczone do obrony jednostki i rasy w walce o byt.
Ćwiczenia gimnastyczne ogierków są nieco inne niż ćwiczenia klaczek, ponieważ inne są ich ciała, ich siła i znaczenie ich gestów. Ogierki bywają bardziej gwałtowne: wspinają się, gryzą się w szyje i nogi. Natomiast klaczki są łagodniejsze i rzadko wspinają się na tylnych nogach. Dlaczego? Ponieważ każde młode zwierzę uczy się i powtarza gesty, które po osiągnięciu dojrzałości będzie wykonywać w zależności od swej płci, aby móc dalej żyć i rozmnażać się. Odruchy te są związane z kształtem ich ciała i ich będących jeszcze w zalążku, pragnień, jednak nie mają nic wspólnego z założeniem gier sportowych praktykowanych przez ludzi.

Ktoś jednak mógłby mi zwrócić uwagę, że są przecież konie, które emocjonalnie angażują się w zawody sportowe, rozgrywane przez jeźdźców. Jest to prawdą tylko częściowo, ponieważ konie interesują się jedynie poszczególnymi czynnościami, a nie ich całą sekwencją, która przecież stanowi właściwą grę. Koń jest inteligentny i dlatego często rozumie, czego człowiek od niego wymaga, a czasami nawet potrafi wyprzedzać ludzkie żądania. Koń nie jest więc posłuszny dlatego, że znajduje osobistą przyjemność w sporcie, którego nie zna i nie ustala jego regulaminu, lecz tylko i wyłącznie po to, aby uniknąć ewentualnych kar i represji. Zaledwie jest wolny ani myśli słuchać rozkazów, dopóki osobisty interes nie skłoni go do powrotu na uwiąz do stajni.
Przyjrzyjcie się koniowi wyścigowemu, który wywrócił się na przeszkodzie. Jeśli nie złapano go natychmiast, czasami biegnie jeszcze za stawką, lecz jeśli tylko może, to chętnie skraca sobie drogę i biegnie natychmiast w stronę bramy, aby czym prędzej opuścić tor.
To samo zjawisko możemy zaobserwować podczas polowania na lisa. Koń, który z jakiejkolwiek przyczyny pozbędzie się jeźdźca biegnie przez chwilę za psami, lecz szybko zatrzymuje się, aby skubnąć trawę, a później po chwili refleksji nastawia uszy, zyskuje orientację w terenie za pomocą szóstego zmysłu i rusza w stronę stajni aby wrócić do żłobu i do boksu na wypoczynek.
W młodości przez pewien czas mieszkałem w Indiach i w Chinach. W tamtych czasach ogarnęła mnie pasja gry w polo. Należałem do drużyny początkujących i dosiadaliśmy zarówno młodych szkap i jak i starych trupów, które jak nam się czasem zdawało, goniły piłkę nawet bez naszego udziału. Dokonałem zatem pewnego eksperymentu. Wypuściłem luzem na paddock dwóch starych wyjadaczy i poturlałem piłkę tuż przed ich nosami. Konie popatrzyły... ale żadnym gestem nie zdradziły zamiaru, aby podążyć za piłką. Koń ma bowiem typową mentalność niewolnika, który spędzał życie przykuty do wiosła na galerach. Podczas bitwy tacy niewolnicy odgadywali i uprzedzali polecenia poganiacza, ale jeśli tylko szczęście im dopisało i wyszli na wolność, to za nic w świecie nie chcieli później sięgnąć po wiosła.
To, co my ludzie nazywamy zabawą lub grą, dla koni i innych zwierząt, jest jedynie zaspokojeniem potrzeby ruchu, lub stanowi przymus poruszania się.
Czasami szczeniak, chcąc zaspokoić swoją ogromną potrzebę ruchu, potrafi nawet zmusić człowieka do współudziału i zaprząc go do pracy. I tak szczeniak chwyta w zęby kamień i przynosi go do swego pana, patrząc przy tym na niego prosząco i gestami niemal go błaga, aby wziął kamień i rzucił go jak najdalej. Człowiek rzuca, pies goni za kamieniem i przynosi go z powrotem... I tak jeszcze wiele razy, dopóki człowiek się nie zezłości i nie powie do psa: „a teraz koniec, głuptasie, przestań już, bo mam tego dosyć”.
Jak widać w tym wypadku człowiek pracował dla psa... i to bez wynagrodzenia.
Koncepcja gry, jako zawodów obwarowanych konkretnym regulaminem jest typowa dla ludzkiej mentalności i dodatkowo podkreśla różnicę pomiędzy człowiekiem, a innymi zwierzętami.
Poeci, za nielicznymi wyjątkami, jak na przykład Byron, bywali zazwyczaj kiepskimi jeźdźcami, ale w zamian mieli zwyczaj opiewania końskich wyczynów, opisując przy tym zwierze poprawnie pod względem morfologicznym, lecz od strony psychologicznej stwarzając jego całkowicie fałszywy obraz. Przeczytajcie sobie szesnastą pieśń „Jerozolimy Wyzwolonej”, stanzę 28:

Ten groźny rumak, który odznaczywszy się w trudach
zwycięzcą został wycofany spod broni,
i wysłany jako małżonek na gnuśny wypoczynek,
wśród trzód i pastwisk luźno błądzi,
na dźwięk trąby czy też błysk żelaza,
rżąc obraca głowę,
i błaga o zachętę i człeka na grzbiecie,
by rzucić się w wir walki
(...)
Bardzo to piękne, ale całkiem nieprawdziwe! Aby was o tym przekonać, zaproponuję wam następujący eksperyment: weźcie ogiera pełnej krwi, który na swoim koncie zapisał wiele cennych zwycięstw i w okresie stanówek osiodłajcie go i zaprowadźcie na tor wyścigowy, a następnie pilnie przyjrzyjcie się, co zrobi. Otóż przedstawi wam on pełny repertuar wszelkich końskich umiejętności za wyjątkiem jednej - daleki będzie bowiem od tego, aby chętnie ruszyć w stronę start-maszyny, czyli wzdychać do dawnych zwycięstw.
A jeśli nadal nie jesteście przekonani, przyjdźcie z rana na tor treningowy aby obejrzeć „poranną robotę”, a następnie przyjdźcie po południu na tor wyścigowy, aby obejrzeć gonitwy. Możecie z łatwością stwierdzić, że za każdym razem, kiedy koń pozostaje bez jeźdźca, natychmiast rusza cwałem w stronę wyjściowej furtki, aby wrócić do domu i żyć w spokoju.
Mogę was zapewnić, że w ciągu pięćdziesięciu lat nie udało mi się zobaczyć konia, któryby sam biegł w stronę celownika, wytężając wszystkie siły i „wzdymając chrapy z woli walki” , jak się wyrażają poeci. Prawdopodobnie nikomu nie uda się zobaczyć takiego widoku.

8. Świadomość życia i śmierci

Żadne zwierzę poczęte i rozwijające się w łonie matki, nie wie jeszcze, że ma się urodzić. Nie wie tego nawet człowiek. Żadne zwierzę, za wyjątkiem człowieka nie wie o tym, że ma umrzeć. Człowiek jest jedynym, który zna tę straszną prawdę. On jedynie wie czym są zwłoki.
Zwierzęta nie interesują się trupami swych bliźnich, jeśli nie po to by je zjeść. Poetycki obraz psa, który umiera z miłości na grobie swego pana, powstał jedynie w wyobraźni poety.
Pies jest bardzo przywiązany do swego pana, jako do swego współpracownika i żywiciela, a także źródło pieszczot, tak więc zatrzymuje się przy jego grobie nie dlatego, że zdaje sobie sprawę z jego śmierci, lecz dlatego, że uważa, iż jego pan jest żywy, lecz został tylko czasowo zamknięty w trumnie i zapewne wkrótce do psa powróci. Gdyby natomiast zwłoki zostały porzucone gdzieś w polu, z czasem mógłby nawet je zjeść, szczególnie jeśliby inne zwierzęta dały mu przykład.
W jaki sposób człowiek poznał nieuchronność śmierci? Wypełniając statystykę zgonów. Jakie były konsekwencje tego strasznego odkrycia? Kult zmarłych i nadzieje na życie pozagrobowe.
Piramidy i cmentarz w Pizie.

Poddajcie dokładnym badaniom mikroskopowym mózgi zwierząt i ludzi, a nie znajdziecie wystarczająco dużych, aby mogły one uzasadnić istnienie tak wielkiej odmienności. Jedynym wytłumaczeniem może być istnienie duszy, której dziełem są filozofia, nauka i sztuka.

9. Instynkt
Wielu naukowców następująco definiuje instynkt:
„Naturalny impuls, którego następstwem są świadome czynności, jakie zwierzęta wykonują, nie mając przy tym świadomości w jakim celu Natura je nakazała”. Przyjmując dosłownie tą definicję musielibyśmy dojść do wniosku, że wszystkie czynności wykonywane przez zwierzęta żyjące w stanie dzikim są instynktowne, podczas gdy czynności zwierząt poddanych tresurze, są świadome. Natomiast w przypadku czynności ludzkich trudno określić kiedy są one instynktowne, a kiedy świadome.
Po wnikliwym przestudiowaniu zagadnienia doszedłem do wniosku, że instynkt jako taki nie istnieje i że wyraz ten powinien zostać wykreślony ze słownika. Zazwyczaj instynktowi przypisuje się czynności, których inaczej nie sposób wytłumaczyć.
Jeśli przeanalizujemy dokładniej czynności określane jako „instynktowne”, zorientujemy się, że są one spowodowane albo chęcią zaspokojenia pragnienia, albo posłuszeństwem wobec centrum mechanicznej równowagi, albo falami odbieranymi za pomocą szóstego zmysłu.
Lew jest głodny a jego podniebienie doznaje przyjemności w zetknięciu z ciepłym mięsem przesiąkniętym krwią. Zabija zatem słabsze od siebie zwierzę i je zjada.
Jest to ta sama operacja psychofizyczna, która zachodzi w przypadku człowieka jedzącego befsztyk. I nikomu jakoś nie przyszło na myśl, jakoby człowiek jedząc befsztyk podążał za głosem instynktu. Człowiek je ponieważ jest głodny i smakuje mu to, co jest zgodne z jego gustem. Jest to naturalna konsekwencja logicznego toku myślenia w celu zaspokojenia potrzeby, a nie zaś czynność., którą możnaby określić mianem instynktownej.
Podobnie i sam akt rozmnażania nie jest gestem instynktownym, lecz zaspokojeniem gwałtownie odczuwanej potrzeby. Dlatego religia uważa wstrzemięźliwość płciową za poświęcenie i za istotny akt wyrzeczenia. Jeśliby stosunek płciowy był związany jedynie z niemiłym wysiłkiem, szybko znikłyby z powierzchni Ziemi wszystkie zwierzęta z człowiekiem włącznie.
Paw rozkłada swój wspaniały ogon i olśniewa swym świetnym strojem, aby oczarować i zdobyć samiczkę, dość skromnie wyposażoną przez Naturę. Słowik tryluje bez wytchnienia aby przyciągnąć uwagę samiczki, która sama nie potrafi śpiewać. Natura sprawiła, że pawie mają piękne ogony, a słowiki są obdarzone wyjątkowym głosem.
Samce tych zwierząt rozumują i postępują zupełnie niczym ludzie, którzy mając coś do sprzedania, albo chcą zapewnić zwycięstwo danej partii politycznej, wysyłają na ulicę krzykaczy niosących na plecach transparenty, na których są wypisane dużymi literami hasła i manifesty.
Barwa i dźwięk są środkami stosowanymi zarówno przez zwierzęta jak i przez ludzi w celu zdobycia klientów, którzy zaspokoją ich potrzeby.

Koń jest szczególnie wrażliwy na podniety zapachowe. Nie podniecają go fizycznie wdzięki klaczy, lecz jej zapach, a jeśli żyje na wolności w wielkim stadzie, to wybiera z własnej nieprzymuszonej woli klacz, której zapach mu najbardziej odpowiada i nie interesuje się klaczami, które nie pachną już ciekawie.
Pospolity biały motyl zwany bielinkiem kapustnikiem, przelatując nad ogrodami szuka kapusty, na której składa swe jajeczka. Motyl nie wie, że z tych jajeczek narodzą się gąsiennice, które następnie przekształcą się w poczwarki a potem w nowe motyle. Wie jedynie, że chce zaspokoić jakieś swoje pragnienie. Być może chodzi tu o zapach? A może o kolor? Po znalezieniu kapusty zaspokojenie powoduje rozluźnienie, które sprawia że jajeczka są wydalane, a kapustnik, który uwolnił się od ciężaru odlatuje i więcej nie wraca.
Ale samo poszukiwanie kapusty w przestrzeni pełnej niebezpieczeństw, których trzeba unikać jest dla motyla niczym podróż odkrywcza, podobna do tych, które niegdyś podejmowali pierwsi słynni żeglarze, i wymaga natychmiastowych trzeźwych decyzji podejmowanych bez wahania.
Reamur twierdzi, że widział wróbla, który przez kwadrans polował w powietrzu na motyla i ostatecznie nie zdołał go ująć, ponieważ motyl szybkimi zmianami kierunku potrafił zawsze zmylić przeciwnika. I rzeczywiście, jeśli tylko przyjrzycie się dokładnie, to zobaczycie, że bielinek istotnie zmienia ciągle kierunek lotu.
Mówi się także, że bocian w przypadku dokuczliwego zaparcia potrafi sam sobie zrobić lewatywę, nabierając dziób pełen wody i wykorzystując wyjątkową długość swojej szyi, może dosięgnąć odbytu i wypełnić go wodą, wstrzykując doń zawartość dzioba. Można to wytłumaczyć tym, że bocian czując uciążliwe swędzenie wykorzystuje posiadane środki aby przynieść sobie ulgę. Postępuje niczym dziecko dłubiące palcem w nosie, które chciałoby wydobyć to, co mu przeszkadza. Naśladuje, próbuje i w końcu realizuje swój zamiar. Jest to rozumowanie a nie zaś instynkt.
Lekarze z pewnością nauczyli się od bocianów stosowania lewatywy. Mimo to ludzie utrzymują, że bocian działa instynktownie, podczas gdy podobne postępowanie lekarza ma być rezultatem logicznego myślenia. To prawda, iż bocian nie zdaje sobie sprawy z faktu posiadania systemu pokarmowego, podczas gdy lekarze są w stanie opisać go z dokładnością do najmniejszego szczegółu, lecz jednocześnie jest prawdą, iż lekarze ukradli patent od bociana.
A ile jest jeszcze rzeczy, o których lekarze nie wiedzą albo co do których się mylą. Jednak najbardziej inteligentny lekarz, jakiego miałem okazję poznać, to przecież sam „profesor Ból”.

Koń skacząc doznaje kontuzji. Jeśli tylko się poruszy, zaczyna odczuwać ból. Tak więc zaczyna myśleć i do chodzi do wniosku, że lepiej stać w miejscu. Nie wyciąga wniosku, że wypoczynek pozwoli mu wyzdrowieć, lecz jedynie dochodzi do konkluzji, że trzeba przestrzegać wskazówek, które dyktuje profesor Ból.
Weterynarze znając ten sposób rozumowania koni wymyślili tak zwaną dudkę, czyli rodzaj pętli, która ściska nos, będący najbardziej delikatną częścią końskiego ciała. Jeśli zwierzę zaczyna się kręcić ból nosa staje się tak wielki, że biedny zwierzak woli już stać spokojnie i pozwolić sobie zrobić niewielki zabieg chirurgiczny, jak przecięcie ropnia.

Wśród dwóch rodzajów zła, koń niewątpliwie wybierze zło mniejsze. Tego zaś nie można określić mianem instynktu, gdyż jest to czysty przykład rozumowania opartego na logicznym kojarzeniu faktów i doznań. Stać spokojnie, aby uniknąć bólu.
Wydaje mi się, że powyższe przykłady powinny nam wystarczyć. Jednak istnieją przypadki, kiedy próby zaspokojenia potrzeb i unikanie cierpienia nie wystarczają, aby zrozumieć pobudki pewnych poczynań zwierząt.
Mimo to nawet w tych przypadkach instynkt nie odgrywa żadnej roli. Są to bowiem czynności automatyczne, narzucone przez pewne ośrodki równowagi, które wszystkie zwierzęta mają w swoim ciele: ludzie i konie w uchu, rak w nodze, i tak dalej.
Ruchy, które są konsekwencją działania tych ośrodków są zawsze geometryczne i symetryczne.
Udowodnienie: Przyjdźcie wczesnym rankiem na roboczy tor w San Siro, a pokażę wam coś ciekawego, na co dotychczas nikt nie zwrócił uwagi. W parku, na zielonej łące zobaczycie setki koni wyścigowych.
Dla każdego trenera przeznaczono pewną przestrzeń, gdzie może stępować swoje konie w kółko, niczym na maneżu, podczas gdy jeźdźcy czekają na swoją kolejkę, aby przegalopować po torze.
Tam, gdzie spacerują konie, nie ma już trawy, ponieważ podkute kopyta wydeptały ją ze szczętem. Przyjrzyjcie się dokładnie temu terenowi i zobaczycie, że tam, gdzie brak trawy, wytyczone jest koło okrągłe niczym „o” Giotta.
Kto wytyczył tak doskonały okrąg? Koń, i to bez pomocy cyrkla.
A oto w jaki sposób.
Trener, kiedy tylko zostanie mu przydzielony kawałek łąki, wbija w ziemię dwa lub trzy kołki, aby mieć gdzie oprzeć derki i siodła. Następnie przywołuje swoje konie, które idą gęsiego i każe im krążyć dookoła umieszczonych w środku koziołków. Czołowy jeździec wykonuje polecenie, prowadząc swego konia za pomocą wodzy, i w ten sposób wytycza w przybliżeniu koło. Już po pierwszym okrążeniu konie zrozumiały o co chodzi, i jeden za drugim, bez żadnej interwencji ze strony jeźdźców, krążą już niejako automatycznie.
W przeciągu zaledwie kilku dni, depcząc trawę podkutymi kopytami, konie wykreślają tak doskonały okrąg, jakiego żaden człowiek bez pomocy cyrkla nie byłby w stanie wytyczyć. Jednak środek tego koła nie zawsze odpowiada środkowi wyznaczonemu przez trenera przy pomocy koziołka. Zawsze jest pewne odchylenie.
Jak wytłumaczyć ten fenomen? Otóż odpowiedzialność ponosi ośrodek równowagi, który każdy koń ma umieszczony w uchu środkowym. Zaledwie jeździec zmusił masę konia do pokonania w przestrzeni danego zakrętu, ośrodek równowagi zaczął funkcjonować i utrzymując wciąż ten sam kąt nachylenia, doprowadził do wytyczenia doskonałego okręgu. Środek jednak nie odpowiada temu wyznaczonemu przez trenera ani też przez jeźdźca dosiadającego frontowego konia. Dzieje się tak, ponieważ to nie promień służył do wytyczenia okręgu, ale okręg zadecydował o promieniu. I to jest geometria a nie zaś instynkt.

Aby jednak definitywnie przekonać was, że u zwierząt w ten sposób objawia swe działanie ośrodek równowagi, przytoczę jeszcze jeden przykład. Spróbujcie wyjąć mózg żaby i mózg wróbla. Oba zwierzęta mogą żyć jeszcze przez kilka godzin, ale nie mogą ruszyć się z miejsca. Jeśli jednak wrzucicie żabę do wody, a ptaka w powietrze, będą kontynuować pływanie i latanie aż do wyczerpania. Co może wykazać nam ten eksperyment?
Że w jakiejś części ciała zwierzęcia musi znajdować się centrum równowagi niezależne od mózgu i że to właśnie ten ośrodek, a nie instynkt, jest odpowiedzialny za geometryczny rysunek, umiejętność latania czy też pływania.
Przyjrzyjcie się teraz jedwabnikowi. Porusza głową, aby móc wydzielać ślinę, która w kontakcie z powietrzem staje się jedwabiem. Dzięki jednostajnym, geometrycznym ruchom powstaje kokon o stałym, zależnym od rasy kształcie. Jaki organ jest odpowiedzialny za te ruchy? Ośrodek równowagi, ten sam, który nakazuje koniowi nakreślić idealny okrąg. Próbowałem kiedyś zmusić konia do nakreślenia owalu. Póki konie czują działanie wodzy, są posłuszne i poruszają się po torze owalnym, lecz zaledwie człowiek zostawi im dłuższe wodze, od razu zaczynają krążyć po kole.
Jedwabnik je więcej niż jest to niezbędne, aby żyć i rosnąć. Je, ponieważ jest głodny, a nie dlatego, że nakazuje mu to instynkt. Ten nadmiar pożywienia zostaje wyeliminowany w formie śliny, którą powietrze przekształca w jedwab a ośrodek równowagi modeluje w kokon o geometrycznym kształcie.
W ten sam sposób pszczoły produkują wosk i miód, aby budować i zapełniać plastry. Ośmiokątne komórki plastra miodu są najdoskonalszym chyba przykładem trwałej formy geometrycznej, stworzonej, aby optymalnie wykorzystać przestrzeń. Pszczoła wabiona przez kwiaty je więcej niż jej to potrzebne i wydala nadmiar pokarmu w postaci wosku i miodu.
Wspaniała pszczela architektura zbudowana z wosku jest dziełem automatycznych ruchów narzuconych przez ośrodek materialnej równowagi geometrycznej. Jednak pszczoła posiada także duże zdolności rozumowania, oczywiście w pewnym ograniczonym zakresie i pod pewnymi względami może nawet znacznie przewyższać człowieka.
Podobne twierdzenie wygłosiłem już, pisząc o inteligencji konia.
Franciszek Hubert w roku 1789 opublikował pewne interesujące dziełko, w którym twierdził, że widział jak pszczoły budowały kolumnę, aby podtrzymać chwiejące się gniazdo. Nie udało mi się dojść czy kolumna ta była była zbudowana z ośmiokątnych komórek czy też z niekształtnej masy. W każdym razie ta, nader rzadka struktura architektoniczna służąca konkretnemu celowi, mogła zostać zaplanowana jedynie w wyniku logicznego rozumowania, które jednak nie jest w stanie przekroczyć magicznego progu pytania o przyczynę rzeczy. Pszczoła nigdy nie będzie się zastanawiać, dlaczego bez kolumny podtrzymującej zagrożone gniazdo upadłoby na ziemię, czyli nie odkryłaby prawa ciężkości.
I tutaj raz jeszcze mamy do czynienia z tą nieprzekraczalną granicą, która oddziela ludzi od zwierząt. W każdym razie musimy stwierdzić, że wspaniała działalność pszczół jest regulowana za pomocą inteligencji i działania ośrodka równowagi, a nie przez żaden instynkt, słowo, które zamiast wyjaśniać, samo powinno zostać dokładnie wyjaśnione.

Doszedłem w moich rozważaniach do tego punktu, ponieważ myślałem że przez analogię dokonałem bardzo interesującego odkrycia. To jest myślałem, że wreszcie dowiedziałem się, dlaczego ze związku dwóch psów rodzi się zawsze pies a nie na przykład kot, dlaczego ze związku dwóch chartów rodzi się zawsze chart, a nie jamnik, dlaczego ze związku charta z jamnikiem rodzi się zawsze kundel, dlaczego związek dwóch mieszańców jest według praw Mendla krokiem w stronę powrotu do czystości rasy.
Odpowiedź na tyle razy postawione pytanie „dlaczego” można zrekapitulować i zmienić w następujące prawo rozmnażania się: „Wszystkie żyjące ciała są zbudowane przez specjalne ośrodki równowagi geometrycznej i arytmetycznej”.
Udowodnienie: wtargnięcie męskiej komórki rozrodczej do wnętrza żeńskiej komórki rozrodczej powoduje natychmiastową katastrofę biologiczną, która powoduje przebudzenie i gwałtowny wybuch sił dziedziczności, umiejscowionych w chromosomach zawierających geny. Ale nie zdarza się nic, co nie powinno się zdarzyć i wszystko odbywa się dokładnie tak, jak powinno się odbyć. Z tego powodu w biologicznym kataklizmie jakim jest poczęcie, formuje się od razu automatycznie działający ośrodek równowagi, który reguluje budzące się siły dziedziczności.
Ten pierwszy ośrodek przyciąga atomy, tworzy cząsteczki, kieruje rozmnażaniem komórek i tworzy następne ośrodki równowagi.Wszystkie te ośrodki automatycznie przetwarzają żywą materię w formy anatomiczne podobne dla każdej rasy, ale nie jednakowe dla każdego z przedstawicieli tejże rasy. Zjawisko to nosi nazwę rozmnażania się i zaczyna funkcjonować natychmiast po zapłodnieniu i żadna siła nie jest w stanie zmienić przebiegu tego procesu, za wyjątkiem choroby i żadna siła nie może wstrzymać jego biegu za wyjątkiem śmierci. I tak aby powstała jedna drozofila czy też jeden człowiek, musi działać zawsze ośrodek równowagi, jak ten, który sprawia, że koń idąc po trawie nakreśla doskonałe koło, czy też nakazuje pszczole budować równoboczny ośmiokąt.
Obejrzyjcie dokładnie szkielety konia, człowieka, słonia i kury a następnie porównajcie je pomiędzy sobą. Części, z których się owe szkielety składają są niemal te same. To co je różni to średnica, długość, kątowanie i tym podobne, a więc ilość komórek i ich geometryczne rozmieszczenie względem siebie. Arytmetyka i geometria w wydaniu praktycznym, wykorzystywane przez różne dziedziczne ośrodki równowagi, są podstawą technik rozmnażania się.
To właśnie powiedział mi koń pełnej krwi, wyznaczając na torze roboczym idealne koło.
Jednak trzeba zawsze pamiętać, że w ciele zwierzęcia mieszka jeszcze dusza, której obcy jest wszelki automatyzm. Dusza, informowana poprzez zmysły odbiera wrażenia, zapamiętuje je, wyciąga wnioski i zawiaduje ciąłem dzięki swej własnej i nieprzymuszonej woli. I w ten właśnie sposób zostaje całkowicie wyeliminowany ewentualny wpływ instynktu.
Nie pozostaje nić oprócz pretekstu, aby zatrzymać ten wyraz w słowniku.

Minęło już ponad pół wieku odkąd w sercu Kanady natknąłem się na wielkie stado bizonów. Według bardzo powierzchownych obliczeń, stado musiało liczyć ponad dwadzieścia tysięcy sztuk, które wędrowały zwartą grupą. Co to był za wspaniały widok! Była jesień i zwierzęta podążały na południe. Dlaczego?
Aby osiągnąć swoje zimowe pastwiska i... następnej wiosny ruszyć w odwrotnym kierunku, na pastwiska letnie. Skąd bizony mogą wiedzieć, że letnie pastwiska znajdują się na północy, a zimowe na południu? Z doświadczenia? A co prowadzi je w tak długiej podróży? Być może zapach lub wilgotność wiatrów, lecz najprawdopodobniej - szósty zmysł. Dzięki temu właśnie zmysłowi można prawdopodobnie odbierać fale wysyłane przez pożądany obiekt, nawet z dużej odległości, jak już wam wspominałem opowiadając o moich przygodach w Patagonii.
Jeżeli przyjedziecie do Dormello jesienią, pokażę wam coś bardzo interesującego. Niektóre klacze są zwykle puszczane luzem na łące, na której trawa jest wysoka, nie ścinano jej bowiem na siano. Klacze natychmiast pochylają głowy i zaczynają się paść. Po dwóch tygodniach trawa zostaje całkowicie zjedzona i nie odbija, ponieważ nadchodzi zima.
Klacze zaczynają grzebać kopytami i wyrywają nawet korzenie perzu, szukają ostatnich zielonych liści kasztanów, robinii i wiciokrzewu. A gdy zjadły już ostatnie rezerwy zielonki zaczynają się nerwowo przechadzać wzdłuż ogrodzenia. Czują potrzebę znalezienia zimowych pastwisk. Człowiek nie pozwala jednak klaczom wyruszyć na poszukiwanie zimowych pastwisk i zatem pastwiska przybywają do klaczy pod postacią siana, które stanowi jednak nędzną namiastkę.
Gdyby konie były wolne z pewnością ruszyłyby jak bizony w zawartych grupach na południe, prowadzone przez gorącą potrzebę i szósty zmysł. Zmysł ten, odbierając promieniowanie wysyłane przez pożądane obiekty, nawet bardzo odległe, prowadzi w stronę starych gniazd gołębie pocztowe, jaskółki i bociany. Zmysły działają po to, aby potrzeby zostały zaspokojone. I tak niezależna wola zwierząt także dąży do tego, aby zaspokoić pragnienia. Jedynie człowiek czasami nie idzie za głosem zmysłów, wierząc w późniejszą rekompensatę.
Przekonany o słuszności tej teorii dokonałem doświadczenia, polegającego na rokrocznym wysyłaniu świeżo odsadzonych od matek źrebiąt na przezimowanie w okolice Rzymu, do majątku Olgiata markiza Incisy. Rezultatem tego było wyhodowanie takich koni jak Donatello i Nearco. Było to naśladownictwo Natury.
Podobno łososie w okresie kopulacyjnym odczuwają potrzebę większego dotlenienia płuc, czego wody mórz, stosunkowo ubogie w tlen nie mogą im zapewnić.
Prowadzone szóstym zmysłem ryby łączą się w stada i starają się osiągnąć słodkie wody o większej zawartości tlenu. Po drodze pokonują rwący prąd niektórych rzek, akrobatycznymi skokami pokonują wodospady i dzięki tej gimnastyce osiągają pełną formę, niezbędną aby dokonać dzieła prokreacji. Samiczka składa ikrę, samczyk ją zapładnia, a następnie rodzi się narybek, który gdy tylko nabierze sił, rusza w stronę morza. Tutaj ryby szybko rosną, osiągając znaczne wymiary i masę ciała, dorastają a gdy tylko poczują erotyczne pragnienia, łączą się w stada aby powrócić do słodkich wód o dużej zawartości tlenu, tam gdzie się urodziły.

W przypadku owadów migracje mogą stać się prawdziwą inwazją, a nawet kataklizmem. Podobno w roku 1749 szarańcza oślepiając ludzi i konie zatrzymała wojsko szwedzkiego króla Karola XII, które wycofywało się z Besarabii po bitwie pod Połtawą.
Wszystkie migracje są spowodowane logicznym rozumowaniem, mającym na celu zaspokojenie potrzeb. Pewnego wieczoru jeden z przyjaciół powiedział mi podczas rozmowy: koń doskonale wie, o której godzinie dostaje obrok i jeśli mu go nie podasz o zwykłej porze, wyraźnie okazuje swoje zniecierpliwienie. Ponieważ koń nie posiada zegarka, jedynym wytłumaczeniem tego faktu może być instynkt.
Ja jednak zwróciłem uwagę przyjaciela na następujące fakty:
1. zarówno dla dzikiego zwierzęcia, jak i dla człowieka, czas jest tym, co upływa pomiędzy jego narodzinami i śmiercią.
2. Czas jest wypełniony potrzebami.
3. Koń dzieli swój czas pomiędzy pojawieniem się potrzeby, zaspokojeniem jej lub brakiem zaspokojenia.
4. My postępujemy tak samo.
Jest prawdą, że kiedy niecierpliwie oczekujemy nadejścia jakiejś osoby, czas zdaje się płynąć wolniej. Człowiek odmierza czas za pomocą klepsydry, zegara i zegara słonecznego. Koń odmierza czas za pomocą klepsydry swego małego żołądka, który napełnia się i opróżnia regularnie, dzięki sekwencji powtarzających się dni i nocy, lub wreszcie dzięki stałym czynnościom człowieka, które powtarzają się w regularnych odstępach czasu. Nie jest to więc instynkt, a jedynie specyficzny sposób rozumowania. Tak więc gdzie tu można znaleźć działanie instynktu?
Chyba tylko w umyśle kogoś, kto nie poszukuje w życiu prawdy i z tego powodu nie potrafi znaleźć uzasadnienia niektórych istniejących faktów. Należałoby zatem dojść do wniosku, że słowo "instynkt" jako pozbawione znaczenia powinno zostać wykreślone z fachowych słowników. Ale... jeśli instynkt nie istnieje, a sny są nie czym innym jak tylko słabymi i zdeformowanymi prądami elektromagnetycznymi, przebiegającymi system nerwowy zwierząt niezależnie od ich duszy... to co w takim razie pozostałoby z teorii Freuda i jego psychoanalizy opartej przede wszystkim na instynkcie i interpretacji snów?
Pozostałoby zapewne interesujące studium neurologiczne i nowa terapia dla wariatów i półwariatów. Jednak w ten sposób musiałaby też upaść cała biologiczna i filozoficzna podbudowa wciąż modnej od latpsychoanalizy. Dlaczego? Dlatego, że Freud i jego wyznawcy nigdy nie przeprowadzili poważnych eksperymentów naukowych w takim zakresie, aby na ich podstawie można było sformułować jakieś prawo. W ich przypadku można mówić o zjawisku analogicznym do przesądu. A tak naprawdę, czym jest przesąd? Przesąd nie jest niczym innym jak faktem, który miał miejsce pewną ilość razy, jednak niewystarczająco często aby można było na tej podstawie sformułować nowe prawo. Na przykład: jeśli trzy lub cztery razy zdarzy się wam po spotkaniu pewnej osoby coś przykrego, mówicie, że owa osoba „rzuciła na was urok”. Takie twierdzenie oczywiście nie może być twierdzeniem naukowym, lecz jest jedynie przesądem, ponieważ wniosek został wyciągnięty na podstawie niedostatecznej ilości przypadków.

Aby sformułować prawo wiążące przyczynę i wynik, dane zjawisko powinno mieć miejsce conajmniej tysiąc razy i zawsze z tym samym wynikiem, jak na przykład należałoby ściskać chorą dłoń trędowatego, aby przekonać się czy trąd jest zaraźliwy poprzez kontakt. Ale nawet nie upierając się, że chodzi o „urok”, nikt, nawet największy sceptyk, po trzech kolejnych złych osobistych doświadczeniach, nie chciałby raczej próbować po raz czwarty, a tym bardziej kontynuować serię doświadczeń, choć wyniki takiego eksperymentu mogłyby doprowadzić do ciekawych odkryć.
Doświadczenia cytowane przez Freuda nie są dość jasne i nie odbyły się aż tyle razy, aby na ich podstawie można było sformułować nowe prawo, tak więc należałoby uznać je za przesąd.
Kiedyś Freud wyobraził sobie, że w epoce prehistorycznej, synowie pewnego tyrana zamordowali ojca z zazdrości na tle seksualnym i z żądzy władzy, a następnie go zjedli, zaś później w przypływie wyrzutów sumienia uznali go za boga.
Jednak jest to tylko tragedia grecka albo dantejski jedenastozgłoskowiec:
„Brutus z Kasjuszem w piekle ujadają”. Brzmi nawet nieźle, ale nikt w to nie wierzy. To poezja, nie zaś nauka.

Czytelnicy, którzy mieli dosyć cierpliwości, aby podążyć za mną poprzez dziewięć etapów moich rozważań zapewne zgodzą się, że udało mi się jasno i dokładnie udowodnić, że mózg, albo lepiej, system nerwowy konia i innych zwierząt, nie jest niczym innym jak tylko aparatem przekazującym odczucia i służącym duszy, która jako jedyna odbiera wrażenia i działa dzięki własnej i nieprzymuszonej woli.
Leonardo da Vinci napisał:„Dusza pragnie być razem ze swym ciałem, ponieważ pozbawiona narządów tego ciała nie jest w stanie nic zdziałać ani odczuwać”. Jednak takie postawienie problemu nie stanowi definitywnego rozwiązania zagadnienia, a wprost przeciwnie, jest zaledwie początkiem nowych problemów, na przykład:
1. Czy dusza ma ciężar i kształt?
2. Z czego jest zbudowana?
3. W jaki sposób odbiera i porządkuje wiadomości dostarczane jej przez mózg?
4. Dlaczego dusze, podobnie jak ciała, różnią się pomiędzy sobą?
5. Dlaczego niemal wszystkie religie wierzą w nieśmiertelność duszy?

Do tej listy mógłbym dołączyć jeszcze wiele innych znaków zapytania. Jednak z całą pewnością można stwierdzić, że gdyby nawet filozofom i biologiom udało się rozwiązać te wszystkie problemy, natychmiast wyłoniłoby się wiele innych i to o wiele trudniejszych oraz bardziej skomplikowanych. I tak dalej, aż do nieskończoności.



Powrót do treści | Wróć do menu głównego